PECH

Pojutrze wypada piątek 13. Dobrze, że nie w maju. Ciekawe, ile zdarzeń niezbyt dobrych, nieszczęśliwych, ile pomyłek, zaniedbań zrzucimy na tę datę?
Nie przechodzimy pod drabiną, omijamy czarne koty, itd., itp. To już w XXI wieku budzi śmiech, ale mimo tego wiele osób wykonuje te rytuały, by nie kusić złego losu.

Skąd się biorą przesądy?
W piątek 13.października 1307 roku we Francji król Filip Piękny nakazał uwięzić za rzekomą herezję zakonników ze zgromadzenia Templariuszy, oraz spalić ich na stosie.
Oskarżenie to było wymówką, gdyż władca posiadał u nich ogromne długi, których nie potrafił spłacić. Zatem taki podstępny pomysł zniszczenia zakonu i uniknięcia roszczeń przyszedł mu do głowy.
Faktycznie, Templariusze mieli pecha… czy data ma na to jakiś wpływ? Tenże Filip Piękny wcześniej skonfiskował cale majątki Żydom. Nie ma na to konkretnej daty, gdyby była, być może za pechową uznawalibyśmy np. środę, 7? Albo inny dzień?
Zbite lustro to 7 lat nieszczęścia. Skąd się wziął ten przesąd? Powstał, kiedy to wynaleziono szklane lustro, którego cena była wręcz niewiarygodnie wysoka. Faktycznie, jego zbicie było wielką finansowa stratą:) Teraz lusterka mamy za parę złotych, a przesąd nadal funkcjonuje z wielką siłą. Spotkałam się na jakimś forum z przepełnionym lękiem pytaniem, co robić w takim wypadku, bo dziewczyna z przerażenia po stłuczeniu lustra gotowa była panikować i wykonywać jakieś działania odwracające nieszczęście.
Nasz polski przesąd, bardzo silny, odzwierciedlony w statystykach, twierdzi, że śluby zawarte w miesiącach bez literki R są pechowe. A dlaczego? Bo R symbolizuje rodzinę. To jedyny powód, który kiedyś został puszczony w obieg. Ja osobiście znam mnóstwo małżeństw, które wzięły ślub w miesiącach z literką R i się rozwiodły, jak także te zawarte w maju, bardzo szczęśliwe.
Oto moc przekazu historycznego, zabobonnego wiązania ze sobą nie mających nic wspólnego faktów. Czy to, że kiedyś coś złego stało się określonego dnia znaczy, że każdego 13 w piątek dziać się mają nieszczęścia? I naiwne, i zbyt łatwe. Teoria prawdopodobieństwa tak nie działa. Jeśli coś złego zdarzy się znów 13 w piątek, to podobne jest to tylko do wyciągnięcia dwa razy czarnej kulki z worka, gdzie jest tyle samo czarnych, co czerwonych.
Takich zabobonów, że rozsypana sól przynosi pecha, że nie wolno się witać przez próg, że odmówienie ciężarnej sprawi, iż zjedzą nas myszy, nie wolno przechodzić pod drabiną i setki podobnych budzą w nas śmiech, ale mało kto je zaniedbuje. Faktycznie, gdy przechodzimy pod drabiną, ktoś na niej stojący może akurat spaść:) nieszczęście w tym miejscu jest bardziej prawdopodobne:) Tylko po co robić z tego przesąd? Przechodzenie przez ulicę chyba grozi większym ryzykiem:)
Czy ktokolwiek pamięta o pochodzeniu tych zabobonów? Może gdybyśmy znali ich źródło, nie produkowalibyśmy sobie zupełnie zbędnego, dodatkowego lęku? Jest go w naszym życiu dużo, z zupełnie poważnych powodów. Może nie warto dokładać sobie następnych.
Zdanie „lepiej nie będę mówić, bo zapeszę” słyszę prawie codziennie. Ktoś snuje jakieś plany, marzenia, chciałby coś osiągnąć i zaczyna badać możliwości. Zapytany bardzo często odpowie właśnie tym zacytowanym zdaniem. Aby nie zapeszyć. Co to ma wspólnego z pechem, który jest negatywnym zbiegiem przypadkowych okoliczności?
Rozumiem, ze nie chce się mówić obcym czy zagrażającym osobom, które mogą wykorzystać choćby pomysł, lub udaremnić plany. Ale w jaki sposób powiedzenie komuś bliskiemu i życzliwemu miałoby przynieść pecha? Wyrażenie planów, które już nosi się w głowie, coś realnie zmienia?Moim zdaniem tak, ale nie ma to nic wspólnego ze sprowadzeniem na swą głowę nieszczęścia. Raczej chodzi o to, że opowiedzenie komuś o tym może spowodować, że ten, który ma plany, poczuje się zobowiązany do ich wypełnienia. Zacznie się przejmować, jak uzasadni niezrealizowanie opisanych wcześniej zamierzeń. Boi się najprawdopodobniej oceny społecznej, być może tego, że zostanie uznany za kogoś, kto ma słomiany zapał, albo brak mu sił, umiejętności czy motywacji do doprowadzenia spraw do końca. Co to ma wspólnego z pechem?
Istnieje w tym milczące założenie, że słuchacz tego kogoś oceni i skrytykuje, oraz odczuwana konieczność wytłumaczenia się. Po co? Mamy obowiązek wobec innych ludzi realizować wszystkie pomysły? Nie mamy prawa z nich zrezygnować?
Myślę, że działa tu też mechanizm autohandicapu. Jeśli mamy plany i w jakiś sposób uruchamiamy działania, by mogły się one spełnić, jest to logiczne poczynanie. Wiele osób woli o tym nie mówić, gdyż w wypadku sukcesu mogą powiedzieć, pokazać „udało mi się niewielkim nakładem sił, jestem świetny, skuteczny”. Albo mogą powiedzieć „ciężko pracowałem i zdobyłem”. Gdy nie wyjdzie, mogą nie mówić nic.
Klasyczny mechanizm autohandicapu zawsze pojawia się u choć jednej osoby przed egzaminem. Załóżmy, że grupa studentów czeka pod drzwiami. Zawsze wpadnie na ostatnią chwilę ktoś zziajany, zadający pytania, czy już się zaczęło i mimochodem rzucający uwagi, że zapomniał o egzaminie, nic się nie nauczył itd. W przypadkach skrajnych wręcz może paść pytanie, z czego jest dziś egzamin. Jeśli wyjdzie z dobrą oceną, ma zysk w postaci przekazu – taki jestem świetny, nic nie umiałem, a zdałem. Czyli ma wrodzoną zdolność. A jeśli obleje, ma uzasadnienie – przecież się nie uczył. Strata zerowa, zatem zysk emocjonalny, porażka nie jest jego winą.
Takie zastrzeganie się, że nie będę mówić, bo mi to przyniesie pecha, jest w pewnym sensie wyrazem tego mechanizmu.
Jednak to wszystko ma też drugie dno.
Niemówienie czegoś ma być magicznym rytuałem ochronnym przed złymi zdarzeniami, niepowodzeniami. Wciąż zaklinamy rzeczywistość. Boimy się złych sił czyhających na nas ze strony losu – bo te przesądy nie dotyczą ludzi.
Cała historia ludzkości pełna jest wróżb, amuletów na szczęście, przesądów, mitów, rytuałów. Jest odzwierciedleniem ciągłego, olbrzymiego lęku przed nieznanym.
Bardzo bawiącymi nas przykładami są nawet historie z początku XX wieku, kiedy to w jakiejś dżungli, w miejscu nigdy nie dotkniętym naszą cywilizacją, np. wylądował samolot. Takie przykłady często opisują antropolodzy. Po iluś latach kolejni badacze stwierdzają nagle, iż pierwotne plemię oddaje cześć skrzydlatemu bóstwu, albo z trwogą, gdy kiedyś spotkało ich coś złego ze strony załogi samolotu, albo w oczekiwaniu na ponowne nadejście, gdy wizyta była życzliwa. Tak oto rodzą się mity i wierzenia. Obrastają w treść rytuału pewne czynności, których prapoczątek dawno odszedł w niepamięć.
Zasada nieoznaczoności mówi nam z laserową wręcz precyzją, że świat, cały wszechświat nigdy nie może być do końca przewidywalny. Granica dokładności pomiarów, a co za tym idzie, przewidywalności stanów ciał fizycznych, zatem też zdarzeń, ma swą nieprzekraczalną granicę. Zasada nieoznaczoności jest fundamentalną właściwością rzeczywistości.
Czym jest wobec tego zastrzeganie się „nie będę mówić, bo zapeszę”? Jeśli zaklinaniem rzeczywistości ze strachu, by nie zdarzyło się coś złego, to znaczy, że jest wiązaniem ze sobą dwóch rozdzielnych faktów. Zaprzeczaniem logice świata, prawom fizyki. Cel jest ten sam, co zawsze – przewidywalność daje subiektywne odczucie kontroli. Jeśli nie powiem, mam poczucie, że wpływam pozytywnie na sytuację, niezależnie od tego, że jest to myślenie magiczne. To coś podobnego do splunięcia przez lewe ramię, do odpukania w niemalowane itd.
Czy Pech nie istnieje? Ależ oczywiście, że tak. Ten niezależny od nas ma na imię Przypadek, Zbieg Okoliczności.
Ale też myśli, słowa kreują nową rzeczywistość. Możemy równie dobrze stwierdzić „jak o czymś powiem, przyniesie mi to szczęście”.
Pech i Szczęście istnieją tak bardzo i tak mocno, jak sami je stwarzamy.

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s