WŚCIEKŁOŚĆ ISTNIENIA

Od dawna przechodzi terapię kobieta, która żyła w pewnych obszarach ekstremalnie.
Od okresu nastoletniego był to alkohol, lekkie narkotyki, choć nigdy nie była uzależniona. Podejmowała próby samobójcze, bądź silnie o nich fantazjowała pragnąc śmierci najbardziej ze wszystkiego. Był też etap anoreksji, kompulsywnych romansów z mężczyznami, z których żaden nie mógł być jej partnerem. Przeżyła nieprawdopodobnie intensywny związek z żonatym mężczyzną, który oparty był na wzajemnym uzależnieniu od siebie jak od narkotyków, gdzie było tak samo dużo bliskości emocjonalnej i szczerości przekraczającej standardowe granice, jak i psychicznej, a nawet fizycznej agresji. Paliła od lat spore ilości nikotyny.


Oprócz tego ma satysfakcjonująca pracę, aczkolwiek wiele lat nie umiała zakończyć formalnie swego wykształcenia, choć nie było ku temu żadnych zewnętrznych powodów. Umie się przyjaźnić, to jest w jej życiu konstruktywne.
Praca i przyjaźń nie były zagrażające, więc te sfery miały się relatywnie najlepiej.
Ale relacje z mężczyznami, rodzicami i z samą sobą to były obszary nacechowane olbrzymim ładunkiem złości, agresji, w efekcie autoagresji.
Wielokrotnie przy silniejszych wahaniach emocjonalnych cięła się, niszczyła przedmioty, była bardzo pobudzona emocjonalnie i fizycznie głównie wobec partnerów i siebie. Agresja nie polegała wyłącznie na rzucaniu wyzwisk bądź krzykach. Potrafiła na skutek tak doskonałej znajomości mężczyzn trafiać w najgłębsze punkty psychiki, docierać niszczącymi komentarzami w najsłabsze ich rejony. Obrywała w ten sam sposób, w najintymniejsze miejsca w emocjach. To bardzo wyniszczające.
Od lat w silniejszych rozchwianiach emocjonalnych musiała zażywać leki, bo czuła, iż już nie jest w stanie kontrolować swych popędów.
Zmiany pojawiały się jedna za drugą, coraz szybciej, czasem wręcz lawinowo.
Najpierw zauważyła, iż wszystko, co robi, wynika z nienawiści do siebie, stąd cała autoagresja. Potrzeba miłości i bliskości była w niej zawsze bardzo silna, ale umiała ją realizować wyłącznie z towarzyszeniem agresji, związek nierozerwalny w jej psychice. Okazało się, że nosi w sobie wielką wściekłość na rodziców, iż powołali ją na świat. Robiła wszystko, by zniszczyć to, co dostała – życie.

Po bardzo długiej terapii, której nie sposób opisać, ucichły wszelkie zachowania destrukcyjne i wobec siebie, i ludzi. Relacje z rodzicami stały się bardzo ciepłe. Zakończyła formalne sprawy ze swym wykształceniem z niewiarygodną wprost radością i energią. Bardzo przeformułowała swe przyjaźnie, ma wiele planów zawodowych, których dokonuje z wielkim rozmachem. Nawet rzuciła palenie. Wniosek – czas zakańczać terapię.
Aż niedawno przyszedł moment jej urodzin, który zbiegł się z uzyskaniem dyplomu, co miało być między innymi prezentem dla rodziców. Padły na terapii proste słowa na temat podziękowań, również o tym, iż urodziny dziecka są świętem dla matki.
I stało się.

Okazało się, że uderzyłyśmy w najgłębszy rdzeń jej wszelkich emocjonalnych problemów. W głęboko skrywane wiele lat przekonania, iż nie chce żyć, że rodzice zrobili jej wielkie świństwo powołując ją na ten świat. Całe świadome życie na skutek tej złości wszystko, co robiła, było igraniem z ogniem. Wciąż robiła na złość rodzicom za sam fakt, że żyje, że dostała niechciany, znienawidzony i pogardzany prezent. Nie chciała być za nic wdzięczna ani dziękować, oburzało ją to głęboko.

Jednakże w czasie terapii ułożyła sobie relacje z nimi wręcz doskonale. Pojęła ich język okazywania jej miłości, sama nauczyła się im ją pokazywać.

Co ona miała zrobić z tą rozbieżnością pomiędzy wściekłością o podrzucenie jej kukułczego jaja, jakim dla niej było życie, a miłością do nich i wdzięcznością za wiele rzeczy? Okazało się to być zasadniczą sprzecznością w jej pojmowaniu siebie. Wywołało to wielką burzę w przekonaniach, w uczuciach, w widzeniu swojej osoby, swego miejsca w świecie, istnienia.

I się dopełniło. Ostatni bastion jej emocjonalnego zaburzenia upadł. Doświadczyła głębokiego uczucia, że ten prezent, jaki dostała, jest dla niej wartością i chce w nim uczestniczyć, że urodzenie jej nie było aktem egoizmu i złości rodziców do niej.
Nie musi się mścić niszczeniem sobie życia.
Jest zdrowa.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s