WOLNOŚĆ JAK KAMIEŃ

27 lat, dziewczyna. Energiczna, przedsiębiorcza. Emocjonalna w męskim stylu poklepania po ramieniu i minimum słów. Nieustraszona. Plecak, trapery, autostop. Zjeździła sama lub z koleżanką w ten sposób pół świata. Jak trzeba było, szła do pracy, by zarobić na dalsze podróże, one były priorytetem. Mnóstwo przyjaciół wszędzie, brak mężczyzny w życiu.

Żyje jak chce, z pozoru zero problemów. Skończyła studia, pracuje za granicą, zawsze ma blisko 3 miesiące w roku wolnego na robienie tego, o czym tylko zapragnie. Nie przywiązuje się do przedmiotów, ciuchów, minimalistka, może się spakować w pięć minut i wyjechać na koniec świata.

Opowiadała mi ostatnio o końcówce studiów. Na ostatni rok wyjechała na drugi koniec Polski – tak po prostu, spróbować czegoś nowego. Wcześniej zarobiła sobie na tyle pieniędzy, że trzy lata mogła nie robić nic, co wiązałoby się z obowiązkami. Na studiach już niewiele miała do zaliczania, chciała żyć wolna. I żyła.

Pierwsza wersja tej opowieści brzmiała jak jej własna bajka – dla wielu osób pewnie też to tak wyglądało. Imprezy, wyjazdy, spontaniczne pomysły realizowane w trzy sekundy, mnóstwo ludzi, przyjaciół, nowych znajomych. Ludzie spotykani na szlaku, z którymi najszczerzej jak się dało przegadała jeden dzień czy noc, i już nigdy nie widziała ich na oczy. Ale każdy kontakt w coś wzbogaca, uważa, że warto było. Alkohol – tak, w dużych ilościach, ale narkotyki nie.

Jak wpadała w trans imprezowania, czuła się szczęśliwa, odreagowywała w zasadzie nie wiadomo co, bo stresów wówczas nie miała. Rodzice zostali daleko, inne powody poza problemami z wagą jakoś pozostawały poza nią.

Wolność. Niczym nie skrępowana możliwość robienia wszystkiego, czego tylko chciała, szaleństwa, braku poczucia czasu, działań spontanicznych, impulsywnych, szalonych. O jej przygodach można napisać książkę. Swoboda, jakiej wielu by jej pozazdrościło. Opisywana z uśmiechem na ustach.

 

Teraz też może robić, co chce, nie ma żadnych zobowiązań. Potrafi zapracować na swe potrzeby i podróże, może wszystko. Ale od niespełna roku nie znajduje w tym żadnej przyjemności.

Jeszcze bywały imprezy, na których nakręcała się na gwiazdę rozkręcając towarzystwo i siebie do szaleństwa. Ale już od jakiego czasu na nie nie chodzi.

Znudziła jej się wolność? Wartość, która jest wymarzona i nieosiągalna dla wielu?

 

Potem nastąpiła druga warstwa tej samej opowieści o tych trzech latach.

Nadal opowiadała mi o imprezach i szaleństwach tego czasu mówiąc – „zatracałam się w nich”.

Nie – pochłaniały mnie, fascynowały, odreagowywałam. Zatracałam się. To słowo niesie w sobie jakąś magiczną moc fatalizmu – przyjemności zapomnienia o całym świecie, ale też utraty siebie, oderwania od tego, kim się jest. Coś, co może lekko przerażać i jednocześnie fascynować. Skojarzyło mi się to ze stanem po narkotykach. Potwierdziła, to bywał jakby długi trans nie mający nic wspólnego z nią prawdziwą. Choć czuła się w tych momentach szczęśliwa – to takim szczęściem, jakie wtedy było jej dostępne, innego nie znała.

Potem miewała dwu-trzytygodniowe doły. Czas przepełniony kompletnym brakiem energii po spaleniu się w imprezowaniu, wyeksploatowaniu siebie. Czas olbrzymiego smutku pochłaniającego ją niczym czarna dziura. Czas apatii, niemyślenia, niekontaktowania się ze światem, ciągłego spania.

Ale organizm młodej osoby szybko się regeneruje, ma w sobie gigantyczną potrzebę życia.

Zatem wychodziła z tego doła i znów potrzebowała poczuć coś przyjemnego.

Miewała swe góry, które też jej dawały dobre odczucia, i to było konstruktywne, choć już niekoniecznie to, co działo się w schroniskach.

Jednak znów wpadała w szaleństwo imprez, bo to był jedyny sposób na odreagowanie smutku, a raczej na stłumienie go i próby zapomnienia. Choć wtedy o tym nie wiedziała. Żyła chwilą.

Tak więc trzy lata ćpała się swą wolnością.

 

Aż pustka, która narastała niepostrzeżenie jak cień, stała się na tyle silna, że rok temu powaliła ją na kolana. To ona wzięła górę, zaczęła się panoszyć. Pustka wspierana żalem, bólem, smutkiem, rozpaczą.

Rozpacz – głęboko ukryta pod powierzchnią wszystkich innych odczuć – stała się dominująca. Nie od razu o tym wiedziała. Zaczęła się leczyć z powodu bulimii, a kto na pierwszy rzut oka łączy wymioty z pustką i rozpaczą?

Pracuje nad sobą – jak to ona – nieustraszenie. Odważnie zagląda wszędzie, gdzie już może. Nie cofa się przed najtrudniejszymi rozmowami i emocjami.

 

Tydzień temu trochę wbrew sobie, na prośbę przyjaciółki, pojechała na wielki koncert nie cieszący się najlepszą opinią. Wcielenie jej niegdysiejszych szaleństw. Już nie mogła, nie chciała tam być.

Czarę przelało to, że wracając, jak zwykle, autostopem, natrafili na pijanego, niebezpiecznego kierowcę.

Dziewczyna zawsze była świadoma zagrożeń i przed częścią z nich umiała się chronić. Ale tym razem coś pękło, bezpośrednie zagrożenie życia, niechęć do koncertu sprawiły, że stało się to punktem krytycznym. Znów musiała kilka dni przespać po wyeksploatowaniu siebie wbrew swej woli. Pomogło to nazwać to, co narastało od długiego czasu – przyszedł czas na dorastanie.

Od dawna chciała się rozwijać, uczyć czegoś nowego, znaleźć mężczyznę i urodzić dziecko. Chciała, ale nic nie robiła w tym kierunku. Magia zatracania się była jeszcze silniejsza, choć coraz rzadziej działała. Teraz pojawiła się wielka tęsknota za czymś innym.

Tez boli. Jest smutek i pustka. Ale chce już robić kolejne kroki.

 

Czemu opowiadam tę historię?

Z powodu wolności.

To jedno z największych marzeń każdego człowieka. Być wolnym – od czegoś. Od struktur, powinności, przymusów, nakazów i zakazów. Ona to miała, czemu się przesyciła? Czemu ta wolność powodowała odczucie pustki i rozpaczy? Czemu wymagała kilkutygodniowej regeneracji podczas wychodzenia z dołka?

Czemu to, za czym większość ludzi podąża, nie może dać prawdziwego szczęścia?

Mądrzy ludzie mówią, że istnieje wolność zewnętrzna i wewnętrzna.

Ta dziewczyna zapewniła sobie wolność zewnętrzną – od granic, nakazów, powinności.

Jej wolność była ucieczką od smutku, pustki, poczucia bycia nieszczęśliwą i niespełnioną, od uczucia bycia niekochaną i mało wartą. Była iluzją, narkotykiem, narzędziem.

Jedynie ciało nie dało się oszukać tej autokreacji. Wymiotowało. To ono wtedy pozostało najmądrzejsze.

Tak, jak wolność, tak i zniewolenie może być zewnętrzne i wewnętrzne. To pochodzące z poza nas jest oczywiste. To wewnętrzne to zniewolenie lękiem, iluzjami na temat swój i świata, niekonstruktywnymi mechanizmami obronnymi, złością, słabością.

To, że ktoś wyrwie się z systemu nie oznacza, że jest wolny.

Jej brak jest jednym z czterech największych lęków egzystencjalnych, o tym już sporo pisałam.

Wolność wewnętrzną można sobie budować niwelując wewnętrzne ograniczenia.

Iluzje na temat siebie i świata, mechanizmy obronne i złość najczęściej są pochodną różnych strachów.

Zredukowałabym zatem wszystkie powody wewnętrznego zniewolenia do tej jednej przyczyny – lęku. To właśnie strach – wielopłaszczyznowy, głęboki, nieuświadamiany, wszechobecny – czyni nas odpornymi na uczucie wolności wewnętrznej.

 

Opisywana przeze mnie dziewczyna zmaga się z uczuciem małej wartości, z obciążeniami rodzinnymi, skutkami swych wyborów, z bulimią, odkrywa mechanizmy swych działań, a dzięki temu może je już zostawiać za sobą.

Coraz mniej się boi siebie i swej przeszłości. Już nie musi tłumić jej pod szaleństwami. Brutalna czasem prawda na swój temat najpierw wywołuje ból i łzy, potem jasność i ulgę. Mimo, iż teraz nastąpił czas pustki i rozpaczy, to właśnie one otwierają nowe perspektywy.

Kiedyś wzięła sobie od życia wolność OD. Teraz jest na najlepszej drodze do wolności DO – do czegoś, co sama świadomie i bez lęku wybierze.

 

One thought on “WOLNOŚĆ JAK KAMIEŃ

  1. Każdy z nas się czegoś boi. I tego nie da się całkowicie zniwelować. To było by nienormalne. Każdy z nas ma różne poziomy tego lęku – jeden może być komandosem lub żołnierzem walczącym na wojnie, a drugi boi się zostać sprzedawcą w sklepie, bo ludzie źle to mogą ocenić. Gdzie są granice naszych lęków? Kto powie – Ty jesteś jeszcze w granicach normy a Ty już nie? Jeżeli “normalnie” funkcjonujemy, mamy rodzinę, pracę, obowiązki, a boimy się np. latać samolotem albo wyruszać na zagraniczne wycieczki, to jest ok czy już nie ok. ?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s