REAKCJA PIĘTNA

U wielu zwierząt, także ludzi, istnieje mechanizm imprintingu. Bardzo pierwotny, biologiczny, nie można przed nim uciec. Generalnie jest funkcją chroniącą, dającą wzorce. Bez niego niemożliwe byłoby najpierw przetrwanie, potem prawidłowy rozwój emocjonalny i dobór gatunkowy.
Silnie widoczny jest u wszystkich ptaków chodzących, nie budujących gniazd. Małe kaczki tuż po wykluciu się muszą praktycznie od razu być samodzielne – chodzić, jeść. Wielu z nas zapewne z przyjemnością widywało w trakcie wakacji na wsi mamę kaczkę, a za nią dreptający sznur małych pisklaków. Podążają za pierwszym obiektem, które ujrzały tuż po wyjściu ze skorupek na świat. To matka jest ich wzorcem i ostoją bezpieczeństwa. Gdyby po narodzinach wzrok ich spoczął na długą chwilę najpierw na człowieku, to on obrany byłby za obiekt wiodący. Takie kaczątko nie miałoby później szans na normalne kacze życie.

Psycholodzy wykonali szereg eksperymentów związanych z imprintingiem.  Nie ma idealnego polskiego odpowiednika tego określenia. U nas mówi się o wdrukowaniu, podążaniu za, naznaczeniu, wpajaniu, reakcji piętna. Same te określenia wzbudzają już poczucie powagi zjawiska. To coś, jak wyciśnięcie pierwotnej matrycy na zupełnie czystym terenie. Ślad na zawsze.
Kaczątka po czasie podążania za matką zyskują dojrzałość biologiczną i samodzielność. Coraz dalej poszukują pożywienia, odważniej eksplorują świat, aż w którymś momencie samodzielnie funkcjonują w rzeczywistości. Za rok to za nimi podążać będą kolejne małe kaczątka na swój pierwszy spacer po łące pełnej dmuchawców.
Ludzie również mają swój obiekt podstawowy, jakim jest matka biologiczna lub zastępcza. Okres wdrukowywania odbywa się znacznie dłużej, niż u ptaków, ale jest równie silny. Zatem świat zwierząt stał się znakomitym polem doświadczalnym. Zadano pytanie – co będzie się działo z mechanizmem imprintingu w momencie, gdy matka będzie niefunkcjonalna?
Stworzono 3 grupy kacząt. Pierwszej zastąpiono matkę kaczką mechaniczną, wyglądającą i poruszającą się jak naturalna, z jedną różnicą – co rusz wymierzała kaczątkom bolesne uderzenia dziobem. W drugiej grupie funkcjonowała dokładnie taka sama matka mechaniczna, z tym, że udzielała razów znacznie częściej. Trzecia grupa – kontrolna – miała matkę naturalną, funkcjonalną.
Badacze spodziewali się pierwotnie, że im częściej maluchy będą cierpieć ból, tym szybciej się uniezależnią od kaczej mamy. Nic podobnego. Pisklęta z grupy kontrolnej usamodzielniły się w odpowiednim dla nich czasie. Natomiast te z pierwszej i drugiej grupy znacznie dłużej chodziły za matką – tym dłużej, im więcej bolesnych uderzeń dziobem od niej otrzymywały. Mądrze to ujęto – awersyjne bodźce nie zmniejszają, lecz zwiększają efektywność wdrukowania.
Człowiek w przeciwieństwie do zwierząt generalnie nigdy nie zakańcza relacji z rodzicami. Inną sprawą jest to, w jaki sposób one przebiegają.
Dziś wybrałam do zilustrowania tego tekstu przykład siedmiu kobiet – wszystkie ok. 30 roku życia, wykształcone, samodzielne życiowo, przedsiębiorcze, inteligentne, zrealizowane zawodowo, ale żadna nie założyła rodziny. Mam też świadomość, że takich osób znam w życiu znacznie więcej, nie sposób przytoczyć wszystkich historii.
Pierwsza z kobiet nieustająco spłaca jakiś dług. Ciężko pracując na kilku etatach, mając pracę naukową nie korzysta z własnych pieniędzy, dużą kwotę oddaje matce. Bo jej są bardziej potrzebne, ona lepiej będzie wiedziała, jak je wykorzystać. Niezależnie od awantur i kłótni z nią, a także łez za każdym razem, gdy o tym rozmawiamy, wciąż poświęca jej efekty swej pracy. Mimo sporej odległości fizycznej matka stanowi dla niej obiekt zasadniczej uwagi. Za co ten dług? Ona nie wie. To raczej ta kobieta ma poczucie, że nie dostaje zwyczajnej matczynej uwagi, troski, zainteresowania. Zamieniły się rolami. Ona wobec obojga rodziców wciąż sobie na coś zasługuje. Na to, by wreszcie kiedyś usłyszeć,  jaką jest wspaniałą, mądrą, inteligentną i dobrą córką.
Druga całe swe niemałe zarobki oddaje na realizację planów remontowych swych rodziców. Poświęciła  zamiary zakupu mieszkania, usamodzielnienia się. Ojciec mówi – trzeba tyle i tyle, ona czuje, iż dać musi. Nikt nigdy nie spytał, czy ma, czy chce, czy mogłaby. Po prostu jest stawiane oczekiwanie, a jej nigdy nie przyszło do głowy odmówić. Nawet, gdy jej to uświadomiłam, że mogłaby to zrobić, dla niej to jest wręcz niewyobrażalne. Musi dawać.
Trzecia wciąż zasługuje sobie osiągnięciami. Informuje matkę – chciałabym nauczyć się tego, zdobyć tamto. Za każdym razem z nadzieją czeka, aż usłyszy – to fantastycznie, idź do przodu córeczko, jestem z ciebie dumna. Albo chociaż na uśmiech aprobaty. Nie otrzymuje niczego poza obojętnym milczeniem.  A to ona pomagała znaleźć rodzicom inne mieszkanie, gdy mieli problemy,  wspiera we wszystkim, o co jest proszona. Wciąż daje i czeka na akceptację.
Czwarta nie jest, mimo absolutnej zaradności życiowej, w stanie usamodzielnić się od rodziców. Przestać z nimi mieszkać, opowiadać matce o wszystkim, co się dzieje w jej życiu, pytać o rady, chodzić na zakupy, wspólnie oglądać filmy, szukać ciągłej aprobaty. Robi przez całe swe życie prezent matce z samej siebie – matce, która potrzebuje mieć dziecko do opieki, bo w tym leży sens jej życia.
Kolejna darowała matce rozkręconą firmę, mimo iż uważa ją za osobę samodzielną, do tego ogromną egoistkę.
Szósta za każdym razem, gdy nie może poświęcić matce tyle uwagi, ile by chciała, płacze. A chciałaby dawać bardzo dużo, najlepiej codziennie, stale też uczestniczyć we wszystkich sprawach mamy. Dbać o jej zdrowie, rozmawiać, rozpędzać jej samotność. Czuje się przez to mało wartą, złą córką.
Ostatnia mimo, iż od dawna mieszka za granicą, spędza z matką godziny na omawianiu jej spraw, radzi, zajmuje się, wspiera, interweniuje, mediuje między nią a ojcem. Jest tym zmęczona, zezłoszczona, ale gdy próbuje tego nie robić, ogarnia ją ogromne poczucie winy.
Punkty styczne tych wszystkich historii są aż nazbyt wymowne. Żadne z małżeństw rodziców tych kobiet nie jest dobre. Bywa tam głównie wielki dystans i praktycznie brak komunikacji, każde żyje swym życiem, tygodniami potrafią nie zamienić ani słowa. Czasem są rozwiedzeni. W niektórych wypadkach pojawia się alkoholizm ojca, przez co ich żony są bardzo skupione na swym nieszczęściu, walczą o przetrwanie, używają córek do wyrażania swych żali i nieszczęścia. Każda z tych matek jest ogromnie samotna. Córki mają poczucie,  że są jedynymi osobami je wspierającymi, że gdyby nie one, matki nie miałyby nikogo.
Niektóre z opisanych kobiet się wściekają, walczą, usiłują stawiać granice, niektóre mają w sobie głównie troskę o rodzica, ale żadna nie potrafi sobie wyobrazić i zaryzykować ogromu poczucia winy, gdyby tego nie robiły. Ani jedna tak naprawdę nie poświęca się z chęcią. Po dłuższej analizie odkrywają, iż mają poczucie straty, bycia używanymi do celów swych matek. Każda z nich wie, że funkcjonuje w roli dziecka do opieki, opiekunki, matki swej matki, przyjaciółki, że ta relacja zastępuje inne. Matkom, ale też i im.
Opisywane kobiety albo są same, albo w trudnych, rozlatujących się związkach. Chciałyby kiedyś mieć dzieci, ale ta myśl wydaje się być dla nich na ten moment nierealna. Nie dziwi mnie to – jak miałyby pogodzić czas poświęcany matkom z niezbędną ilością energii, jaką trzeba mieć przy dziecku? Często także miewają zaburzenia jedzenia, problemy z alkoholem.
Co to ma wspólnego z imprintingiem?
Kobiety te, podobnie jak boleśnie dziobane kaczątka, nie potrafią odejść od swych matek, wciąż za nimi podążają nie budując sobie w pełni swego dorosłego życia. Mimo samodzielności, karier zawodowych, odległości miejsca zamieszkania nadal – nieświadomie – robią wszystko, by matki je zauważyły, doceniły, pochwaliły, wsparły. Walczą o swą ważność za pomocą ciągłego dawania. Gdy tego nie robią, czują się winne.
Jedna z tych dziewcząt, gdy opowiedziałam jej o kaczuszkach, z mieszaniną oburzenia i jakiejś prośby w głosie powiedziała – ale moi rodzice nie byli patologiczni! Tak, zgadzam się, nie było bolesnego dziobania w postaci agresji fizycznej lub słownej. Ale takiej jakoś się można przeciwstawić, zbuntować, zezłościć, w efekcie obronić, zdystansować. W agresji zawarta jest uwaga, choćby negatywna. Ale jest.  Można zareagować złością, a to zawiera już w sobie siłę.
Cytowany „bodziec deprywacyjny” może wyglądać dużo subtelniej. To są zaniedbania, niezauważanie dziecka jako odrębnego człowieka z jego prawami i potrzebami. Tak silna koncentracja matki na swych problemach, że dziecko staje się bądź to niewidzialne, bądź robi wszystko, by nie stwarzać sobą problemów. Głaska, przytula i pociesza  matkę. Wspiera, wyręcza, załatwia za nią problemy. Czuje się ważne i potrzebne, ale tylko wtedy, gdy pełni tę rolę. Uważa się za tak mało warte, że nie należy mu się miłość rodzica tak po prostu, za nic, na wszystko musi sobie zasługiwać. Dziewczyna, która płacze, bo nie może spędzić czasu z matką rozpacza nad niemożnością zapracowywania na miłość i boi się, że ją straci. Czasem mam wrażenie, że te młode kobiety proszą swe matki, by one od nich brały.
Reakcja piętna. Najmocniej dziobane kaczuszki nie odchodzą od swych mechanicznych matek.
Czasem nic nie trzyma ludzi mocniej niż to, czego wzajemnie od siebie nie dostali.

 

One thought on “REAKCJA PIĘTNA

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s