BÓLE FANTOMOWE

Czasami rozmowy toczące się w moim gabinecie bywają tak intymnie osobiste, że mam wrażenie wpuszczenia mnie wręcz pod skórę przez rozmówcę. Jest to moment, kiedy mogę już tylko milczeć i absorbować każdy wyraz. Przestać próbować rozumieć, a chłonąć treść i znaczenie, wielki ciężar gatunkowy słów i emocji całą sobą, na chwilę stać się tym człowiekiem. Odczuć cały jego ból, cierpienie i poczucie izolacji. Na kilka minut sprawić – nie intencjonalnie, tylko po prostu prawdziwie będąc w tej relacji całkowicie obecną – że odczucie samotności będzie mniejsze. Z relacji też wiem, że to odczucie niebycia samemu pozostaje i dodaje sił.
Co mi dane było pojąć, czego doświadczyć, dostać w formie prezentu, a dzięki temu przekazać Wam dalej, na jednym z niedawnych spotkań?

Rozstanie. Ktoś powie – banał, zdarzyło się, lub zdarzy każdemu. A jeśli nie, to znaczy, że ktoś nigdy nie wszedł w prawdziwy związek, nie odważył się na bliskość.
Tak, wiem, że są związki od piaskownicy aż do końca życia. Wówczas jednak śmierć jednego z małżonków odczuwana jest również jako bolesne rozstanie, nawet porzucenie.
Nie dane to tylko tym, którzy całe życie są sami.

I znów będzie banalnie. Jeśli dwie osoby się żegnają, należy przeżyć w sobie to rozstanie, pozbierać się, wyciągnąć wnioski i otworzyć drzwi dla nowej miłości. Wiele osób powie – to dowód zdrowia psychicznego. Owszem.

Lecz czasem dzieje się tak, że rozstania ktoś przeżyć nie może. I kolejny banał – depresja. Przecież każdy cierpi, trzeba się otrzepać i iść dalej. Ileż można tkwić w takim stanie. Taka osoba często słyszy podobne uwagi. Albo komentarz, że nic po niej nie widać.
Ostatnio usłyszałam opowieść, jak to ktoś przeżywający właśnie takie emocje spotykając znajomego na ulicy mobilizuje rezerwy swych sił, uśmiecha się, żartuje, dopytuje o coś, a potem odczuwa zmęczenie tak wielkie, że po kwadransie takiego wysiłku musi dochodzić do siebie przez kilka godzin, a poczucie samotności i niezrozumienia jest znów o jedną kreskę wyższe.

Zdarza się tak, że rozstanie to dla kogoś koniec świata. Nie chodzi nawet o utratę tej najważniejszej osoby, nie o poczucie własności, egoistyczną chęć posiadania.
Bliskość między dwojgiem ludzi czasami bywa tak wielka, że gdy jednej osoby braknie, druga czuje wręcz coś, co ja nazywam bólami fantomowymi.
Osoby po wypadkach, w których utraciły część ciała posiadają nadal tzw. “pamięć ciała”. Utracona kończyna wciąż funkcjonuje w mózgu jako istniejąca i bardzo często odczuwa się olbrzymi jej ból.
Po rozstaniu bóle fantomowe to stan, jakby ktoś wyrwał połówkę każdej cząstki ciała, nie tylko jedną jego część. Nie tak, jak chcą poeci – serce. To ból wszystkiego, każdego miejsca, najmniejszego mięśnia i paznokcia, nawet włosów, ból uczuć, duszy, stan emocjonalny tak głęboki, że daje odczucie fizycznego rozpadania się. Cierpienie związane z pustką w ciele, boleśnie osamotnionej każdej najmniejszej komórki, aż do jądra atomu i dalej.
Depresja, jaka wtedy się pojawia, to nie jest otchłań smutku. To uczucie oczywiście jest, porażające w swej wielkości i zalewające. Ale depresja to przede wszystkim nieustający, niezwykle ciężki do opisania wszechwładny ból. Cierpienie, którego nie da się drugiemu człowiekowi opisać, co chwilę implozja wszystkiego. Powierzchownie obserwujemy nieobecność, brak kontaktu z otoczeniem, smutek. Wewnątrz to ciągła walka na granicy nieustannego poddawania się. Uczucie nieskończonego spadania w głąb nieprawdopodobnie ciemnej i zimnej czarnej dziury, zupełny brak oparcia pod nogami, fizycznego i psychicznego. Takie uczucie zapadania się potrafi trwać nieustająco miesiącami, podobnie jak ten ból fantomowy każdej komórki ciała. To czas, w którym człowiek śni każdej nocy emocjonalne koszmary, budzi się zlany mokrym potem, czasem z krzykiem bądź ze łzami, i uczuciem duszności, jakby właśnie ktoś go uderzył w splot słoneczny.
Depresja to nie jest nicość polegająca na niedzianiu się, na stagnacji, na braku. To jest nicość aktywna, porywająca, dążąca do coraz większej autodestrukcji. To ciągła walka ze sobą, by się nie poddać, nie zaprzestać walki, a jednocześnie nieustające, kuszące pragnienie, by sobie odpuścić, nawet za cenę życia, by wreszcie od tego odpocząć.
Wiele osób w takiej sytuacji myśli o samobójstwie, ale też o tym, by ktoś uznał, że są chorzy psychicznie, naszpikował ich lekami i pozwolił przespać ten najgorszy czas. Marzą po prostu o niebycie. Albo o tym, by choć przez chwilę móc normalnie oddychać, by nie bolało.
Nie są w stanie uwierzyć, że to się kiedykolwiek skończy. Oczywiście, na rozum mają świadomość, że ludzie z tego wychodzą, ale na emocje to się wydaje niemożliwe.
Nie pojmują, jak to jest, że świat bezdusznie toczy się dalej, słońce egoistycznie wschodzi i zachodzi, księżyc w nieobecnie zimny sposób ginie i pojawia się na nocnym niebie, ptaki mają czelność śpiewać, powietrze czasem pachnieć kwiatami, a ludzie się śmiać? Jak to możliwie, że czyjś osobisty świat stoczył się w przepaść i rozgruchotał o wielkie skały na nieskładalne już w całość cząstki, a inni po prostu żyją?
Wówczas cierpiący człowiek potrzebuje jakiejkolwiek kotwicy w rzeczywistości, choć jednej rzeczy, która jest jeszcze dla niego ważna, a która może być motorem do niepoddania się. Jeśli się wtedy już nie chce istnieć dla siebie, warto na jakiś czas żyć dla kogoś innego. A na pewno przy pomocy innej osoby.

Co można powiedzieć osobie w tak wielkim cierpieniu? Nie istnieją uniwersalne słowa. Trzeba z nią głęboko być i szukać ich intuicyjnie.
Tu mogę zacytować to, co gdzieś przeczytałam.
“Nie bój się cieni, one pokazują, że gdzieś znajduje się światło”.

One thought on “BÓLE FANTOMOWE

  1. .. Miłość jest jak bezkres i piękno oceanu.. Można jednakże w nim utonąć.. Nadzieja staje się zaś jedynym kołem ratunkowym..
    Właściwie każde moje słowo dalej stanowić może tylko jakąś próbę amatorskiego odniesienia się do tak szczególnego i ujmującego opisu bólu, związanego z rozstaniem..
    Nikt nie poczuje samotności, jeżeli nigdy nie kochał…
    Przychodzi moment, gdy wszystko rozsypuje się w pył… Pragnienia, plany, emocje, uczucia, bliskość..
    Oddanie i zaufanie…
    Wszystko nagle staje się nicością… I wtedy boli każdy element… Ciała, duszy… Każde miejsce, ławka, drzewo, muzyka, taniec, zapach i obraz..
    To wszystko zaczyna tak bardzo boleć…
    A ból bywa tym większy, jeśli nie można tego uzewnętrznić..
    Kiedy trzeba istnieć, funkcjonować „normalnie” w jakimś środowisku, społeczności.. Z takich czy innych względów…
    A później trzeba wrócić.. I zostaje tylko widok w lustrze…
    I pytanie… Czym zasłużyłem..? Dlaczego ja, a nie ten obok..?
    Chcę się wtedy krzyczeć, że warto kochać, wierzyć w bliskość, zaufanie… A jednak wokół bezkresna cisza… I chyba nikt nie słucha..
    Jeśli wówczas jest to światełko w tunelu; jeszcze sens istnienia – to bezgranicznie należy ku niemu zmierzać.. Ponieważ może uratować resztki duszy…
    Na koniec posłużę się, pewnie powszechnie znanym, cytatem..
    „Ludzką rzeczą jest upaść, ale szatańską – trwać w upadku.”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s