TEST NA MIŁOŚĆ

Dwie młode kobiety zaprzyjaźniły się kilka lat temu. Obydwie bardzo samodzielne, żyjące z dala od swych rodzin, niezamężne, bezdzietne. Połączyła je pasja podróżowania. Razem wyruszyły w świat autostopem, zwiedzały, poznawały ludzi, pracowały. Jakiś czas temu osiadły w jednym mieście, znalazły pracę w tym samym miejscu, logiczne też było, że razem zamieszkają.

To przyjaźń dwóch hardych, niełatwo okazujących emocje kobiet, zahartowanych w życiowych problemach, sprawdzona w trudnych sytuacjach, bez typowo babskiego szczebiotania. Raczej w swym stylu dość męska.
Kilka lat głównie one wzajemnie dawały sobie wsparcie, mimo, iż posiadają inne znajomości.
Od kilku miesięcy napięcie między nimi rosło, aż niedawno jedna z nich się wyprowadziła. Aktualnie utrzymują kontakty, nadal razem pracują, ale rozmowy są powierzchowne. Wersja oficjalna, w którą na pewno ta, która się wyprowadziła (tę znam), wierzyła, bo nie widziała innego wyjaśnienia, to chęć wzajemnego odpoczynku.
Gdyby dokładnie tak było – przesyt ciągłą wzajemną obecnością, dziewczyny czułyby ulgę, stęskniłyby się za sobą, radośniej razem spędzały czas. Ale tak nie jest.
Podczas rozmowy, gdy tylko dotknęłyśmy tego tematu, pojawiło się mnóstwo łez i napięcia. Moja rozmówczyni, okazuje się, ma bardzo duży żal do swej przyjaciółki o to, że długi czas dostawała od niej za mało, że sama dawała więcej. Jednak, gdy szczegółowo to zbadałyśmy, okazało się, że zawsze, kiedy potrzebowała, otrzymywała wsparcie, jednakże musiała wprost o nie poprosić, poinformować koleżankę, co sie dzieje i czego potrzebuje. Gdy tego nie robiła, tamta nie ingerowała w jej przestrzeń.
Ta z kolei dziewczyna często dopytywała, oferowała różne rzeczy, troszczyła się, i chciała wzajemnie tego samego. Przykro jej kiedyś było, gdy w takiej sytuacji usłyszała, że ma się nie wtrącać w jej życie.
Mniej więcej w tym czasie zaczęła terapię, w której natychmiast czuła mnóstwo napięcia, silnie ją przeżywała. Miała wówczas duży kryzys, zamknęła się w sobie, dużo płakała. Przyjaciółka, wbrew swoim zwyczajom, stwierdziła chyba, iż naprawdę jest źle, i swą troskę oraz pomoc oferowała.
I tu zaczyna się najistotniejsza część tej historii. Ta zapłakana dziewczyna mimo, iż zaczęła właśnie dostawać to, czego jej brakowało, zamknęła się na koleżankę, wybudowała między nimi mur chcąc jednocześnie, by tamta każdym sposobem go burzyła, kruszyła, obalała. Jednakże, gdy się to działo, odbudowywała go jeszcze grubszym i większym. I tak jakiś czas trwała ta gra – ona się pogrążała we łzach, a z zemsty za to, czego nie dostawała wcześniej, odtrącała przyjaciółkę. I jednocześnie się od niej wyprowadziła, co było ostatecznym wystawieniem zapory. Nie zdawała sobie z tego sprawy, nadal czuła się pokrzywdzona.

Tak właśnie wygląda test na miłość, jaki obserwuję u bardzo wielu ludzi. Nie twierdząc, że mężczyźni tego nie robią, jednocześnie widzę, jak wiele kobiet stosuje to na mężczyznach, ale nie tylko, również, jak widać, na przyjaciołach, rodzicach.
Mechanizm zawsze jest ten sam.
Jest w kimś głód emocjonalny, pragnienie dostania więcej od tej osoby, pojawia się zasługiwanie sobie u niej, i eskalacja własnych problemów. A gdy już zaczyna się dostawać to, czego się pragnie, jednocześnie się to odrzuca. Jest to ukryty komunikat do tej drugiej strony – “pokaż mi, jak bardzo mnie kochasz, jak ci na mnie zależy. Będę paskudna, zapłakana, roszczeniowa, pokrzywdzona i z pretensjami, a twoim zadaniem jest mi udowodnić, że i tak mnie nie zostawisz”. I im ta osoba pokona większe przeszkody, tym deklaracja miłości, bliskości wyraźniejsza.
Ale pułapka polega na tym, że ten test w zasadzie nigdy się nie kończy pozytywnie, niezależnie od tego, że ta druga strona kocha i jej zależy. Dlaczego?
Osoby, które nieświadomie stosują ten mechanizm, zawsze są przeze mnie pytane, co jeszcze ta druga osoba musi zrobić, by ona się czuła nasycona i zakończyła ten test. Odpowiedź zazwyczaj brzmi – nie wiem. A ile czasu to jeszcze potrwa? Również kręcenie głową. I to prawda, bo nie da się stwierdzić, kiedy człowiek poczuje się nasycony tym, co dostaje. Są osoby stosujące coś takiego latami, nie potrafiące uwierzyć, że naprawdę są ważne.
Pułapka leży w tym, że ta druga strona przebijając się wciąż przez ten mur, dostając wciąż nowe zadania, widząc, że tamta wiąż jest niezaspokojona, w którymś momencie myśli sobie – “co bym nie zrobiła, jej i tak jest mało, więc już sobie odpuszczę, nigdy jej nie zadowolę”. I się odsuwa, rezygnuje z walki.
Wówczas ta potrzebująca stwierdza – “wiedziałam, że mnie nie kochasz, że ci nie zależy, udowodniłaś mi to, bo się oddaliłaś”.
W efekcie test na miłość kończy się porażką i zranieniem dwóch stron.

Ta dziewczyna, o której piszę, zobaczyła, iż do przyjaciółki kierowała oczekiwania, jakie miała do matki. To mama miała się o nią troszczyć, dbać, zabiegać, dawać, ale była dość chłodna, dziewczyna więc wciąż żyje w głodzie jej bliskości. Znalazła sobie zatem nieświadomie w przyjaciółce bardziej idealną matkę, która dała jej nadzieję na zaspokojenie potrzeb.
Kiedy zdefiniowała sobie swój podstawowy problem, może zaprzestać stosowania tego mechanizmu, nie doprowadzić do jego nieuchronnego, negatywnego zakończenia. Ocalić przyjaźń.
Bo konstruktywne jest jedynie zaprzestanie testu na miłość, nigdy doprowadzenie go do końca, bo w tej grze nie ma wygranych.

 

One thought on “TEST NA MIŁOŚĆ

  1. To najważniejszy i najbardziej “mój” wpis na tym blogu. Poddaje temu testowi wszystkich wokół, bo nie wierzę, że jestem wystarczająco ważna, bo nie wierzę, że zasługuję na miłość i przyjaźń. To bardzo dobrze znany mi mechanizm. Jestem ofiarą, bo wiem jak być ofiarą. Jestem nią w końcu od 30 lat i dobrze znam tą swoją rolę, w którą wchodzę na początku każdej relacji, na której bardzo mi zależy. I tak testuję, domagam się dowodów akceptacji, płaczę, wymuszam, wpędzam w poczucie winy. Mało kto to wytrzymuje, bo nie potrafi reagować, albo już po prostu nie ma siły dawać mi takiej ilości zapewnień i atencji jakiej potrzebuję. A ile jej potrzebuję? Nie wiem sama. To ilość nieskończona. I tak ci ludzie odchodzą, a ja pomimo wielkiego smutku i rozczarowania, w duszy triumfuję i mówię sobie: “Aha! Nie dałeś rady! Wiedziałam, że nie jestem dla ciebie wystarczajaco ważna, skoro odchodzisz” – i w ten sposób potwierdzam swój kolejny schemat – lubię byc odrzucana, bo potrafię być porzucona.
    Pani Ewa na naszej terapii szybko to odkryła, a ja uczę się w przyspieszonym tempie nauczyć się jak nie robić testu na miłość, bo mam wokół siebie aktualnie mnóstwo ludzi, których kocham i nie chcę stracić.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s