ANATOMIA NIENAWIŚCI

Inspiracją do tego tekstu było jedno z ostatnio odbytych spotkań w moim gabinecie, pamięć jednakże podsunęła kilka innych rozmów na ten sam temat. Dzięki temu urodziło się kilka refleksji.
Nienawiść. Uczucie, do którego ludzie przyznają się bardzo rzadko.
Jednocześnie słowo nadużywane na co dzień – “nienawidzę lodów czekoladowych”, “nienawidzę kotów” itp.
Nie będzie to monografia o nienawiści, nie będę pisać o uprzedzeniach rasowych, patologiach, itd., tylko o uczuciu pojawiającym się czasem w relacjach międzyludzkich.

Uczucie wstydliwe, uczucie wręcz czasem upokarzające dla tego, kto je żywi. Koncentrujące silnie uwagę na sobie, organizujące myślenie na temat znienawidzonego człowieka. Czasem jest to nienawiść żywiołowa i gorąca, czasem zmienia się w zimne, utrwalone odczucie noszone w sobie latami.
Napiszę kilka wersów o tym pierwszym.

Wg definicji nienawiść to bardzo silne uczucie niechęci wobec kogoś lub czegoś, często połączone z pragnieniem, by obiekt nienawiści spotkało coś złego.
Gdyby ta definicja w pełni oddawała ten stan emocjonalny, okazałoby się, że dość często ją czujemy. A jednak większość osób zaprzeczy.
Obserwując i słuchając ludzi mam wrażenie, że w tym silnym odczuciu znajduje się bardzo wiele wściekłości, ale i upokorzenia, bólu, rozpaczy, bezradności, chęci zemsty.
Czemu? Najczęściej nienawiść wynika z wielkiego zranienia i ogromnego poczucia krzywdy.
To, co ja słyszę, odnosi się zazwyczaj do zdrady, porzucenia. Odczucia tak wielkiego zranienia, że nie wiadomo co z nim zrobić, jak sobie z nim poradzić.
Swe dywagacje opieram właśnie na takich historiach. Każda jest inna, ma swe okoliczności, przyczyny, specyficzny sposób przebiegu, ale sens można streścić krótko – ktoś zdradził, oszukał, porzucił. I nic, absolutnie nic z tym nie można zrobić.
Zraniona, odrzucona miłość jest gigantyczną siłą.
Dwie osoby mają swą historię, często trudną i ciężką. Jedna z tych osób dopuszcza się jakiegoś rodzaju oszustwa, wyrządza krzywdę. Można by powiedzieć – no cóż, trzeba się od tej osoby czym prędzej odwrócić i iść w swą stronę, nie dać się dalej krzywdzić.
Czemu dla wielu osób to takie trudne?
Obserwuję, iż przyczyną jest zaburzona równowaga.
Jeśli się doznało krzywd, istnieje wielka potrzeba uzyskania wyrównania ze strony tego, kto skrzywdził. Jakiegoś rodzaju zadośćuczynienia.
Czasami ludzi bardziej wiąże ze sobą to, czego nie dostali wzajemnie od siebie, niż to, co między nimi dobre. Czekanie na to, że wreszcie ta druga strona da to, czego tak bardzo potrzebujemy. Przeprosi, poprosi o wybaczenie, przyzna się do pomyłki…
Ale najczęściej ludzie tego nie dostają.
Nienawiść jest czasem formą przywrócenia równowagi. A najbardziej jej aspekt zemsty.
Wyobrażenia, jak się zemścić są czasem tak silne, że mimowolnie osoba ta bardzo często fantazjuje na ten temat. Nie oznacza to, że przerodzi się to w plany i wykonanie.
Bezradność, poczucie, że już nic nie można zrobić, produkuje wizje uczynienia krzywdy, które przynoszą ulgę. Póki nie przerodzą się w działanie, są mechanizmem obronnym, regulującym, zmniejszającym napięcie, dającym poczucie sprawstwa.

Najczęściej słyszy się, że nienawiść jest odwrotnością miłości. Myślę, że to nieprawda. Nienawiść w takich historiach, o jakich tu dziś ogólnie piszę, jest ciemną stroną miłości. Jest miłością zaprzeczoną w sobie.
Jest komunikatem – kocham cię, ale nie pozwalam sobie na tę miłość, bo ona mnie za bardzo rani.
Odwrotnością zarówno miłości, jak i nienawiści jest obojętność.

Czy wyrzucać sobie nienawiść, wstydzić się? Ciężkie pytanie.
G.B. Shaw napisał kiedyś “Najgorszym naszym grzechem wobec bliźnich nie jest nienawiść, ale obojętność, bo jest nieludzka”.
Kontrowersyjne i dyskusyjne. Ale jak się przyjrzeć historiom zranienia, zobaczyć można w tym sens. Faktycznie coś nieludzkiego jest w tym, kiedy jedna osoba darzy drugą miłością, a potem ją oszukuje, oraz daje wyłącznie obojętność.
A może właśnie ludzkiego, bo pokazującego małość i niedoskonałość człowieka…

Nie uważam, aby nienawiść była uczuciem, do jakiego należy dążyć. Widzę u wielu osób, jaka jest wyniszczająca. Ile zabiera uwagi, jak nie pozwala o sobie zapomnieć. Jak wyczerpuje emocjonalnie.
Nie uważam również, by zemsta realna była czymś dobrym, bo pomijając wszelkie aspekty moralne przyniesie najwięcej szkody temu, który się mści. Przecież emocje kiedyś opadną, zostanie tylko wstyd, poczucie braku godności.
Uważam także, że nienawiść utrwalona, długotrwała, zimna, jest prawdziwym problemem do rozwiązania.

Ale jeśli już pojawia się chwilowa, gorąca nienawiść, nie trzeba zaraz przeżywać z jej powodu wstydu. Ona świadczy czasem o braku równowagi, którą trzeba jakoś przywrócić w sobie.
Jeśli zraniona osoba to zrozumie, może iść dalej.
Czasem chwilowa, świadomie przeżywana nienawiść jest pomostem do wyleczenia się. Jest lepsza, niż zapadanie się w bólu, bo daje jakąś siłę, chęć wyjścia z tego stanu, możliwość powalczenia o siebie.

Na koniec bardzo mądre, moim zdaniem, stwierdzenie Coelho:
“Kiedy nienawiść każe się człowiekowi rozwijać, staje się jedną z form miłości”.
Dodam moje zdanie – miłości do siebie.

Padły tu w zasadzie same dyskusyjne tezy. To tylko jeden maleńki aspekt tematu. Każdy mógłby zapewne uzupełnić go o własne przemyślenia, bądź kawałek swej historii – serdecznie do tego zapraszam.

2 thoughts on “ANATOMIA NIENAWIŚCI

  1. Nienawiść…. trochę ten tekst łączy mi się z poprzednim, o męskim bólu i siekierezadzie.
    Poruszam się oczywiście w relacjach emocjonalnych między kobietą i mężczyzną.
    Trafnie Pani pisze że bierze się z bezsilności. Wtedy gdy już nic nie możemy zrobić, gdy jesteśmy zdeptani i stłamszeni. Wskazówka naszych emocji obiera przeciwny zwrot. Budując w sobie uczucie nienawiści do kogoś kogo jeszcze przed chwila się kochało, maskujemy i wyrzucamy z siebie to wszystko, za co kiedyś się kochało. Jeśli nie stoi za tym pragnienie wyrządzenia krzywdy, to nawet można się doszukać jakiś pozytywów tej naszej wewnętrznej złości. Może to dać siłę do pozbierania się. Skoro już jestem na dnie, a nie można już niżej upaś, to może być czasem trampoliną aby się odbić.
    Niby negatywny stan emocjonalny. A łączy często w sobie i miłość, bo jest, bywa, może być, jej pochodną konsekwencją. Tylko tej „roślinki” nie wolno w sobie pielęgnować !

  2. Niesamowicie Pani pisze, naprawdę. Czwarty Pani tekst czytam i to czwarty strzał w czuły punkt. Jakoś te wszystkie skomplikowane pojęcia i uczucia Pani tak trafnie ubiera w słowa.
    Sama dość dawno temu doszłam do wniosku, że nienawiść i miłość to niczym awers i rewers. Jeśli wciąż nienawidzimy, znaczy to, że dotychczas się nie odkochaliśmy. Prawdziwe odkochanie poznaje się po tej specyficznej uldze i nawet wdzięczności lub współczuciu wobec byłego partnera. Bo jakąkolwiek krzywdę nam wyrządził, gdy już się pozbieramy to czujemy się silniejsi i mądrzejsi i dumni z tego, że nie zniżyliśmy się do zemsty, a wiemy, że to on do końca życia będzie musiał borykać się z poczuciem winy i je wypierać. Dlatego ja uważam, że skoro już inaczej się nie da, to lepiej jest zostać skrzywdzonym niż krzywdzicielem. Na tym chyba polega wewnętrzny sens hinduskiego prawa karmy.
    Poza tym jako agnostyczce mi się wydaje, że w tej kwestii wierzący mają łatwiej, bo zarówno była ofiara jak i były kat może w trudnych chwilach odmówić modlitwę za byłego partnera i w ten sposób częściowo ukoić ból i rozluźnić te niezdrowe więzi po układzie koluzyjnym.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s