HISTORIE PRAWDZIWE: MAREK cz.III.

Po tym, jak ujawniłem, że wiem o Robercie, napisałem do żony maila. Dlaczego? Nie chciała ze mną rozmawiać, zawsze wolała milczeć w kryzysowych sytuacjach. Napisałem więc list pełen ciepła i miłości, jak mi się wydawało. Prosiłem, abyśmy o wszystkim zapomnieli i postarali się posklejać to, co się rozbiło. Odpowiedź, jaką dostałem, mogłem już wtedy odczytać jak wyrok skazujący, ale ja ciągle miałem nadzieję. Czas i kolejne wydarzenia powoli, ale z konsekwencją mi ją odbierały. Była jakaś granica wytrzymałości i odporności. Wiedziałem że jeśli nie zawalczę, to mnie to zniszczy.


Nadeszła kiedyś sposobna chwila. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem, że siedzi i pisze z Robertem, nie nie ukrywała się nawet. Ogarnęła mnie wściekłość, podszedłem, prawie siłą oderwałem ją od klawiatury. Sam usiadłem i napisałem do niego. Dziwna to była rozmowa, on nie miał mi nic do powiedzenia. Twierdził, że to są jej wybory i na to nie ma wpływu.
Ona wpadła w histeryczny, nerwowy śmiech. W końcu wyrwałem kabel z komputera, miałem dość. Kolejny raz podjąłem próbę rozmowy, choć ciężko to tak nazwać. To był monolog z mojej strony, a z jej żadnej reakcji. Nawet nie wiem, jak i kiedy objąłem ją, przytuliłem, całowałem. Nie broniła się, ale była bezwolna jak kłoda. Nie wiem, czy wtedy zwyciężyła w niej tylko sama fizyczność, czemu to się stało, ale wylądowaliśmy w łóżku. Już mogło się wydawać, że mimo wszystko pierwszy krok do odbudowy został zrobiony. Niestety, nic bardziej mylnego. Poranek był bardzo chłodny, i nie dotyczyło to pogody.
Marek dostał wiadomość, coś jak wyznanie grzechu, że stało się coś strasznego, kochała się z mężem! Jeśli sądziłem, że to jest jakieś światełko w tunelu beznadziei, tak szybko okazało się, że to pędzący w moją stronę pociąg. Marek spytał, czy aż tak beznadziejny jest jej mąż jako kochanek. Nie, odpowiedziała, zawsze bardzo dbał o moje przeżycia.
Nie wiem, jak to się stało, że emocje nie przyćmiły resztek racjonalnego myślenia. Jakaś instynktowna część mnie nadal kazała mi być chłodnym racjonalistą i obserwatorem. Postanowiłem, korzystając z ochłodzenia relacji z Robertem, do końca zniszczyć ich związek. W końcu on też ma rodzinę, tak, jak my, uchroniłbym dwa małżeństwa przed rozpadem.
Zebrałem więcej informacji o nim. Znalazłem na szkolnym serwerze jego syna zdjęcie rodziny z wakacji, skopiowałem je i pokazałem swojej żonie. To, co potem nastąpiło w ich rozmowach, karmiło mój budujący się cynizm i chłodną chęć zemsty. Panicznie wymieniali zdania – czy ja tobie nie przesyłałem tych zdjęć? Nie! To jak on je zdobył!
Oczywiście pokazałem te zdjęcia mojej żonie tylko raz, potem szybko je usunąłem z jej komputera. Z dziką satysfakcją obserwowałem, jak próbowała je odnaleźć. Efekt był taki, że Robert sądził, iż zrobiłem wjazd na jego komputer, zmienił maila i numer telefonu komórkowego. W końcu i ja zacząłem siać ziarna niepokoju w jego świecie, co mnie cieszyło. Może to sprawiło, że postanowił się wycofać ze znajomości. Za to Marek zyskał pełen obraz opuszczonej kobiety. Odrzuciła swojego męża, a teraz ona jest porzucana!
Siedziałem w garażu przy komputerze i widziałem, że ona rozmawia i ze mną, i z nim. Widziałem, co on do niej pisze, co ona do niego. Pytała mnie – Marku, co ja mam mu powiedzieć? On mi napisał, że jednak jego rodzina jest dla niego ważna! A Marek musiał być doradcą i pocieszycielem. To chyba były jedne z najtrudniejszych chwil. Tym bardziej, iż gdzieś zatliło się światełko nadziei, że to już koniec tego koszmaru. Nie sposób teraz opisać wszystkich emocji, to była straszliwa burza.
Ona, czując się odrzucona, napisała do Roberta maila, w którym wyrzuciła cały swój żal do niego, ale też i to, że chce już o nim zapomnieć. Marek dostał już mocno ocenzurowaną informację o jej przeżyciach. Najgorsze jest jednak to, że w tych rozgrywkach na mnie prawdziwego nadal nie było miejsca, żona ani razu nie poruszyła tego tematu. Jakbym nie istniał.

Robert postanowił zostać przy rodzinie, Marek zdecydował się być wirtualnym powiernikiem, realny mąż dla niej nic nie znaczył. Moja żona była rozbita, zagubiona i chyba bardzo smutna. Pozbawiona tamtych złudzeń nie potrafiła jednak uwolnić się od wirtualnego świata. Zaczęła miotać się na czatach pisząc z przygodnymi panami, a Markowi zdawała relację ze swoich emocji i nastrojów. To on był świadkiem jej kryzysu i załamania. W tym czasie intensywnie namawiał ją do rozważenia możliwości pogodzenia się z mężem. Odpowiedź zawsze była tak samo negatywna.

Nie pamiętam już, jaki to był dzień, w zasadzie wieczór. Znów siedziała przy komputerze i klikała. Rozmawiała chyba z jakimś swoim znajomym z kręgu zawodowego. Wynikało to z pewnej zażyłości i charakteru rozmowy. Pan miał na imię Tomek. Prawili sobie szczebiotliwe komplementy, jakieś czułe słówka. Musieli już się chyba kiedyś poznać. Umówili się na wspólny wypad za miasto do hoteliku. I to była ta kropla, która przelała granicę mojej wytrzymałości. Już wiedziałem że dalsza walka z mojej strony nie ma najmniejszego sensu.
Co ciekawe, Markowi już o tym kolejnym panu nic nie wspomniała.
Marek również podjął decyzję. Napisałem jej, że w moim (markowym) życiu wiele spraw się mocno skomplikowało, że muszę załatwić pewne dręczące mnie tematy, od których zależeć będzie los mój i mojej rodziny. Że czeka mnie długa podróż w nieznane. Pod takim płaszczykiem ukryłem zapowiedź zakończenia tej mojej gry.
Wiem że przeczytała moją wiadomość. Nic nie odpisała, podejrzewam, że chyba nie wiedziała, o co mi chodzi.
Nazajutrz miała się spotkać z Tomkiem. Miał przyjechać po nią po pracy. Poszedłem tam, oczywiście tak, by mnie nie widzieli. Z takim łomotem serca tam stałem, że się dziwię, iż mnie nie rozerwało. Miałem wrażenie, że wszyscy ludzie dookoła się na mnie gapia, że mam na czole wypisane, po co tam stoję i co obserwuję. W końcu pan podjechał, ona wybiegła. Ucałowali się, uśmiechnięci i zadowoleni. Ja stałem skamieniały jak słup soli. Wsiedli do jego auta i odjechali. Wróciłem do firmy, usiadłem w biurze i czekałem. Kolegę, który jeszcze się kręcił, pognałem do domu. Chciałem zostać sam. Miałem gdzieś butelkę ginu. Wypiłem jedną szklankę, potem drugą. Alkohol zupełnie ma mnie nie działał. Ale na szczęście byłem bez samochodu.
Minęła może godzina, może dwie. Wiedziałem, gdzie jadą i kiedy będą na miejscu, dałem im czas. Miałem zapisany telefon do tego Tomka. W końcu wybrałem numer. Byłem już spokojny, bez nerwów i emocji, już wszystko było postanowione.
On dość szybko odebrał połączenie. Nie przedstawiałem się, powiedziałem mu wprost, że ta pani obok niego to jest moja żona. Szok i konsternacja! Pan próbował się tłumaczyć, że to jest spotkanie biznesowe. Szybko wyjaśniłem mu, żeby się nie starał opowiadać bajek, bo znam wszystkie szczegóły. Poprosiłem go, aby dał mi do telefonu żonę. Ona jeszcze nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. Powiedziałem, żeby wróciła do domu, że tym razem jednak będziemy musieli porozmawiać, i to bardzo poważnie. Mówiłem to bez złości, bez krzyku. Chyba mój spokój ją jeszcze bardziej irytował, bo coś złośliwie fuknęła. Powiedziałem, aby oddała znów do telefonu Tomka. Poprosiłem go, aby odwiózł moją żonę do domu. Powiedziałem mu, że wiem o nim wszystko, że ma żonę, dziecko, gdzie mieszka. On zmiękł, opowiadał mi, że ze swoją żoną już od dawna mu się nie układa. Kuriozalna sytuacja, ja rozmawiam z potencjalnym kochankiem mojej żony, że mu się nie wiedzie w małżeństwie, kiedy ona siedzi obok. Obiecał, że ją natychmiast odwiezie.
Wracałem przez park do domu. Nie mogłem sobie naleźć miejsca, wrócił niepokój. Przestraszyłem się, czy starczy mi sił, aby odbyć rozmowę z żoną. Jeszcze raz dzwoniłem do Tomka, z nią nie chciałem przez telefon rozmawiać. Poinformował mnie, że już jadą. Opowiedziałem mu o jej przygodzie z Robertem, o jej oczekiwaniach. Wiedziałem, że ona siedzi obok, słucha, i zdawałem sobie sprawę z tego, jak w tej chwili jest upokorzona. Nie było mi jej żal. Nie była to zemsta, niech wie jednak, jak może się czuć człowiek upokorzony i sponiewierany, tak jak ja do tej pory.
Minęła chyba kolejna godzina. Czekałem na podwórku, aż przyjedzie, zrobił się wieczór. Musiała być chyba bardzo roztrzęsiona, że aż tyle czasu zajął jej powrót do domu. Pewnie bała się prowadzić. To i tak cud, że cało dojechała. Wjechała do garażu, wsiadłem do auta. Chciała uciec, ale nie pozwoliłem jej wysiąść. Nie można tego, co się odbyło, nazwać rozmową. Był to mój kolejny monolog. Wywaliłem z siebie wszystko, co mnie bolało, przez co przeszedłem. Mówiłem jak ważna była zawsze dla mnie, jak ją kochałem. A ona przez chyba godzinę ani razu się nie odezwała! Nie miała mi nic do powiedzenia! W końcu i ja zamilkłem, nie mogłem już znaleźć słów, jakimi mógłbym do niej trafić. Być może, gdyby się wtedy odezwała, to tajemnicę Marka zabrałbym do grobu. Tak się jednak nie stało. Gdy już zabrakło mi słów, kiedy i ja zamilkłem, podjąłem decyzję. To się musi skończyć. Miałem świadomość, że to będzie bilet w jedną stronę. Tego, co powiem, już nie da się odwołać.
Siedzieliśmy tak w milczeniu. W końcu powiedziałem jej, że powinna zmienić kategorie, jakimi ocenia innych ludzi, powinna też zmienić sposób oceniania mojej osoby. Nadal się nie odzywała. Można było mieć wrażenie, że w ogóle niczego nie słyszy. Czułem się potwornie bezradny, już nie wiedziałem, co zrobić.
Wyjąłem z portfela potwierdzenie nadania paczki, tej bielizny, jaką w prezencie dostała od Marka. Powiedziałem wprost – czas, abyś poznała wreszcie Marka.
Podałem jej ten papierek z poczty.
To co potem nastąpiło, oszołomiło mnie. Oddech jej zamarł, z niedowierzaniem zaczęła kręcić głową. Po chwili zaczęła z początku cicho , potem coraz głośniej, aż do krzyku wołać – to niemożliwe… to niemożliwe …..
I tak wciąż, długi czas. Wołanie przerywane było jakimś dziwnym, histerycznym śmiechem. Co chwilę łapała powietrze rwącym się oddechem. Na przemian ze śmiechem pojawił się płacz. Raz była blada, to znów krew napływała jej do twarzy. Nigdy jeszcze nie widziałem u niej tak skrajnych emocji.
Dziwne, ale mi ulżyło. Zrzuciłem w końcu ten ciężar z siebie. Już nie musiałem się męczyć i udawać kogoś innego. Wiedziałem, że to już koniec, że już nigdy nie będziemy razem. Przecież ona dokładnie tego chciała, to tylko ja żyłem jakąś durną nadzieją, że to się da naprawić. Kiedy jednak po zauroczeniu Robertem zaczęła umawiać się na randki w hotelu z kolejnym mężczyzną, nadzieja umarła, a ja wreszcie pozbyłem się balastu. Czy mi było żal? Czas żalu już minął, zaczął działać instynkt samozachowawczy. Musiałem się z tego otrząsnąć, aby nie oszaleć. I stało się. Teraz już mogłem skupić całą uwagę na przygotowaniu się do konsekwencji prawnych związanych z rozstaniem. Ale to już inna historia.

koniec

4 thoughts on “HISTORIE PRAWDZIWE: MAREK cz.III.

  1. nie mieści mi się w głowie to, że mężczyzna w takiej sytuacji jest w stanie biernie się przyglądać, patrzeć, nie reagować praktycznie w żaden sposób… choćby rąbnąć pięcią w stół, zrobić karczemną awanturę…naprawdę nie jestem w stanie tego pojąć…

  2. Jakby tochę zostałem wywołany do tablicy..
    Michale, dziwnym zbiegiem okoliczności trochę wyżej pojawił się tekst Pani Ewy o przemocy, o samotności kata. Owszem, mogłem dać upust swojej chwilowej agresji, zamanifestować chwilą przemocy swoja urażoną męską dumę. Szczęściem tak się nie stało. Nie ten jest zwycięzcą kto pierwszy dobywa miecza, i nie ten kto pierwszy zadaje cios.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s