ŚWIĘTY MIKOŁAJ

W życiu większości ludzi przychodzi taki czas, kiedy następuje jakiś przełom. To, w co wierzyli, nagle staje się iluzją, fatamorganą. Tak, jakby ktoś szybkim ruchem zdarł im z oczu jedną wersję rzeczywistości, w której żyli, i w którą wierzyli, będącą ich światem.
Mamy wiele takich “naskórków świadomości”. Spoglądamy na świat poprzez nieskończoną ilość filtrów związanych z dziecięca naiwnością, złudzeniami, mechanizmami obronnymi, mitami i baśniami, jakie nam opowiadano, wychowaniem, zwyczajami, reklamą, i zapewne wieloma innymi rzeczami.

Czasem ktoś zostaje okradziony. Tak po prostu złodziej – znany, albo nieznany człowiek wyciąga komuś z kieszeni jakąś kwotę, wynosi biżuterię z domu, pozbawia ukochanego samochodu, albo chociaż kalendarza, w którym jest całe życie. Bywa, iż bez sensu dewastuje to, co zostało.
Zostawia poczucie, iż świat nie jest sprawiedliwy, że nawet nikogo konkretnego nie podejrzewając, należy się chronić, pilnować, zamykać dobytek, nie ufać. Trzeba to robić zanim cokolwiek się stanie, bo jak już się stało, to poczucie bezradności, a także strach wobec świata i ludzi są ogromne.

Czasem jest to wypadek. Człowiek przechodzi na zielonym świetle i na pasach, ma prawo czuć się bezpieczny, ufać, że inni również spoglądają na swoje znaki drogowe i się do nich stosują – choćby po to, by chronić własną osobę. Albo nie siadają za kierownicą pod wpływem alkoholu.
Nagle znajdując się w szpitalu, lub nawet w domu z siniakami, człowiek dostrzega fakt, iż są ludzie, którzy bez powodu nie szanują innych, narażają ich na śmierć bądź kalectwo. Co takie zdarzenie po sobie zostawia? Lęk, brak zaufania. Od tego momentu już wiadomo, iż żadne zielone światło, ani pasy, nie zapewniają nam poczucia bezpieczeństwa, że na pewnym poziomie nic go nie gwarantuje. Dowiadujemy się, iż jesteśmy bezbronni i śmiertelni, niezależnie od tego, jak bardzo się chronimy.

Czasami jeden naskórek z oczu zdzierają nam żywioły. Bywa, że przychodzi powódź, czy wichura, i zabiera dobytek życia w kilka chwil. Gniazdo, jakie człowiek sobie wił przez lata, zmiatane jest przez bezimienną siłę bez żadnych sentymentów wobec pojedynczego ludzkiego bytu.
Co po takim jednym zdarzeniu zostaje? Poczucie bycia pyłkiem, bezsilność i odczucie braku ważności naszej osoby w świecie. Natura nie przejmuje się pojedynczym istnieniem.

Czasem jest to kłamstwo przyjaciela. Ktoś, do kogo mieliśmy ogromne zaufanie, w jednej sekundzie odbiera nam możliwość zawierzenia mu swoich problemów, sprawia, iż czujemy się osamotnieni. Świat po stracie przyjaciela nie jest już taki sam.
Co zostaje? Poczucie bycia oszukanym, samotność, rozkruszona wiara w ludzi.

Ktoś, kto mówił, że kocha nad życie, nagle odchodzi zabierając ze sobą świat, a zostawiając przeraźliwą pustkę i ból. Pojawiają się jedynie wątpliwości, czy miłość w ogóle istnieje, bo przecież jeśli była prawdziwa, powinna trwać wiecznie. Jeśli nie trwała wiecznie, to co to było? Czy w ogóle miłość? Jak duża? Może kulawa i chora? Może to było jedno wielkie oszustwo?
A jeśli miłość, to czym jest to uczucie? Czy prawdziwa miłość może mieć termin ważności?

Bóg. Zdarzają się takie okoliczności życiowe, że najmocniej wierząca osoba stwierdza, że On nie istnieje. Śmierć dziecka, wielka niesprawiedliwość życiowa, zdrada, choroba. Po utracie lub zachwianiu wiary pozostaje również wielki gniew, zawód, żal, pustka.

Dzieci wierzą w Świętego Mikołaja.
Znam młodego mężczyznę, który jako dziecko bił się z kolegami o wiarę w tę postać.
Był w podstawówce ostatnim chłopcem w klasie, który nosił w sobie potrzebę jego istnienia, mimo czasem rozpoznawalnych dla niego znaków, że może jednak Mikołaja wyręczają rodzice i inni dorośli. Myślał o nim cały rok, również w trakcie wakacji, czując na sobie jego uważne, ale życzliwe i nagradzające oko. Śpiewał nawet w sierpniu kolędy. Jego potrzeba wiary była tak silna, że nie mógł jako 8 czy 9-latek przyjąć do wiadomości informacji, że to jedynie tradycja. Potrzebował wierzyć w magię, w dobroć jakiegoś życzliwego, jowialnego, bezinteresownego, ciepłego w obyciu świętego. Wierzył tak naprawdę w dobroć i życzliwość świata, w jego sprawiedliwość w rozdawaniu dóbr, w pamięć o każdym człowieku. W to, że nawet najmniejsze istnienie jest dostrzegalne i ważne, warte bezinteresownego obdarowania.

Przecież wiemy, ze inni miewają wypadki, że kogoś okradziono, że przyjaciele zawodzą, a ukochani nas czasem opuszczają, bądź umierają. Wiemy, ile jest na świecie oszustwa, manipulacji, przemocy i chorób.
Ale nie wierzymy, nie chcemy wierzyć, że nas to też może spotkać. Kiedy doświadczymy jakiegoś nieszczęścia, mimo wiedzy, że to dość powszechne, buntujemy się, protestujemy, zaprzeczamy. Ta wiedza nie jest w nas ugruntowana głębokim przeżyciem. Mimo wszystko nosimy w sobie filtry na tę świadomość, myślimy, że nas to nie dotyczy, że może nas to nie spotka. Wciąż się bijemy o Świętego Mikołaja.

Przychodzi moment, że musimy pewne fakty uznać jako zaistniałe, a wtedy budzi się ogromny żal, czasem złość, może poczucie krzywdy. Musi minąć jakiś czas, w którym nauczymy się, że w nowym dla nas świecie jakoś też można żyć.
Niektórzy ludzie nigdy nie pozbywają się smutku, nie odbudowują poczucia bezpieczeństwa i zaufania.

Jeśli raz się przestało wierzyć w Świętego Mikołaja, to potem nawet, jeśli znajdujemy pod choinką prezenty, nic w nas tej wiary wrócić nie może.
Utrata dziecięcej naiwności to jedna z najsmutniejszych rzeczy, jaka nam się może wydarzyć. Ten właśnie akt czyni nas w pewnym sensie dorosłymi.
Ale czy o taki rodzaj dorosłości nam chodzi?
Każdy człowiek poza małymi dziećmi wie, skąd biorą się prezenty pod choinką, ale nasza potrzeba odczuwania bezpieczeństwa i zaufania do świata, zapomnienia na chwilę o wszystkich dramatach, jakie są naszym udziałem, sprawia, iż co roku prawie wszyscy się za tych Mikołajów przebieramy kupując podarunki, ale też bardzo chcemy je znaleźć.
Chronimy w ten sposób naszą dziecięca naiwność i wiarę w bezinteresowne dobro świata, niezależnie od tego, czy odważymy się do tego przyznać.
Jeśli na jedną sekundę w roku możemy to robić, może jednak – mimo, iż świat nie jest sprawiedliwy i logiczny – możemy uwierzyć, że czasem, mimo wszystko, daje nam jakiś prezent, że Święty Mikołaj bierze nas, dorosłych, na sekundę na kolana. Nawet, jeśli sami go wymyśliliśmy.

One thought on “ŚWIĘTY MIKOŁAJ

  1. Człowiek rodzi się, dorasta, kocha.. Staje się elementem Wszechświata i jednocześnie jedną z jego jasno święcących gwiazd. Istniejąc, wierzy w dobro, ponieważ z natury nie ma potrzeby, by było inaczej. Chce czuć się bezpieczny, potrzebny, akceptowany.. Obdarzając drugą osobę uczuciem, zakładając rodzinę, nawiązując przyjaźni stara się takie poczucie dać również partnerowi czy przyjacielowi.. Ponieważ jest przekonany, że jeśli w przestrzeń skieruje pozytywną energię, taka sama wróci do niego… Tak przecież powinno być… Tak mówi logika, wiara, prawa fizyki… Tak mówi baśń o Świętym Mikołaja.. Dostanę prezent jeśli będę grzeczny, dobry, uczciwy..
    I nagle świat wali się.. Zdradza ukochana osoba.. Zdradza przyjaciel… Wszechświat zdaje się spadać na głowę… Umiera wiara w miłość.. Ginie zaufanie.. Renifery nie przybędą; nie będzie dzwonków Świętego Mikołaja… A każdy głos, trawka, dotyk, błysk słońca zdaje się krzyczeć ‚to była iluzja; złudzenie; wiara w niemożliwe…”. Wszystko traci sens, a jedynym co pozostaje, to żal i przekonanie, że naszym dniem kierowała jedynie głupia naiwność…
    Blask gwiazdy przygasł… I co dalej… Czy pozostać już w cieniu? Stłumić ból i żal i nigdy już nie czekać na Świętego…?
    Nikt nie ma gotowej odpowiedzi… Każdy sam musi zdecydować…
    Uwierzyć znów i kolejny raz poczuć gorycz..? Dlaczego..?
    Można jedynie zapytać słowami piosenki:
    ” Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy,
    jak pozbierać myśli, z tych nieposkładanych….”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s