ZBYT DOROSŁE DZIECI cz.II.

Ten tekst jest kontynuacją poprzedniego, dotyczy parentyfikacji, czyli odwrócenia ról w rodzinie, kiedy to dziecko delegowane jest do zadań i funkcji ponad jego siły.

Parentyfikacja może mieć wymiar i/lub instrumentalny oraz emocjonalny. Ta pierwsza „oznacza troskę o fizyczną egzystencję rodziny. Może ona przybierać różne formy: zarabiania pieniędzy, opieki danej osoby nad jej rodzeństwem lub chorym rodzicem, sprzątania w domu, robienia zakupów dla rodziny, gotowania, pisania lub tłumaczenia dokumentów itp”. Dodajmy, że nie chodzi tu o drobne obowiązki, jakie dziecko musi mieć, tylko o całkowite przejecie odpowiedzialności za pewne obszary, do których dziecko nie dorosło.

Continue reading

ZBYT DOROSŁE DZIECI CZ.I.

Przeczytałam niedawno wywiad, a w następstwie książkę Katarzyny Schier „Dorosłe dzieci”, którą wszystkim zaciekawionym opisanym tematem polecam. Pani profesor ma talent pisania językiem łatwo dostępnym, bez zbytniego psychologizowania, co czyni jej prace dostępnymi dla każdego.

Wszystko, cokolwiek w tym tekście będzie w cudzysłowie, pochodzi właśnie z tej książki, a że ujęte jest niezwykle trafnie, przytaczam niektóre definicje i rozmyślania dosłownie. Mój tekst urozmaicony został przykładami klinicznymi.

Dziś przybliżę temat parentyfikacji, czyli odwrócenia ról w rodzinie. Dotyczy to takich sytuacji, „gdy dziecko pełni funkcję opiekuna bądź partnera dla swojego rodzica (i/lub rodzeństwa), a obciążenie, które dźwiga, przekracza jego możliwości radzenia sobie”.

Continue reading

GDYBYM TYLKO SCHUDŁA cz.III.

I znów, gdy po kilku miesiącach spoglądała wstecz na te tygodnie w łóżku, stwierdziła, że to był czas odkrywania w sobie warstwy po warstwie, docierania, co tak naprawdę było ważne, przeżywania bólu na każdej kolejnej, aż do jego wylania, wyczerpania i zbladnięcia. I pomyślała też, że pierwszy raz w życiu jedzenie było intruzem. Straciło swą moc uspokajania, tłumienia prawdy, korkowania emocji, przestała go potrzebować do tego celu, ale też był to czas, kiedy organizm miał fazy łapczywego jedzenia na zmianę z wymiotowaniem. Gwałtownym, szarpiącym wnętrzności, na kolanach w toalecie i z obrzydzeniem do siebie. Nic nie chciałam przyjmować, dostawać od świata, pomyślała. Był to czas, kiedy postawiłam pod wątpliwość, że ktokolwiek kiedykolwiek mnie kochał, wszyscy się ode mnie odsunęli z obrzydzenia do mnie, dla wszystkich byłam absolutnie nikim. Ci wszyscy to w jej oczach matka ramię w ramię z mężem, a w tle jakieś majaczące postacie ludzi, potencjalnych koleżanek i osób z pracy. Nikt nigdy mnie nie kochał. Nikt nie kocha mnie teraz. Nikt. Dla nikogo nie jestem ważna, nie jestem zatem nic warta. Zupełnie nic. Jakbym była przezroczysta i nie istniała.

Continue reading

GDYBYM TYLKO SCHUDŁA cz.II.

To był zwyczajny, następny dzień realizacji Wielkiego Planu.

Planu mającego na celu schudnięcie, a w efekcie odzyskanie zainteresowania i miłości męża, jego wcześniejszych powrotów z pracy, a może taką nową i śliczną zaprosi mnie na randkę – aż uśmiechnęła się do tej myśli. Miło by było wrócić do miodowego miesiąca, kiedy to wszystko jeszcze było możliwe. Może nadal jest? Nieśmiała myśl była delikatna, ale nie ulotna.

Continue reading

GDYBYM TYLKO SCHUDŁA cz.I.

Środek nocy, trzecia nad ranem.

Czasy charakteryzują się mnóstwem rzeczy, a jedną z nich jest to, o jakiej porze mamy środek nocy. Przed erą elektryczności to faktycznie mogła być dwudziesta czwarta, czyli zero, kropka, zero zero. Ale teraz, gdy chodzimy spać niewiele wcześniej, to właśnie trzecia godzina najbardziej jest naszą północą.

Kiedyś upływ czasu mogliśmy mierzyć wybijaniem zegara. Minuty i godziny mogły się wlec, ale były równiutko poukładane między uderzenia, kuranty, tykania i bimbania. Miał jakieś odczuwalne ramy. Teraz komórka odmierza chwile w nieubłaganie milczący, przeraźliwie cichy, bezszelestny wręcz sposób, skazując nas na otchłań czasu odmierzonego dopiero dzwonieniem alarmu w telefonie. Bez wcześniejszego ostrzeżenia jakimś bim czy bam. Żadnym, najmniejszym tyknięciem nic nie daje znaku naszej podświadomości, że czas poogarniać sny, które pojawiły się w tej krótkiej drzemce po czasie bezsenności. Bezduszna technika nie daje nam ram ani szans. Czas odmierzamy słyszalnym dla nas niczym uderzenia młota w hucie tętnieniem krwi. Stał się chaotyczny, jego długość zależy od częstości naszych uderzeń serca. Im mamy ich więcej, tętno bardziej szaleje, krew pulsuje, czas biegnie wolniej. W ciszy, bez zegarów, jest przestrzenią nieogarnioną. I niechcianą.

Continue reading

TRZY HISTORIE DWÓCH ŁAWECZEK CZĘŚĆ II.

Dziś drukuję Wam kolejne trzy historie dwóch ławeczek – teksty znacznie lżejsze, niż większość wpisów, choć niewesołe. Gdy bywam na spacerach, czasem wyobraźnia zasugerowana obrazem tworzy takie opowieści – żadna w dosłownym sensie nie wydarzyła się naprawdę, ale każda zawiera w sobie elementy prawdziwe, a za tytuły, traktowane metaforycznie, posłużyły mi terminy kardiologiczne. Zapraszam do poczytania:)

Continue reading

GŁÓD EMOCJONALNY

Dziś chciałam Wam opowiedzieć o kilku kobietach – w różnym wieku, które nie są w związkach małżeńskich. Niektóre po rozwodzie, inne czekające na miłość życia i pragnące założyć rodzinę. Łączy je pewien wspólny rys, który nazwę życiem na emocjonalnym głodzie.

Continue reading