OSTATNIA KOSZULA

Dziewczyna pojechała na wielki, kilkudniowy koncert na prośbę swej przyjaciółki. Nie miała na to ochoty, potrzebowała czasu w skupieniu, z samą sobą. Jednak bardzo lubi koleżankę, która miała chęć na wyjazd, zatem obiecała i dotrzymała.

Nie było źle, przypomniały jej się stare czasy. Ale to tak, jakby jeść czekoladę wtedy, kiedy chce się chleba.
Była strasznie tym wyjazdem zmęczona, czuła niesmak, ni to do siebie, ni do przyjaciółki, ni do sytuacji. Odsypiała chyba dwa tygodnie, mimo, iż somatycznie nic jej nie dolegało. Była wyeksploatowana emocjonalnie, spaliła się w dawaniu. Jest do tej pory trochę zirytowana na koleżankę, nie ma ochoty chwilowo na kontakt. Wie, że to jej przejdzie – pewnie wtedy, kiedy uzupełni zasoby energetyczne, gdy będzie miała ten potrzebny jej czas dla siebie w samotności.
Czemu jest zła na koleżankę? W zasadzie nie ma powodu. Tamta prosiła, ona nie odmówiła, choć mogła. To złość na siebie, jedynie przekierowana. Można się wkurzać na własne decyzje, kiedy człowiek się obje czekoladą, na którą nie miał ochoty.

Ostatnio w gabinecie usłyszałam rozpaczliwie wręcz zadane mi pytanie – czemu ludzie mnie nie lubią??? Przecież jestem mega życzliwa, zrobiłabym dla nich wszystko, oddałabym im ostatnią koszulę!!!

Kobieta ta zawsze była outsiderką – niekoniecznie wyśmiewaną, ale taką, z którą nie wiadomo co zrobić, zatem się jej nie zauważa. Cale życie jest podziwiana za inteligencję i osiągnięcia, ale nie potrafi budować nowych relacji, wchodzić spontanicznie w kontakt, który miałby być partnerski. Zatem albo prezentuje się jako mądry, życzliwy autorytet, albo wchodzi w rolę dziecka, którym trzeba się zaopiekować. W efekcie jest w miarę, z dystansu, lubiana, ale to nie ją zaprasza się w sobotnie wieczory na piwo.  A tak bardzo zawsze pragnęła wielu przyjaźni, znajomości, a przede wszystkim bycia członkiem grupy, że aż w środku się do tego trzęsła i dałaby z siebie wszystko. Za dużo. Ludzie zawsze to wyczuwają i tego unikają.

 

Pamiętam opowieść, kiedy to kobieta płakała z powodu odejścia swej młodej pracownicy. Przyszła jako stażystka, została przez nią wszystkiego nauczona, ta kobieta pomogła dziewczynie w ważnych sprawach rodzinnych, pożyczyła jej pieniądze w dużej potrzebie, wspierała, była wyrozumiała na spóźnienia – bo widziała ku temu powody. Fantastyczna szefowa. Dziewczyna w momencie uspokojenia się jej spraw życiowych nagle odeszła z pracy. Po prostu podziękowała i już jej nie było. Ta kobieta z płaczem pytała – dlaczego? Tyle jej dała, a ona okazała niewdzięczność.

 

Trzy niby zupełnie inne sytuacje. Pierwsza kobieta jest bardzo lubiana i pożądana w gronie znajomych. Druga nie. Pierwszą ludzie o coś proszą, chcą jej towarzystwa, drugiej nie. Jednak pierwsza wciąż boi się utraty ludzkiej sympatii, zatem dała wbrew sobie, uległa prośbie. Teraz za to płaci.
Druga mogłaby dać wszystko, ale ludzie nie chcą tego od niej przyjmować. Ewentualnie na początku, troszeczkę. Ona chce innych nieświadomie zalewać dawaniem. Gdy oddaje „ostatnią koszulę”, ludzie znikają. Nie zdziwiło mnie to, poczułam w tym momencie, jakby mi ta jej koszula utkwiła kością w gardle….
Trzecia z nich nie cierpi na brak sympatii ludzkiej, jednak specjalnie o nią nie zabiega. Ona zapewne chciałaby być dla kogoś ważna. Dała obcej osobie tyle, co mogłaby ewentualnie własnej córce.

 

Każda z nich przekroczyła granice dawania. Pierwsza dała, mimo iż nie miała na to ochoty, zatem podarowała za dużo jak na swą aktualną miarę. Zrobiła krzywdę sobie i naruszyła przyjaźń.
Druga wręcz byłaby gotowa prosić, by ktoś przyjął to, co ona chce dać. Nazwała to żebraniem i płaceniem za akceptację.
Trzecia dawała nieadekwatnie, zbudowała zbyt dużą zależność emocjonalną, zamiast być życzliwą szefową, weszła w rolę matki.
Wszystkie trzy czują żal i złość do obdarowanych i niesmak do siebie.

 

Istnieją między ludźmi dwie zasady panujące zawsze. Przestrzegamy ich niezależnie od woli i świadomości. Jedną z nich jest równowaga w braniu i dawaniu. Dotyczy absolutnie wszystkich osób, z którymi wchodzimy w interakcje. Pomijam w tych rozważaniach relacje dziecko – rodzic, bo tam rządzą nieco odmienne prawa. Te rozmyślania dotyczą wszystkich innych, niezależnie, czy jest to nieznana nam osoba, z którą na chwilę chodzimy w kontakt, czy bliski przyjaciel, małżonek.

 

Idziemy po ulicy, spotykamy sąsiadkę, kłaniamy się. Ona się odkłania, równowaga istnieje. Gdyby tego nie zrobiła, mimo, iż nas widziała, będzie nam nieprzyjemnie. Równowaga byłaby zaburzona.
Dostajemy od przyjaciółki prezent na urodziny. Gdy ona obchodzi swą uroczystość, również kupimy podarunek, na pewno nie tańszy, ale i niewiele droższy, lub w tej samej cenie. Mamy w sobie spokój, równowaga została zachowana. Gdybyśmy dostali prezent dużo droższy, niż daliśmy lub jesteśmy w stanie dać, mielibyśmy duży dyskomfort. Być może gdybyśmy kolejny raz dostali za dużo, zrezygnowalibyśmy z wyprawiania tych urodzin lub zapraszania tej osoby. Przyjęcie nieadekwatnego prezentu byłoby dużym dyskomfortem i odczuciem długu.

 

Niektórzy ludzie dając mówią, że niczego nie oczekują w zamian. Często dają nieadekwatnie dużo. Może faktycznie nie chcą przysługi za przysługę, prezentu za prezent, mogą chcieć odwdzięczenia się w „innej walucie” –  sympatii, lubieniu, zapraszaniu gdzieś, docenieniu. Ale zawsze czegoś oczekują, tylko często nieświadomie. Gdy dadzą za dużo pierwszy – drugi raz, jeszcze dostają to, czego potrzebowali, ale potem już nie. Ludzie nie chcą się wikłać w zależności emocjonalne, w których czują dług. Gdy coś dostaliśmy, a nie możemy się odwdzięczyć, nie czujemy się z tym dobrze. I to, co zaskakujące dla ludzi, gdy z nimi o tym rozmawiam, ale oczywiste po zastanowieniu się – nadmiernie obdarowanemu wcale nie jest miło, ma ochotę się odsunąć.

 

Istnieje pewien punkt krytyczny w braniu.
Wyobraźmy sobie, że jedna osoba jest w potrzebie, druga jej pomaga. Pierwsza przyjmuje to na początku z wdzięcznością, ale potem z narastającą niechęcią. Zbliża się do swego punktu krytycznego. Do jego osiągnięcia obdarowywana osoba jeszcze czuje, że może darczyńcy się jakoś odwdzięczyć, jednak potem przychodzi moment, w którym dług jest tak wielki, że już nie sposób go oddać. Obdarowany ma spore poczucie winy w sobie, jednak nie umie najczęściej wybrnąć z tej sytuacji. Brać więcej nie może, oddać nie potrafi, zatem robi jedyne to, co mu przychodzi do głowy – zrywa tę relację.
Nie musi całkiem fizycznie odejść, może emocjonalnie się odgrodzić kierując do tego, który mu dawał, złość i trzymając dystans.
Ten, który dawał, czuje się oszukany, skrzywdzony. Mówi – tyle ci dałem, a spotyka mnie brak wdzięczności, odwracasz się ode mnie, czym ja na to zasłużyłem?
Ostatnio słyszałam  gabinecie podobne słowa od osoby, która latami poświęca się dla kogoś w taki nadmierny sposób. Relacja nadal istnieje, ale obarczona jest taką złością ze strony obdarowywanego  w kierunku darczyńcy, i takim poczuciem krzywdy ze strony tej, która wciąż daje, że błędne koło jest tam, po latach takich doświadczeń, niezwykle mocno zaplątane. Relacja ta stała się ewidentnie destrukcyjna dla obydwu osób.
Kolejną kwestią jest też to, że osoba, która wciąż daje, czasem wręcz prosząc się, by inni przyjmowali, stawia się w jakiś sensie na niższej pozycji od nich. Przestaje być w automatyczny sposób szanowana. Po czym narasta u niej znów poczucie krzywdy, rodzi się pytanie – dlaczego?

 

Kto popełnia błąd?
Wszyscy. Nadmiernym dawaniem można kogoś uwikłać, przekroczyć jego granice, zobowiązać go wbrew jego woli. Dając trzeba jednocześnie otworzyć temu drugiemu człowiekowi możliwość podarowania czegoś nam, inaczej będzie się z tym niezręcznie czuł wobec siebie, a do nas skieruje złość i niechęć.
Nadmiernym braniem zaciągamy dług – do nas należy czuć i wiedzieć, czy możemy go jeszcze spłacić, czy już nie. To my sami powinniśmy rozpoznawać granicę, ten punkt krytyczny, do którego możemy brać, a od którego już długu nie spłacimy.

 

W relacjach między ludźmi nie chodzi zatem o to, ile sobie wzajemnie dadzą i ile od siebie wezmą, tylko czy zachowując równowagę nie wikłają się w niekonstruktywną zależność, czy szanują adekwatnym braniem i dawaniem siebie i tę drugą osobę.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s