KSIĄŻĘ I RÓŻA

Tym razem wpis stanowić będą wybrane fragmenty “Małego Księcia”.
Niektóre cytaty są nam znane na pamięć, weszły do języka potocznego, czasem nawet nie pamiętamy, skąd pochodzą. Niektóre brzmią na skutek powtarzania tak banalnie, że rzec można – wstyd to drukować na blogu psychologicznym.
Dla pewnej grupy ludzi będą to bzdurki do opowiadania dzieciom przed snem.
Wierzę jednak, iż część osób nadal dostrzega w baśniach, mitach i przypowieściach zawarte w nich prawdy ponadczasowe. Napisane są one tak prostym, że aż zawstydzającym nas językiem. Często sięgamy do poważnych słów, nobliwie brzmiących sformułowań, a zazwyczaj służą one wyłącznie zawoalowaniu prostej myśli, której wstydzimy się tak wyrazić obawiając się trywializmu i śmieszności. Łatwiej nam powiedzieć komuś, że nas wkurzył, niż że nas wzruszył.
Najprostsze prawdy zawsze brzmią banalnie. Zaryzykuję dziś śmieszność. Zapraszam Was do tego, by na chwilę pobyć w tej pozornej trywialności. Mały Książę to przypowieść o rzeczach najważniejszych.

(…)
Piątego dnia, znowu dzięki barankowi, odkryłem nową tajemnicę Małego Księcia.
Gwałtownie, bez żadnego wstępu, zapytał mnie, jak gdyby po długim zastanawianiu się w samotności:
– Jeżeli baranek zjada krzaki, to je także kwiaty?
– Baranek je wszystko, co napotka.
– Nawet kwiaty, które mają kolce?
– Tak, nawet kwiaty, które mają kolce.
– A więc do czego służą kolce?
Nie wiedziałem.
– Do czego służą kolce?
– Kolce nie służą do niczego. To tylko złośliwość kwiatów.
Mały Książę westchnął, a po chwili milczenia powiedział urażony:
– Nie wierzę ci. Kwiaty są słabe, są naiwne. One zabezpieczają się, jak mogą. Im się wydaje, że z kolcami są bardzo groźne.
(…)

Poczerwieniał. Po chwili mówił dalej:
– Jeśli ktoś kocha kwiat, który jest jedyny na milionach i milionach planet, to mu wystarcza do szczęścia patrzenie na gwiazdy i mówi sobie: “Gdzieś tam jest mój kwiat:. Lecz jeśli baranek zje kwiat, to tak jakby wszystkie gwiazdy zgasły. I to nie jest ważne?
Nie mógł mówić dłużej. Wybuchnął płaczem. Noc zapadła.

Wkrótce poznałem lepiej ten kwiat. Na planecie Małego Księcia kwiaty były zawsze bardzo skromne, o pojedynczej koronie płatków, nie zajmujące miejsca i nie przeszkadzające nikomu. Pojawiały się któregoś ranka wśród traw i więdły wieczorem. Krzak róży wykiełkował w ciągu dnia z ziarna przyniesionego nie wiadomo skąd i Mały Książę z uwagą śledził ten pęd, zupełnie niepodobny do innych pędów.

Lecz krzak szybko przestał rosnąć i zaczął się formować kwiat. Mały Książę, który śledził pojawienie olbrzymiego pąka, wyczuwał, iż wykwitnie z niego jakieś cudowne zjawisko, lecz róża schowana w swoim zielonym domku przygotowywała się powoli. Starannie dobierała barw. Ubierała się wolno, dopasowywała płatki jeden do drugiego. Nie chciała rozkwitnąć pognieciona jak maki. Pragnęła zjawić się w pełnym blasku swojej piękności. O, tak! Była wielką zalotnicą. Jej tajemnicze strojenie trwało wiele dni. Aż pewnego poranka – dokładnie o wschodzie słońca – ukazała się.
I oto ona – która tyle trudu włożyła w swój staranny wygląd- powiedziała ziewając:
– Ach, dopiero się obudziłam… Przepraszam bardzo… Jestem jeszcze nie uczesana.
Mały Książę nie mógł powstrzymać słów z zachwytu:
– Jakaż pani jest piękna!
– Prawda – odpowiedziała róża cichutko.
– Urodziłam się równocześnie ze słońcem.
Mały Książę domyślił się, że róża nie jest zbyt skromna, lecz jakżeż była wzruszająca!
– Sądzę, że czas na śniadanie – dorzuciła po chwili – czy byłby pan łaskaw pomyśleć o mnie?
Mały Książę, bardzo zawstydzony, poszedł po konewkę i podał jej świeżą wodę.

-Nie ma pan parawanu? Mam wstręt do przeciągów.

“Wstręt do przeciągów to nie jest dobre dla rośliny – pomyślał Mały Książę. – Ten kwiat jest bardzo skomplikowany.”
– Wieczorem proszę mnie przykryć kloszem. U pana jest bardzo zimno. Złe są tu urządzenia.
Tam, skąd przybyłam…
Urwała. Przybyła w postaci nasienia. Nie mogła znać innych planet. Naiwne kłamstwo, na którym dała się przyłapać, zawstydziło ją. Zakaszlała dwa lub trzy razy, aby pokryć zażenowanie.
– A ten parawan?
– Ja bym przyniósł, ale pani mówiła…
Wtedy róża znów zaczęła kaszleć, aby Mały Książę miał wyrzuty sumienia. W ten sposób mimo dobrej woli płynącej z jego uczucia Mały Książę przestał wierzyć róży. Wziął poważnie słowa bez znaczenia i stał się bardzo nieszczęśliwy.

– Nie powinienem jej słuchać – zwierzył mi się któregoś dnia – nigdy nie trzeba słuchać kwiatów. Trzeba je oglądać i wąchać. Mój kwiat napełniał całą planetę swoją wonią, lecz nie umiałem się nim cieszyć. Historia kolców, która tak mnie rozdrażniła, powinna rozczulić…
Zwierzył się jeszcze:
– Nie potrafiłem jej zrozumieć. Powinienem sądzić ją według czynów, a nie słów. Czarowała mnie pięknem i zapachem. Nie powinienem nigdy od niej uciec. Powinienem odnaleźć w niej czułość pod pokrywką małych przebiegłostek. Kwiaty mają w sobie tyle sprzeczności. Lecz byłem za młody, aby umieć ją kochać.

Postanowił ją opuścić.

(…)

Kiedy po raz ostatni podlał różę i już miał ją przykryć kloszem, poczuł, że chce mu się płakać.
– Do widzenia – powiedział róży.
Lecz ona nie odpowiadała.
– Do widzenia – powtórzył.
Róża zakaszlała. Lecz nie z powodu kataru.
– Byłam niemądra – powiedziała mu. – Przepraszam cię. Spróbuj być szczęśliwy.
Zdziwił się brakiem wymówek. Stał, całkowicie zbity z tropu, trzymając klosz w powietrzu. Nie rozumiał tej spokojnej słodyczy.
– Ależ tak, ja cię kocham – mówiła róża. – Nie wiedziałeś o tym z mojej winy. To nie ma żadnego znaczenia. Ale ty byłeś równie niemądry jak ja. Spróbuj być szczęśliwy. Pozostaw spokojnie tę planetę.
– Ależ… przeciągi…
– Nie jestem już tak bardzo zakatarzona. Chłodne powietrze nocy dobrze mi zrobi. Jestem kwiatem..
– Ale dzikie bestie…
– Muszę poznać dwie lub trzy gąsienice, jeśli chcę zawrzeć znajomość z motylem. To podobno takie rozkoszne. Bo któż by mnie potem odwiedzał, gdy będziesz daleko… A jeśli chodzi o dzikie bestie, nie boję się nikogo. Mam kolce. – I naiwnie pokazała cztery kolce.
Po chwili dorzuciła: – Nie zwlekaj, to tak drażni. Zdecydowałeś się odjechać. Idź już!
Nie chciała, aby widział, że płacze. Była przecież tak dumna.

(…)

– Co znaczy “efemeryczny”? – powtórzył Mały Książę, który nigdy w życiu nie porzucił raz postawionego pytania.
– Znaczy to “zagrożony bliskim unicestwieniem”.
– Mojej róży grozi bliskie unicestwienie?
– Oczywiście.
“Moja róża jest efemeryczna – powiedział do siebie Mały Książę – i ma tylko cztery kolce dla obrony przed niebezpieczeństwem. A ja zostawiłem ją zupełnie samą…”
To był jego pierwszy odruch żalu.

(…)
– Zadaję sobie pytanie – powiedział – czy gwiazdy świecą po to, aby każdy mógł znaleźć swoją?… Popatrz na moją planetę. Jest dokładnie na nami. Ale jak bardzo daleko!
– Jest piękna – odrzekła żmija. – Po co tu przybyłeś?
– Mam pewne trudności z różą – powiedział Mały Książę.
– Ach tak… – rzekła żmija.
I oboje umilkli.
– Gdzie są ludzie? – zaczął znowu Mały Książę. – Czuję się trochę osamotniony w pustyni…
– Wśród ludzi jest się także samotnym – rzekła żmija.

(…)

Przechodząc przez pustynię, Mały Książę spotkał tylko jeden kwiat … Kwiat o trzech płatkach, nędzny kwiat …
– Dzień dobry – powiedział Mały Książę.
– Dzień dobry – odrzekł kwiat.
– Gdzie są ludzie? – grzecznie zapytał Mały Książę.
– Ludzie? Jak sądzę istnieje sześciu czy siedmiu ludzi. Widziałem ich przed laty. Lecz nigdy nie wiadomo, gdzie można ich odnaleźć. Wiatr nimi miota. Nie mają korzeni – to im bardzo przeszkadza.

(…)
W końcu jednak zdarzyło się, że po długiej wędrówce poprzez piaski, skały i śniegi Mały Książę odkrył drogę. A drogi prowadzą zawsze do ludzi.
– Dzień dobry – powiedział.
Był w ogrodzie pełnym róż.
– Dzień dobry – odpowiedziały róże.
Mały Książę przyjrzał się im. Bardzo były podobne do jego róży.
– Kim jesteście? – zapytał zdziwiony.
– Jesteśmy różami – odparły róże.
– Ach… – westchnął Mały Książę.
I poczuł się bardzo nieszczęśliwy. Jego róża zapewniała go, że jest jedyna na świecie. A oto tu, w jednym ogrodzie, jest pięć tysięcy podobnych!
“Byłaby bardzo zdenerwowana… – pomyślał – kaszlałaby straszliwie i udawałaby umierającą, aby pokryć zmieszanie. A ja musiałbym udawać, że ją pielęgnuję, bo w przeciwnym razie umarłaby rzeczywiście, aby mnie tym upokorzyć…”
Później mówił sobie dalej: “Sądziłem, że posiadam jedyny na świecie kwiat, a w rzeczywistości mam zwykłą różę, jak wiele innych. Posiadanie róży i trzech wulkanów sięgających mi do kolan, z których jeden prawdopodobnie wygasł na zawsze, nie czyni ze mnie potężnego księcia…” I zapłakał, leżąc na trawie.

(…)
– Ktoś ty? – spytał Mały Książę. – Jesteś bardzo ładny…
– Jestem lisem – odpowiedział lis.
– Chodź pobawić się ze mną – zaproponował Mały Książę. – Jestem taki smutny…
– Nie mogę bawić się z tobą – odparł lis. – Nie jestem oswojony.
– Ach, przepraszam – powiedział Mały Książę. Lecz po namyśle dorzucił: – Co znaczy “oswojony”?
– Jest to pojęcie zupełnie zapomniane – powiedział lis. – “Oswoić” znaczy “stworzyć więzi”.
– Stworzyć więzi?
– Oczywiście – powiedział lis. – Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.
– Zaczynam rozumieć – powiedział Mały Książę. – Jest jedna róża… zdaje mi się, że ona mnie oswoiła…

(…)
– Idź jeszcze raz zobaczyć róże. Zrozumiesz wtedy, że twoja róża jest jedyna na świecie. Gdy przyjdziesz pożegnać się ze mną, zrobię ci prezent z pewnej tajemnicy.
Mały Książę poszedł zobaczyć się z różami.
– Nie jesteście podobne do mojej róży, nie macie jeszcze żadnej wartości – powiedział różom.
Nikt was nie oswoił i wy nie oswoiłyście nikogo. Jesteście takie, jakim był dawniej lis. Był zwykłym lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz zrobiłem go swoim przyjacielem i teraz jest dla mnie jedyny na świecie.
Róże bardzo się zawstydziły.
– Jesteście piękne, lecz próżne – powiedział im jeszcze. – Nie można dla was poświęcić życia.
Oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ ją właśnie podlewałem. Ponieważ ją przykrywałem kloszem. Ponieważ ją właśnie osłaniałem. Ponieważ właśnie dla jej bezpieczeństwa zabijałem gąsienice (z wyjątkiem dwóch czy trzech, z których chciałem mieć motyle). Ponieważ słuchałem jej skarg, jej wychwalań się, a czasem jej milczenia. Ponieważ… jest moją różą.

– Żegnaj – odpowiedział lis. – A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
– Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu – powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
– Twoja róża ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, ponieważ poświęciłeś jej wiele czasu.
– Ponieważ poświęciłem jej wiele czasu… – powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
– Ludzie zapomnieli o tej prawdzie – rzekł lis. – Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za twoją różę.
– Jestem odpowiedzialny za moją różę… – powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.

(…) Po chwili milczenia
powiedział jeszcze:
– Gwiazdy są piękne, ponieważ na jednej z nich istnieje kwiat, którego nie widać… Najważniejsze jest niewidoczne.

(…)
– Ludzie z twojej planety – powiedział Mały Książę – hodują pięć tysięcy róż w jednym ogrodzie… i nie znajdują w nich tego, czego szukają…
– Nie znajdują – odpowiedziałem.
– A tymczasem to, czego szukają, może być ukryte w jednej róży lub w odrobinie wody…
– Oczywiście – odpowiedziałem.
Mały Książę dorzucił:
– Lecz oczy są ślepe. Szukać należy sercem.

– Wiesz… mój przyjazd na Ziemię… jutro jest rocznica… – powiedział i po chwili milczenia dodał: – Spadłem niedaleko stąd…
I poczerwieniał.
Znowu z niewiadomych przyczyn zrobiło mi się dziwnie smutno. Postanowiłem go o coś zapytać.
Więc to nie przez przypadek przechadzałeś się tutaj samotnie, o tysiąc mil od zamieszkałych terenów, kiedy poznałem cię osiem dni temu? Powróciłem na miejsce, na które spadłeś?
Mały Książę poczerwieniał jeszcze bardziej.
Wahając się dorzuciłem:
– A może z powodu rocznicy?
Mały Książę znowu zaczerwienił się
Nie uspokoiło mnie to. Przypomniała mi się historia lisa. Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez.

– Tej nocy mija rok. Moja gwiazda znajdzie się dokładnie nad miejscem, gdzie spadłem rok temu…

– Tego, co najważniejsze, okiem zobaczyć nie można…
– Oczywiście.
– To samo jest z kwiatem. Jeśli kochasz kwiat, który znajduje się na jednej z gwiazd, jakże przyjemnie jest patrzeć w niebo. Wszystkie gwiazdy są ukwiecone…
– Oczywiście…
– To samo z wodą. Ta, której dałeś mi się napić, była jak muzyka.

(…)
Usiadł jednak, ponieważ bał się. Powiedział jeszcze:
– Wiesz… moja róża… jestem za nią odpowiedzialny. A ona jest taka słaba. I taka naiwna. Ma cztery nic niewarte kolce dla obrony przed całym światem.”

Ciężko o piękniejszą opowieść na temat budowania i utrzymywania więzi, bliskości, wyrozumiałości i odpowiedzialności w związku…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s