GEOCENTRYCZNA WIZJA DEPRESJI

Jak starożytni widzieli Wszechświat?
Uważali, że Ziemia jest nieruchoma, położona w jego centrum, najistotniejsza w Kosmosie. Cała reszta zjawisk niebieskich ustosunkowuje się do naszej planety będącej splotem słonecznym Kosmosu. Geocentryzm.
Byli w stanie wynajdować skomplikowane wzory krążenia planet wokół Ziemi, cudeńka eliptyczne, byleby tylko nie dostrzec, że nie ma to większego sensu.


Cały starożytny Świat tak patrzył. Ziemia stała na wielkim żółwiu, a ten na kolejnym, i kolejnym, i tak bez końca. To, co można powiedzieć na plus tej koncepcji to fakt, iż ówcześni dostrzegali w tym jakąś nieskończoność. Hindusi widzieli Wszechświat oparty na 6 słoniach stojących na skorupie gigantycznego żółwia, a ten z kolei stał na wielkim wężu. Skąd mieli takie pomysły? Pojęcia nie mam… (może ktoś wie?).

Dlaczego napisałam, że byleby nie dostrzec, że jest inaczej?
Dlatego, iż pojawiały się też inne obserwacje i koncepcje. Starożytni widzieli przecież, że gdy statek płynie po morzu i zbliża się do patrzącego, to najpierw dostrzec można jego żagle, a potem kadłub, cały proces wyłaniania się zza horyzontu. Widzieli też w trakcie podróży, iż Gwiazda Polarna zmienia swoje położenie, raz jest bliżej, raz dalej. Arystoteles napominał delikatnie o tym, że najprawdopodobniej Ziemia jest okrągła. Czemu przez blisko 2 000 lat świat nie przyjął tego do wiadomości, do czasów Kopernika i Galileusza?
Przecież były symptomy, że coś z tym obrazem świata jest nie tak. Znaki, że rzeczywistość wygląda inaczej. Czemu nie nadano im wagi? Rewolucja myślenia zmusiłaby do weryfikacji wszystkich poglądów na temat nas samych, naszej ważności i naszego miejsca w kosmicznej przestrzeni.
Czy człowiek wówczas czuł się aż tak ważny? Czy tak trudno zrezygnować z roli kogoś najbardziej wyjątkowego, jedynego?
Czy może czuł się tak zagrożony, że przyjecie koncepcji o niebyciu pępkiem Wszechświata było tak przerażające, że nie do przyjęcia?
Pomijam tu świadomie rozważania o roli Kościoła na takie poglądy, są oczywiste dla każdego.

My, ludzie nosimy w sobie odbicie porządku Kosmosu, a także naszego wspólnego, rzekłabym – wręcz archetypicznego myślenia na jego temat.
W cierpieniu spostrzegamy siebie niczym środek Wszechświata. Tak robi człowiek w depresji, ktoś zraniony, wściekły, czymś mocno dotknięty. Tak również robią osoby narcystyczne, ale nie o nich dziś piszę.
W bólu przestajemy zauważać kontekst, otoczenie, a przynajmniej nie tak mocno, jak dotychczas. Stajemy się centrum naszego prywatnego Kosmosu.
To z jednej strony zrozumiałe, gdyż zwyczajnie brak nam sił na skupianie się na czymkolwiek innym, niż my sami. Ale to też w pewien sposób skrzywia rzeczywistość i w efekcie być może nawet potęguje depresję.
W cierpieniu można się także schronić przed światem.

W bólu człowiek ma wrażenie, że wszystko go dotyczy. Wszyscy ludzie coś chcą albo nie chcą wobec niego. Każdy gest odbierany jest intencjonalnie, jakby miał na celu albo go wesprzeć, albo zrobić krzywdę, ocenić. Każde spojrzenie coś oznacza, każda uwaga jest jakąś aluzją, lub podwójnym komunikatem. Jak ktoś nie zainteresuje się nim tak, jakby tego w tym momencie potrzebował, jak ktoś nie będzie uważny na każde słówko, osoba ta odbierze to jak zranienie. Ciężko pomyśleć wówczas, że drugi człowiek może być zajęty swymi sprawami, nie skupić się dostatecznie z wielu różnych powodów. To też jest odbierane jako krzywda. Słuchacz może też cierpiącego zwyczajnie nie zrozumieć, bo tego nie przeżył, i po prostu nie mieć żadnej intencji wobec niego.
Z kolei gdy ktoś da komuś w depresji wsparcie, to ratuje w tej chwili jego świat, staje się w tym momencie dla niego najważniejszy, od wspierającego zależy chwilowo istnienie, a przynajmniej dobre samopoczucie cierpiącego. I wtedy ma on ochotę być bliżej, więcej, częściej, wciąż omawiać z tym człowiekiem własne stany emocjonalne, myśli, problemy.
Takie silne oparcie, wręcz zawieszenie jest chwilowo niezbędne, ale w dłuższym wymiarze czasu emocjonalnie trudne dla obu stron.

Jak potoczyła się dalej historia odkrywania Wszechświata?
Nagle ktoś poskładał fakty i obserwacje. A potem lawinowo okazało się, że Ziemia to jedna z wielu planet, wcale nie szczególnie wyjątkowa. Ani nie jest w środku czegokolwiek, ani nie jest żadnym centrum. Że takich Ziem może być w Kosmosie cała masa. Że nie istnieje środek Wszechświata – a zatem centrum jest wszędzie tam, gdzie zechcemy je zobaczyć.
To, że Ziemia nie jest wyjątkowa, nie znaczy, że nieważna.
Wszechświat daje nam naturalne proporcje patrzenia na siebie. Kopernik pokazał, że jeśli patrzymy na Świat z innej, niż Ziemia perspektywy, to wszystko jest prostsze. Trajektorie ruchu planet nie są nieprawdopodobnie ekwilibrystycznie powyginanymi spiralkami, pętelkami i czym tam jeszcze. Są oczywiście skomplikowane i trudne, ale to elipsy. Dużo łatwiejsze do pojęcia, jak się na nie spojrzy z Kosmosu. Czasem coś warto rozpatrywać w odniesieniu do naszej planety, a czasem nie. Tak po prostu.
Wiem, ze niełatwo to zrobić. Kopernik się bał, publikował swe dzieła na początku
anonimowo. Co stało się z Galileuszem, każdy wie, zapłacił za swe odkrycia dość ciężką cenę.

Przychodzi w którymś momencie chwila, kiedy jakaś część człowieka, może mało zależna od jego woli, może nawet nieświadoma, chce już wyjść z cierpienia.
Coś pomogło – czy to leki, czy to terapia, jakakolwiek nowa okoliczność, czy tylko czas, pojawia się jakieś światełko w tunelu. Nigdy do końca nie wiadomo, co zadziałało, może wszystko razem.
Co trzeba wówczas zrobić? Zaufać swemu „wewnętrznemu Arystotelesowi” , który długo przed oficjalnym obaleniem teorii geocentrycznej podejrzewał, że coś w tym obrazie Świata nie pasuje. A ten Świat wiele lat nie zauważał tych symptomów.
W depresji przychodzi moment, że ta zdrowa część człowieka chce się już uwolnić z bólu, ale bywa, że dość długo człowiek jej nie słyszy. Jednak zawsze pojawiają się jakieś znaki, symptomy, że to już czas, że już można zrobić ten krok.
Często z różnych przyczyn ciężko do końca zrezygnować z cierpienia, ze statusu wyjątkowości, jaki ono niesie. O tym może innym razem napiszę parę słów.

To, co nam daje ta rezygnacja, spojrzenie na nasz prywatny Wszechświat w naturalnych proporcjach, to wolność. Już nie musimy się zastanawiać, jakie znaczenie miał każdy ludzki gest, każde słowo wypowiedziane czy niewypowiedziane przez kogoś. Bo po prostu Kosmos pokazał nam, że nie we wszystkim chodzi o nas. Przestajemy zależeć od ludzi, od których na coś czekamy – czy to na wyrównanie krzywd, czy na jeszcze coś innego.

Wszechświat nie ma żadnego centralnego punktu. Ale też każdy punkt Wszechświata można uznać za jego środek, co pokazuje nam, że my jesteśmy ważni tak samo, jak każdy inny obiekt. Równocześnie zupełnie zwyczajni, jak i absolutnie wyjątkowi.

Inspiracja Stephen W. Hawking “Krótka historia czasu”.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s