ZATAŃCZ ZE MNĄ

Taniec. Czasem samemu, czasem w parze. W samotności i w tłumie.

Dla siebie, dla innych – by się popisać, zebrać brawa, wygrać rywalizację.

Taniec bardziej przypominający sporty walki i ekspresję fizycznych umiejętności, taniec romantyczny i czuły. Taniec samotny w bezsenną noc, by ukoić ból, taniec ekstatyczny, rytualny, oddający cześć.

Tak można opowiadać o nim jeszcze bardzo długo.

Jest odzwierciedleniem tego, jak żyjemy ze sobą i innymi, doskonałą metaforą związku.

Także wtedy, gdy bujamy się na parkiecie sami, dyskretnie rzucając spojrzenia szukające partnera.

Taniec we dwoje to wielka sztuka. Staramy się stawiać kroki w tym samym rytmie, choć bywa to bardzo trudne. Czasami jeden z partnerów depcze drugiego boleśnie po stopach sprawiając ból. Czasem przeprosi i się bardziej stara, czasem skrytykuje mówiąc o tym drugim – niezdara. To twoja wina.

Czasem figury taneczne wyglądają jak walka. Kobieta nie daje się w tańcu prowadzić, mężczyzna kieruje zbyt mocno. Od jego zbytnich szarpnięć kobietę bolą ramiona. Nie jest czujny na jej długość kroku, możliwość wykonania pewnych figur, oczekuje, że ona się dopasuje do jego długich nóg i rąk. Ona czuje się przeciążona.

Czasem to ona nadaje rytm, tempo i kierunek ruchu. On czuje się wtedy mało męski. A ona chce być jednocześnie wdzięcznie kobieca, ale nie wie, jak pogodzić to z męską rolą.

Czasem taniec we dwoje to dawanie sobie wzajemnie podparcia.

Małżeństwo. Najtrudniejsza w świecie konstrukcja do zbudowania, przy której prace inżynierskie są dziecięcą zabawką. Każdy uczy się od dzieciństwa własnych kroków i dobiera partnera tak, aby mógł razem z nim w swoim własnym rytmie zatańczyć. Nigdy nie jest to perfekcyjne zgranie, wspólne poruszanie się po życiu wymaga wielu modyfikacji i wywołuje tarcia. Czasem w atmosferze śmiechu, życzliwości i szacunku, a czasem jest to słabsze lub mocniejsze deptanie sobie po stopach i walka. Zawsze udział w tym biorą obie strony, niezależnie, czy jedna jest mniej, czy bardziej aktywna.

Jedni są doskonali w fazie zerkania, szukania dobrego partnera do tańca, rzucania wyrazistych spojrzeń i prowokowania do zaproszenia, a gdy kroki sprawiają trudność, wycofują się. Nie wychodzą poza tę fazę obietnicy, marzeń.

Inni wolą tańczyć sami. Jeszcze inni decydują się na przetańczenie z partnerem całej nocy. Boli, gdy jeden z parterów już po północy mówi – zmieniam cię na kogoś innego, a ten opuszczony zostaje sam na środku parkietu długi czas nie wiedząc, jak się ruszyć z miejsca, nie wspominając o tańcu.

W każdym małżeństwie są konflikty, różnica polega na tym, czy partnerzy konstruktywnie potrafią sobie z nimi radzić, czy kręcą się one wciąż wokół tych samych tematów niczym powtarzająca się na funkcji replay melodia nawarstwiając się i eskalując, powodując powiększający się osad oddalający ich od siebie. Nie ma przypadków w doborze partnera. Zawsze jest to mniej czy bardziej świadoma decyzja. Często w małżeństwach, gdzie występuje dużo konfliktów, prawdziwe motywy wejścia w związek właśnie z tym konkretnym człowiekiem są nieuświadomione.

Współdziałanie partnerów na gruncie wspólnej nieświadomości nazywa się koluzją (zaproponował ten termin Willi, autor znakomitej książki „Związek dwojga”, na której częściowo się tu opieram w definicjach).

Związek partnerski jest niepowtarzalną całością i w myśleniu o nim bądź w terapii, jeśli pojawia się jakiś problem, tak warto go traktować, a konflikty rozważać jako objaw związku, nie jednostki.

Każdy człowiek jest zdeterminowany swą historią genetyczną, rodzinną i osobistą. Gdy spotka się dwoje ludzi, wnoszą oni do związku bezwiednie całe te dziedzictwa. Często świadomie wybiera się partnera absolutnie innego od rodzica przeciwnej płci, nieświadomie jednakże jest on do matki czy ojca niezwykle podobny. Jako, że para nigdy nie powstaje przypadkiem, ma do spełnienia pewną funkcję – relacja albo wycisza, albo wzmacnia zarówno korzystne, jak i destrukcyjne zachowania obydwu osób. Zazwyczaj w konfliktach małżeńskich odnajdujemy u partnerów to samo zaburzenie, jednakże wyrażające się poprzez pełnienie skrajnych ról.

Przykładem niech będzie agresja w związku – jedno krzyczy bądź bije, drugie wciąż w podobny sposób jest bezradne. Oboje małżonkowie tkwią w tym samym problemie, tylko na odwrotnych jego biegunach. Partnerzy zaburzeni na tym samym wymiarze nieświadomie wzmacniają swe patologiczne zachowania, i to właśnie nazywamy koluzją. Oczywiście nie każda para w tym tkwi, mówimy o niej wówczas, gdy postawy te są usztywnione i mimo refleksji, że to, co się dzieje, jest dla nich niekorzystne, oboje nie potrafią z tego zrezygnować, wycofać się.

Istnieją cztery jej podstawowe rodzaje. Jako, że to pojęcie wywodzi się z teorii psychoanalitycznych, ich nazwy są analogiczne do tych, które diagnozuje się podczas psychoterapii indywidualnej.

Pierwsza z nich to koluzja narcystyczna rozgrywająca się pomiędzy zlewaniem się, a wzajemnym dystansem. Na ile powinniśmy się ze sobą identyfikować, a na ile mamy prawo do odmienności. Jak bardzo w związku zobligowani jesteśmy do realizacji wspólnych celów, a na ile mamy prawo do zajmowania się potrzebami osobistymi.

Druga to koluzja oralna, obraca się wokół wzajemnego brania i dawania. W zdrowym związku istnieje w tej zasadzie równowaga, ale czasem obserwuje się pary, gdzie osoby polaryzują się w tej kwestii – jedna nastawiona jest na branie, druga dawanie, przy czym zupełnie inaczej widzą to, co się między nimi dzieje. Są to często małżeństwa, gdzie jedno wciąż popada w problemy, a drugie go z nich ratuje, wybawia, wspiera. Współpracują na continuum zależności – ten, który wciąż daje jest tak samo zależny, jak ten, który wciąż bierze.

Trzecia ma kontrowersyjną nazwę – analno–sadystyczna – ale po wyjaśnieniu terminu poczucie grozy osłabnie. W tej koluzji rzecz rozciąga się pomiędzy władzą, a podporządkowaniem. Narzędziem toczenia rozgrywki jest kontrola versus zupełna jej utrata, zarówno nad zachowaniami partnera, jak i czasem nawet nad myślami i uczuciami.

Ostatnia rozgrywa się na płaszczyźnie falliczno – edypalnej, czyli na continuum potwierdzania – zaprzeczania pełnienia ról damskich i męskich. Istnieje w niej dylemat, jak dalece w związku kobieta musi zrezygnować ze swych męskich cech (zaradność, siła, przedsiębiorczość, wiedza, itd.), by wspierać poczucie męskości u partnera. Oczywiście także odwrotnie – na ile mężczyzna zmuszony jest do rezygnacji z ciepła, wrażliwości i emocjonalności, by wesprzeć kobiecość partnerki.

Zdaję sobie sprawę, iż te wyjaśnienia mogą brzmieć niezrozumiale i abstrakcyjnie, mają dziwaczne nazwy wzbudzające obawy, a najgorsze, że temat męskości – kobiecości, brania i dawania, władzy i podporządkowania, autonomii i zlania się każdy widzi w swym związku.

Nie każda para funkcjonuje w koluzji. Mówić o niej możemy wówczas, gdy wyżej opisane postawy się spolaryzowały, gdy partnerzy potrafią funkcjonować wyłącznie na jednym biegunie problemu tak, jakby trzymała ich tam zaczarowana siła niemocy.

Pamiętać też warto, że w każdym związku rozgrywają się wszystkie opisane problemy i koluzja może być więcej, niż jednowymiarowa, aczkolwiek zawsze jedna jest dominująca.

Każdy z nas przechodząc przez naturalne etapy rozwojowe musiał nieświadomie odpowiedzieć sobie na szereg pytań. Opiszę je tu metaforycznie – jak wyobrażał sobie sens i istotę miłości. Zabrzmiało poetycko? Tak, przyznaję. Ale spójrzmy, jak na tle powyższych rozważań wyglądają te pytania: czy miłość to bycie jednością? Czy wzajemna troska? Czy jest ona całkowitym należeniem do siebie? Czy służyć ma potwierdzeniu męskości/kobiecości?

To już nie jest poetyckie, raczej brzmi jak wyzwanie. Mało tego, staje przed nim absolutnie bezbronne i nieświadome go dziecko. Buduje sobie praktycznie od początku te odpowiedzi na bazie wszystkiego, co obserwuje w swym życiu, czyli głównie w rodzinie. Nierzadko przeżywa złość, wstyd uczestnicząc w zagrażających mu sytuacjach, ucieka marzeniami do rodziny, którą sam kiedyś zbuduje – zupełnie inną, bez powielania błędów rodzicielskich. Związek kojarzy się z wyzwoleniem ze starych wzorców. Jakiż ból pojawia się wówczas, gdy nie wiedzieć kiedy małżeństwo staje się kopią rodzicielskiej pary. Małżonkowie przeżywają bardzo często regresję do własnych dziecięcych zachowań i niezaspokojonych potrzeb. Człowiek zadaje sobie pytanie – kto i kiedy włączył nam tę samą muzykę, że mimochodem odtwarzamy stare, idealnie znane nam kroki do najlepiej rozpoznawalnych rytmów? Dlaczego, podczas gdy w dzieciństwie patrząc na depczących sobie po stopach rodziców przyrzekaliśmy sobie płynne ruchy, nagle szarpiemy się z partnerem na parkiecie?

Dlaczego, mimo iż oboje tego nie chcemy, nie umiemy przestać, zachowujemy się jak sterowani niewidzialnymi nitkami?

Wkroczyłam dziś na niezwykle trudny, budzący w zasadzie w każdym słowie wątpliwości, temat.

W kolejnych wpisach postaram się przybliżyć, o co dokładnie chodzi w opisanych koluzjach ilustrując to oczywiście przykładami z życia.

One thought on “ZATAŃCZ ZE MNĄ

  1. Niezwykle trafne porównanie wspólnego życia dwojga ludzi do tańca. Nieudane próby taneczne kończą się siedzeniem przy stoliku w czasie gdy inni wirują na parkiecie, czyż nie? Tak jest bezpieczniej, nikt nas przynajmniej “nie podepcze i nie szarpie”.
    Gratuluję nowej szaty graficznej bloga. Fajna zmiana. Pozdrawiam

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s