PULSARY

Czasem w Kosmosie następuje takie magiczne zjawisko, kiedy to na skutek eksplozji gwiazdy supernowej zapada się jej jądro i powstaje gwiazda neutronowa. Pulsar.

Ma znacznie mniejszą wielkość, ale masa pozostaje ta sama, więc do olbrzymich wartości wzrasta pole magnetyczne i strumień magnetyczny wokół niej.
Co się wtedy dzieje? Gwiazda ta ma wielki moment obrotowy i emituje bardzo dużo energii.
Opisałam to w sposób niezwykle uproszczony, chodzi mi o ideę.
Co się dzieje podczas ruchu obrotowego pulsara? Emituje on w sposób regularny olbrzymią ilość światła. A fakt, iż na swej powierzchni ma jedną czy dwie plamy, które szczególnie mocno wysyłają fale, pojawia się kosmiczna magia.
Wygląda to tak, jakby po Wszechświecie rozrzucone były latarnie morskie, nieustająco, przez tysiące lat nadające sygnały, znaki… tak, jakby w czarnej pustce zawieszone były tętniące światłem, gorące, wręcz żywe istoty.

Pisałam ostatnio o troskach ostatecznych, tych najważniejszych, zasadniczych, leżących u podstaw bytu. Jedną z nich opisywaną przez egzystencjalistów jest dojmująca ludzka samotność, pomimo bycia w związkach i relacjach. Istnieje taki obszar, do którego nikt nie ma wstępu, w którym jesteśmy i być musimy sami.
Tak, na to nie mamy wpływu. Ale czy się na to godzimy? Akceptujemy?
Jeśli faktycznie komuś się to udaje, to stanowi to niezwykłą rzadkość.
Jest rzeczą zdumiewającą jaką my, ludzie, posiadamy konstrukcję, w jaką stronę wyewoluowaliśmy. Z jednej strony jesteśmy istotami podlegającymi nieustającym zmianom, choćby fizycznym, ale też emocjonalnym. Życie nasze jest skańczalne i pozostaje to faktem bezdyskusyjnym. W swe ludzkie doświadczenie wpisaną mamy egzystencjalną samotność. A jednocześnie jesteśmy tak absolutnie ewolucyjnie nieprzygotowani do dźwigania takich odczuć, potrzeba bliskości jest jedną z podstawowych i niezbędnych. Śmierć wywołuje olbrzymi strach, samotność albo przeraża, albo powoduje bunt przeciwko niej.
Człowiek od zawsze czaruje rzeczywistość, szuka magii, chce odwrócić nieodwracalne. Ileż żywotów ludzkich spędzono na poszukiwaniu kamienia filozoficznego gwarantującego wieczne życie…
Symbolem tego kamienia są teraz wszelkie słoiczki z kremami w sklepach kosmetycznych, preparaty odmładzające i czyniące cuda w aptekach, antybiotyki, i miliony innych przykładów. Zatrzymywacze naszego osobistego czasu.

A co z samotnością i pulsarami?
Wciąż powtarzam, że fizyka jest nauką o ludzkich emocjach. Czy to nie jest egzystencjalna ironia, iż pozwolono nam zajrzeć pod podszewkę zdarzeń, doświadczyć kruchości istnienia, rozważać sens życia, a tak bardzo nas do tego nie przygotowano? Ani nie umiemy udźwignąć tej wiedzy, ani jej do końca zrozumieć.
Każdy z nas, a widać to szczególnie po ludziach cierpiących, jest takim pulsarem.
Zapadnięcie się jadra gwiazdy metaforycznie porównać można do załamania depresyjnego. Wówczas temperatura, energia w środku niesamowicie wzrasta – nie mam tu na myśli potocznie rozumianej energii do działania, ale energię, moc cierpienia.
Taki człowiek czuje się nieprawdopodobnie sam, jakby był faktycznie zawieszony w czarnej przestrzeni kosmicznej. Czuje się tak mimo, iż otoczony bywa ludźmi. Często ich nie zauważa w prawdziwy, głęboki sposób. Jednakże nadaje pulsujące sygnały – czasem są to wezwania pomocy, czasem tylko znak – jestem. A chwilami jest to fala wysyłana z powodu samego istnienia pulsara, wpisana w jego byt, emitowana bez żadnego celu.
We Wszechświecie istnieje ogromna ilość takich gwiazd neutronowych emitujących świetlne komunikaty, ale każda z nich funkcjonuje tak, jakby w tej przestrzeni była zupełnie sama. Wielu z nas zapewne doświadczyło tego w życiu. To generalnie nie jest odczucie, z którego warto rezygnować. Czasami przeżycie kosmicznej samotności sprawia, iż bardziej doceniamy relacje, w jakich jesteśmy, nasze zwykłe życie. Jakąż niezwykłą przyjemnością i ulgą jest powrót zza emocjonalnych zaświatów do ludzi, do życia, jak o wiele mocniej odczuwa się proste przyjemności i urodę świata.
Problemem jest, gdy odczucie bycia samotnym pulsarem emitującym energię, która nie jest przez nikogo odbierana, staje się doświadczeniem trwałym.
W depresji znów dotykamy tego podstawowego konfliktu wewnątrz człowieka – z jednej strony wielka potrzeba niebycia samotnym, wysyłanie w tempie kosmicznego pulsu ogromnej ilości sygnałów, z drugiej strony niemożność zbliżenia się do kogokolwiek i odczucia sensu istnienia.
W terapii jest możliwe doświadczenie poczucia, iż sygnały nadawane z pulsara są przez kogoś rozkodowane, odczytane, przyjęte. Że to, iż każdy człowiek nadaje sygnały we własnej częstotliwości, czyli we własnym języku kodów, nie wyklucza możliwości rozumienia się.

Jaka jest konkluzja z tych rozważań?
Żyjemy w głębokim dualiźmie. Z jednej strony istnieje fakt, iż każdy z nas jest w jakimś głębokim sensie niezwykle samotny w znaczeniu egzystencjalnym. Nadajemy sygnały do otoczenia – świadomie, lub nie – nie mając żadnej gwarancji, nawet obietnicy, że będą one odebrane i odkodowane.
Z drugiej strony istnieje fakt, iż każdy z nas jest takim kosmicznym obiektem emitującym sygnały, co stanowi pierwszy przykład, iż nie jesteśmy samotni. Jeśli każdy obiekt żywi tę samą potrzebę, to nic nie stoi na przeszkodzie, by się spotkać i doświadczyć tego, że mimo, iż przestrzeń wszechświata wygląda na pustą i czarną, tętni w niej wiele pulsującej, gorącej, żywej energii.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s