NAJWAŻNIEJSZA NA ŚWIECIE

Rozmawiam z kobietami, które albo budują, albo naprawiają swój związek, o wielorakich oczekiwaniach wobec partnera.
Z jedną z nich zastanawiałyśmy się, czego ona potrzebuje od męża, by w obliczu wahania – być w tym małżeństwie czy odejść, podjęła decyzję o pozostaniu.

Młodzi ludzie. Byli przed ślubem dość długo w związku, kończyli studia, podejmowali swe pierwsze prace. Mają doskonałe wykształcenie, zatem zbudowanie sobie satysfakcjonującej drogi zawodowej i relatywny sukces finansowy nie były wielkim problemem. Dobre warunki bytowe, wspólnie zakupione miejsce do życia skłoniły ich do zrobienia kolejnego kroku – zawarcia małżeństwa. Małe, ciche przyjęcie, rejestracja w urzędzie. Niby oboje tego chcieli właśnie w taki sposób, ale jednak dziewczyna ma poczucie braku. Nie wydarzył się w jej życiu cały rytuał przejścia, nie zaistniały wszystkie zwyczaje i symbole. Mieszkali ze sobą już wcześniej, zatem nie odczuli wielkiej zmiany.
U większości ludzi ślub niezależnie od okoliczności stanowi mimo wszystko ważny symbol. U nich był on jakby niepełny.
Żyją nadal jak dwie odrębne jednostki. Owszem, mają wiele wolności wyboru, każde decyduje o swych sprawach, realizuje swe pasje i marzenia, część z nich realizują wspólnie. Ale nie jest to duża część.
Pozornie związek kwitnie, niewiele jest kłótni i nieporozumień, ale stanął w miejscu. Dla niego priorytetem jest sport, wyjazdy, pozycja towarzyska, gadżety. Dziecko? Owszem, kiedyś. Ale to kiedyś jest na tyle dużą niewiadomą, że żonę wprawia w niepokoje. Wiek biologiczny dla kobiety jest nieubłagany. On niby to rozumie, ale tego tak naprawdę nie słyszy.
Jest atrakcyjny, uwielbia żyć pełnią życia, ma mnóstwo znajomych, także i kobiet wokół siebie. Zazdrość i nieufność, podejrzenia, pojawiły się nieuchronnie. Związek zaczął drżeć w posadach.
Mąż chce dla swej żony dobrze, nie chce się rozstać, choć kiedyś padły takie słowa. Na swój sposób dba o nią, zaspokaja niektóre oczekiwania. Jest dla niego ważna. Podjęli pracę nad związkiem. Ona na swej terapii pracuje nad sobą. Głęboko, czasem boleśnie konfrontuje się z tym, co doskwiera najbardziej.
Doszła do problemu kluczowego. Nie czuje się wystarczająco ważna dla męża.
Zastanawiałyśmy się – czego potrzebuje? Miała sporo zastrzeżeń co do jego zachowania, wywiązywania się wobec niej z obietnic i obowiązków. Ona powoli nabierała odwagi, by mu o tym zacząć mówić, aczkolwiek do dziś jeszcze zachowuje się w tym małżeństwie tak, jakby stąpała po potłuczonym szkle – delikatnie i uważnie stawia kroki, woli ukazać mniej emocji i oczekiwań, niż ma. On jest inteligentny, część zrozumiał, sporo zmienili. Ale to odczucie jej zostało.
Padło ostatnio pytanie – może ja za dużo oczekuję? Może chcę czegoś, do czego nie mam prawa?
Chcę się czuć ważniejsza, niż teraz, ale nie muszę być najważniejsza na świecie.
A co czy kto może być ważniejsze, na co by się zgodziła? Praca? Rodzice, koledzy? Milczenie. Ciężko znaleźć taką odpowiedź. Czemu boi się wypowiedzieć te słowa – chciałabym być dla niego najważniejsza na świecie?
Zapytana o to nie kryła zaskoczenia. Czy ma do tego prawo?
Inna kobieta, po rozwodzie, weszła w nowy związek. Wygłodniała uczuć po złym małżeństwie i wielkich zaniedbaniach z rodzinnego domu wobec swego partnera ma oczekiwania wręcz nieograniczone. Znają się jakiś czas, ona ma troszkę bardziej formalnie uporządkowaną przeszłość, on mniej, są razem od kilku miesięcy. Mają niewiele czasu dla siebie. Związek jest – z zewnątrz patrząc, i zapewne dla niego – w tej miłej początkowej fazie romansu, radości z każdej spędzanej razem chwili. Mężczyzna chciałby w tym stanie pozostać jak najdłużej. Ona – nie.
Jest drugim dzieckiem, tym niegrzecznym, niepokornym, walczącym, w porównaniu z pierwszym niewiele dostawała.  Za mało troski, uwagi, za dużo strachu i chowania się w szafie. Nie umiała być wytresowaną w poskramianiu gniewu córeczką. Przerażona nienawidziła swego ojca. Potem wyszła za mąż za kogoś, kto najpierw okazywał jej totalne uwielbienie i traktował jak boginię wybaczając wiele ran, a potem karał wielomiesięcznym milczeniem i bił. Powtórzyła schemat. Jako dorosła osoba dojrzała do świadomości swych oczekiwań wobec  ojca – bezwarunkowej miłości. Nigdy jej nie dostała. Otrzymała od losu nadzieję, iż pierwsza wielka miłość da jej to, czego nigdy nie dostała od ojca. Zawiodła się. Teraz, w nowym związku nie umie poskromić swych pragnień, a tak naprawdę głodu. Chciałaby wszystko przyspieszyć, mieć nazwane, zdeklarowane, zaplanowane, zaklepane. Idealnie dla niej byłoby, gdyby te etapy związku szybko następowały, aby już zapadły plany małżeństwa i by razem zamieszkali. Oczywiście – nigdy mu tego nie powie.
Intelektualnie wie, że jej oczekiwania są o wiele za duże, ale gdyby miała decydować emocjonalnie to wkleiłaby się w partnera i tak pozostała na zawsze. Wzbrania się przed pokazaniem mu choćby okrucha tego oczekiwania, bo się wstydzi i boi odrzucenia, ale za każdym razem, gdy głód wzrasta, wpada w stan bliski histerii i zamknięta w weekend w czterech ścianach przepłakuje ten czas jak małe dziecko. Identycznie, jak w dzieciństwie. Czego by chciała? Powiedziała – tego, czego nie dostałam od ojca, być najważniejsza na świecie.
W tych dwóch historiach, które opisałam, jest mnóstwo wątków wartych poruszenia, ale ja dziś skupię się na jednym.
Pierwsza dziewczyna nigdy dla nikogo nie czuła się najważniejsza i sama myśl, by mogła tego oczekiwać, a choćby tylko w głębi duszy zapragnąć, wydała jej się zbyt dużą śmiałością, wręcz uzurpacją. Nie czuła, by miała w ogóle do tego prawo. Nie postała jej nawet w głowie taka myśl.
Natomiast zapytana, kto dla niej jest najważniejszy, powiedziała – mąż.
Druga kobieta potrafi to zwerbalizować i oczekiwać po dziecięcemu – niech mnie weźmie do siebie, uratuje, przytuli, zaopiekuje, wypełni świat, zastąpi w pewnym sensie ojca, da poczucie totalnej pewności, stabilizacji, niech mnie po prostu chce najbardziej ze wszystkich.
Tej pierwszej zadałam pytanie – czemu nie oczekuje od męża bycia dla niego najważniejszą na świecie?
Drugą spytałam – czemu oczekiwała od ojca bycia dla niego najważniejszą?
W obydwu przypadkach spotkała mnie wielka konsternacja. W pierwszym – to ja mogę, mam prawo? W drugim – to ja nie mogę, nie mam prawa?
Psychologia i intuicyjna mądrość dają proste odpowiedzi na pytanie, jak to jest z tą ważnością.
Dziecko się rodzi i do osiągnięcia dorosłości rodzice są (a przynajmniej powinni być) filarem bezpieczeństwa, to oni są dla niego najważniejsi.
W toku dorastania to się zmienia. Młody człowiek wychodzi z domu i buduje swe własne życie osobiste. Rodzice nadal są bardzo ważni, ale teraz to partner jest najważniejszy. To z mężem, żoną planuje się życie i podejmuje decyzje, niejednokrotnie wbrew woli rodziców. Co się dzieje, gdy u dorosłego człowieka nadal rodzic jest najistotniejszy, jest osią życia, widać w historiach opisanych w „Reakcji piętna”.
Potem najczęściej pojawiają się dzieci, oczywiście dla rodziców są najważniejsze – jako wspólne dzieci, efekt miłości. To jest zupełnie inny rodzaj ważności, związany z odpowiedzialnością. Ale powinnością dobrego rodzica jest w momencie, kiedy potomek jest na to gotów, wypuścić go spod skrzydeł i pozwolić, by ktoś inny był dla niego najistotniejszy. Rodzice wówczas zostają sami i to oni, nadal, powinni być dla siebie najważniejsi na świecie. Identycznie jest wówczas, gdy rodzice po ewentualnych rozwodach mają nowych partnerów, to im się nadaje ważność.  I tak te cykle z pokolenia na pokolenie toczą się i domykają.
Ważność rodziców bądź partnerów dla siebie wzajemnie jest nadrzędna wobec dzieci. Jeśli rodzic zaburzy ten porządek i nada dziecku większą ważność, niż partnerowi, związek chwieje się w posadach. Paradoks polega na tym, że dzieci niczego na tym nie zyskują, wręcz odwrotnie – tracą stabilną rodzinę. Zawsze wtedy czują, że dostały za dużo, coś, co im się nie należy.
Dlatego zadałam pytanie drugiej kobiecie, czemu oczekiwała, by być dla taty najważniejsza, przecież to by było zajęcie miejsca matki. W momencie, kiedy ona to sobie uświadomiła, mogła zacząć wykonywać emocjonalną pracę nad tym, by urealnić swe oczekiwania wobec ojca. To zawsze daje poczucie ulgi. Dzięki temu mogą też zmienić się oczekiwania wobec partnera – nie musi już ojca zastępować ani uzupełniać niedoborów z tamtej relacji.
Pierwsza kobieta czuje się przez męża pomijana. Kochana, ważna, szanowana – ale wszystko w niepełnym wymiarze. Jest w ciągłych obawach, że być może za dużo chce, za wiele oczekuje, że go sobą zmęczy.
Czasem bywa tak, że gdy chcemy mniej, niż ma to prawo wynikać z relacji, właśnie wtedy partner nieco nas lekceważy. Na pewno każdy ma w pamięci kogoś, kto wciąż coś robi dla innych niewiele chcąc dla siebie. Owszem, wygodnie współistnieć z taką osobą, o ile nie wzbudza w nas poczucia winy. Ale czy się ją naprawdę szanuje?
Pamiętam ulgę i zadumę tej drugiej kobiety po zakończeniu tej trudnej rozmowy, w której zrobiła wstęp do urealnienia oczekiwań wobec ojca i partnera.
Natomiast najprzyjemniej wspominam to światełko, które zapaliło się w oczach pierwszej dziewczyny, kiedy wyobraziła sobie i nazwała to na głos – tak może być, mogę się czuć dla niego najważniejsza na świecie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s