BULIMIA, MOJE TAJEMNE JA

Bulimia. Choroba dla wielu kojarząca się z tym, że ktoś z łakomstwa się objada, a potem, nie chcąc przytyć, prowokuje wymioty. Dla tych, którzy jej nie rozumieją – choroba słabej woli i braku konsekwencji, chimera, uleganie modzie, szukanie rozwiązań na skróty. Mieć ciastko i zjeść ciastko. Objadać się i być szczupłym.

Jednakże bulimiczka najczęściej nie objada się przepysznymi rzeczami, tylko zapychaczami – ciężko tak napchać się np. krewetkami, jak makaronem, ryżem, cukrem, pizzą, najtańszymi pierogami. Jak pisałam w artykule „Hydra bulimia”, najczęściej dziewczyny mają różne jadłospisy na normalne jedzenie i najadanie się. Zatem ciężko mówić o rozpieszczaniu samej siebie.

Jest to na jakimś poziomie choroba niezaspokojonych potrzeb i emocji. Jedzenie jest najprostszym uspokajaczem, to mechanizm fizjologiczny związany z dostarczaniem węglowodanów, wydzielaniem się insuliny, serotoniny, itd. Dlatego dziewczęta głównie objadają się w stresie, a jeszcze częściej z poczucia pustki. Fizyczny zapychacz nicości w sobie.

Na kolejnym poziomie jest to nałóg. Wiele osób wychodzi na papierosa twierdząc, że ten uspokaja. Owszem, czad lekko wycisza, ale na kilka minut, potem inne substancje toksyczne powodują większe rozdrażnienie. Koi sam rytuał. Podobne wymioty bulimiczne. Dają odczucie ulgi na chwilę, pomagają w odreagowaniu emocji, ale ten stan trwa bardzo krótko, potem pojawiają się inne emocje, poczucie porażki, słabości, krytyka samej siebie, poczucie małej wartości. Autodestrukcja psychiczna.

To garsteczka najbardziej oczywistych i podstawowych informacji. Sens bulimii jest dość prosty do zidentyfikowania, jeśli się wie, gdzie szukać.

Terapia już nie jest tak łatwa. Każda z kobiet toczy swą własną walkę na wielu poziomach choroby. Zaczynając od nawyków żywieniowych – niby wiadomo, jak to zrobić, można dostarczyć wiedzy i wskazówek, ale rozchwianie organizmu jest tak wielkie, że ich zastosowanie czasem zajmuje miesiące. Szczególnie, że towarzyszy temu wieczny lęk przed nabraniem choć kilku dekagramów ciała. Czasem bulimiczce towarzyszą objawy depresyjne, bywa, iż należy na tym etapie wdrożyć leki antydepresyjne i suplementy diety, by pozornie przekarmione, a tak naprawdę przez wymioty niedożywione ciało złapało jakąś równowagę.

Potem jest walka z absolutnie nieadekwatnym spostrzeganiem swego ciała. Osoby z zaburzeniami jedzenia głęboko wierzą, że ocena ich osoby przez innych opiera się praktycznie wyłącznie na ocenie wyglądu i czarno – białym zaklasyfikowaniu – atrakcyjna lub nie. Ich zdaniem nic więcej się nie liczy. Nie pojmują, iż ciało, nawet perfekcyjnie szczupłe, gdy na twarzy maluje się popłoch, udręczenie, wstyd za siebie i lęk, jak zostanie się ocenioną, bardzo szybko przestaje być w oczach innych atrakcyjne.

Gdy kobieta zyska jakikolwiek dystans do tych zagadnień, czeka ją intensywna praca nad relacjami ze wszystkimi najbliższymi osobami, gdzie najczęściej odkrywa się emocjonalne i/lub fizyczne porzucenie, odczucie olbrzymiej pustki w sobie, która, aczkolwiek jest prawdziwym i głębokim uczuciem, skrywa nieprawdopodobnie wielki głód emocjonalny. Analiza, powtórne przeżycie zranień z dzieciństwa, dorosłości, zyskanie umiejętności zapełnienia tej pustki, zaspokojenia tego głodu w inny sposób, niż jedzenie, to olbrzymi etap pracy nad sobą. W tym wszystkim trzeba emocjonalnie wydorośleć, przestać tak bardzo zależeć od innych, nauczyć się stawiać granice, samemu o siebie dbać.

Dziś chciałam napisać o jeszcze innej warstwie leczenia bulimii, jaką jest zdefiniowanie na nowo swej osobowości bez choroby. Zainspirowało mnie do tego kilka ostatnich rozmów z jedną z kobiet, która przechorowała na nią ponad połowę swego dotychczasowego życia.

Przeszła w terapii przez opisane wyżej etapy. Zawsze jest jeszcze coś do zrobienia, ale zręby, ramy, struktura niczym fundamenty, są już solidnie położone.

Dziewczyna jest w terapii od roku, ma olbrzymią motywację. Wdrażała natychmiast wszystkie moje wskazówki dotyczące leczenia, diety, suplementów, jedzenia. Wbrew obawom nie przytyła. Bardzo szybko ograniczała wymioty. Sił dodawał jej też zbliżający się ślub. Odważyła się być uczciwa wobec narzeczonego, wyjawiła mu wreszcie tajemnicę swej choroby. Zaczęła nowy etap funkcjonowania również pod względem zawodowym. Patrząc z zewnątrz wiedzie życie, jakiego inni mogliby jej pozazdrościć. Ale…..mimo, iż już dobrze rozumie przyczyny i mechanizm choroby, nie przejada się już, raz na jakiś czas wymiotuje. Rzadko, może raz na miesiąc, może jeszcze mniej. Ale nie umie się z tym do końca rozstać. Intensywnie zastanawiamy się, dlaczego. Jest w wieku 31 lat, ponad 16 lat była chora. Dorastała ze swą bulimią niczym z najlepszą przyjaciółką – wybawicielką. Czasem tylko na nią mogła liczyć. Nie zna życia bez niej, boi się go. Chwilami, gdy jej słuchałam, miałam wrażenie, jakby mówiła mi o innej osobie.

Niegdyś dość samotna w życiu, wycofana, bez wsparcia i zrozumienia, czuła się gorsza, opuszczona, wyrzucona czasem poza krąg ludzi. W wieku nastoletnim walcząca, zbuntowana, ale nadal samotna, z niewielką ilością przyjaciół i po złych związkach. Bez wsparcia rodziców liczyć mogła tylko na siebie.

I na swoją bulimię, która, trzymana w tajemnicy, towarzyszyła jej zawsze, przynosiła ulgę i ukojenie. W najgorszych momentach wymiotowała po kilka razy dziennie.

Jako, że wręcz widzi chorobę jako odrębną osobę, poprosiłam o jej opisanie.

W mgnieniu oka pojawiła się postać. Wysoka, szczupła, bardzo zadbana, długowłosa brunetka. Nieprawdopodobnie silna, bezkompromisowa i stanowcza. Zawsze wie lepiej i decyzje podejmuje w sekundę przekonana o swych racjach, choć nie zawsze efekt jest dobry. Wdraża je oczywiście wobec osoby mojej pacjentki. Mimo, iż czasem są one złe, dziewczyna i tak woli, gdy podejmuje je ta postać, gdyż nawet najgorsze są lepsze, niż jej własne. Brunetka, mimo, iż omylna, nigdy nie chce źle dla swej kreatorki. Po co jest jej potrzebna ta słaba, chora dziewczyna? Aby miała kim rządzić. Obie żyją w symbiozie, ale na zasadzie szef – podwładny. Dziewczyna jest tej postaci absolutnie podporządkowana.

Kojarzy jej się w wiedźmą, mimo iż jest piękna. Postać oryginalna, do dżinsów nosi wielki romantyczny kapelusz podkreślający całą jej tajemniczość.

Źródłosłów słowa „wiedźma” to wiedz – ma, czyli ta, która posiada wiedzę. Widzi więcej, niż inni, dostrzega istotę rzeczy, zjawisk, potrafi widzieć motywy i tajemnice. Posiadająca głęboką wiedzę życiową. Widziałam, jak na twarzy dziewczyny pojawia się uśmiech zrozumienia. Popłynęłyśmy ze skojarzeniami w książkę „Tańcząca z wilkami” o kobietach niepokornych, dotykających całej głębi swej istoty człowieczeństwa i płci.

Jak ma na imię ta tajemnicza postać wykreowana przez dziewczynę? Almira. Nigdy nie słyszała tego imienia, przynajmniej tego nie pamięta. Nie jest miłośniczką opery, by znać utwór pod tym tytułem. To imię kojarzy jej się z siłą. Myślę, że ma znacznie więcej znaczeń, ale niech to na razie pozostanie tajemnicą, z odkrywania której dziewczyna sama będzie miała przyjemność.

Piękna Almira rządząca w sposób czasem okrutny, nie uznający sprzeciwu, bezdyskusyjny życiem tej młodej kobiety. Ona ją podziwia i jednocześnie się jej boi. Sama siebie widzi jako kogoś kompletnie odmiennego, ale zapytana o podobieństwa między nimi mówi, że również jest ambitna, często się złości, chciałaby awansować, mieć większy zakres decydowania i władzy. Ale się obawia. Jednakże w błysku zrozumienia pojęła, o co w tym wszystkim chodzi.

Kim jest Almira? To postać wykreowana w ułamku sekundy z jej wyobraźni. Tak gotowa do ujawnienia, konkretna, dookreślona we wszystkich aspektach wyglądu, charakteru i zachowania, że musiała w niej tkwić nieświadomie od dawna.

W którymś momencie swego życia dziewczyna wyabstrahowała, odizolowała od samej siebie niektóre cechy swego charakteru, marzenia, pragnienia i potrzeby. Musiała bardzo bać się własnej siły, zdecydowania i przedsiębiorczości, że nieświadomie rozszczepiła ją od siebie projektując na chorobę.

Zaskoczenie tej młodej kobiety tym, co nosi w sobie, o czym nieświadomie wie, było ogromne, dodało jej też bardzo dużo energii. Pierwsza dopuszczona myśl, iż jest to część niej, z jednej strony lekko ją przerażała, zdumiewała, ale i ucieszyła, dodała mocy.

Taki proces odszczepienia części siebie od JA nie jest charakterystyczny wyłącznie dla bulimii, też w takim wymiarze, w jakim go tu opisuję nie jest objawem choroby psychicznej. Jest mechanizmem obronnym, dość złożonym i zaawansowanym, trudnym do odkrycia. Jego przyczyny leżą za każdym razem w osobistych doświadczeniach, a opcji jest tyle, że nie ma tu miejsca na ich opisanie.

Każdy nosi w sobie swoją ciemną stronę, Jung pisał, że jest to nasz Cień, wyparte, nieakceptowane, nie mogące się ujawnić cechy naszej osoby. Przerażające i fascynujące.

Warto zbadać swe lęki, które projektujemy na rzeczywistość, by odnaleźć zagubiony, odsunięty kawałek siebie. Oświetlone, uświadomione aspekty naszego JA przestają nas wówczas tak przerażać i już nie musimy dokonywać rozszczepienia.

Co ma do zrobienia opisywana przeze mnie kobieta? Wszyscy już zapewne wiedzą z kontekstu. Zintegrować siebie, swą osobowość, ponownie odpowiedzieć sobie na pytanie – kim jestem.

Pogodzić w sobie siłę i słabość, zdeterminowanie z wycofaniem, zdecydowanie z wahaniem, bezkompromisowość z liczeniem się ze zdaniem innych, egoizm z dbaniem o bliskich. Żadna z cech się ze sobą nie kłóci, miewamy we własnym potencjale to wszystko, tylko ujawniamy określone cechy w zależności od sytuacji.

Moja bohaterka jeszcze tego nie umie, jeszcze boi się siebie i dlatego nie potrafi opuścić do końca swej choroby. Ale już wie, że na drugie imię ma Almira. Jeszcze tylko musi się tego nauczyć.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s