TANIEC BRANIA I DAWANIA

Jest to trzecia część cyklu o problemach w związkach. Pierwsza zarysowała kontekst, w drugiej omówiłam sytuację w koluzji narcystycznej. Dziś opowiem o związkach opartych o tzw. problem oralny. Terminologia psychodynamiczna może wydawać się niezrozumiała, a nawet wzbudzać obawy, ale nie warto sugerować się samymi nazwami. Problem oralny rozgrywa się na płaszczyźnie brania i dawania, wzajemnej troski i opieki. W tym tekście omówię to w odniesieniu do związków.

Największym skrótem traktując oralną fazę rozwojową powiedzieć można, iż dziecko od pierwszego roku życia zdobywa umiejętności nawiązywania więzi, informowania otoczenia o swych potrzebach, sposobów uspokajania się, odraczania zaspokajania potrzeb, rozpoznawania bliskich, przewidywania, czekania. Buduje też tzw. stałość obiektu, czyli zdobywa pewność, że jak matka zniknie, to za jakiś czas się pojawi. Nabiera umiejętności samouspokajania się. Zaczyna się również uczyć samodzielnego zaspokajania swych potrzeb, np. bliskości poprzez kontakt z tzw. obiektem zastępczym – misiem, poduszką, kocykiem. Są to fundamentalne dla rozwoju osobistego umiejętności, które, gdy są źle wykształcone, dają w dorosłości efekt w postaci ciągłego „głodu” emocjonalnego i poczucia konieczności kompulsywnego, natychmiastowego zaspokajania pewnych potrzeb emocjonalnych, a i nawet fizycznych.

W pierwszym roku życia dziecko zaczyna też oddzielać się od matki, co samo w sobie budzi przerażenie, a dobre przejście tego procesu możliwe jest wyłącznie wówczas, kiedy matka była i jest emocjonalnie obecna. Efekty, gdy jest inaczej, wyraziście przedstawiłam we wpisie „Reakcja piętna”.

W tym czasie tworzą się pierwsze mechanizmy obronne pozwalające unikać przykrych sytuacji i dążyć do przyjemnych. Dzieckiem rządzi zasada przyjemności. Oczywiście w toku rozwoju mały człowiek musi też nauczyć się konfrontować z trudnymi aspektami rzeczywistości. Trzeba posiąść trudną sztukę rezygnacji, brania pod uwagę innych, odraczania przyjemności.

Ani odrzucająca postawa matki, ani nadmierne zaspokajanie potrzeb dziecka, kiedy to nie może się ono nauczyć czekać i brać pod uwagę innych ludzi, nie jest dobra, pozostawia ślady, które potem ujawniają się we wszystkich ważnych relacjach, a już na pewno w związku.

Czym zatem charakteryzuje się charakter o rysie oralnym? Zacytuję za Willim, który ujął to krótko i treściwie. Po pierwsze zachłanne pragnienie pochłonięcia wszystkiego, co się da, bezwzględne zgłaszanie swych potrzeb, oraz żądanie ich natychmiastowego zaspokojenia. Do tego istnieje w takim człowieku niemożność nasycenia – niezależnie od tego, ile weźmie, dostanie od drugiego dobrego, jest mu mało. Zatem często zaspokaja swe potrzeby u wielu ludzi. Przy czym są to osoby, które na pierwszy rzut oka wcale na zachłanne nie wyglądają – są urocze, trochę nieszczęśliwe, dają sygnały o potrzebie zainteresowania, przytulenia, wdzięczą się, wzbudzają mnóstwo pozytywnych emocji. Miewają swe problemy, które „tylko” ten jeden (aktualny oczywiście) partner może uleczyć. Potrzebują ratownika. Dążą do głębokiej bliskości, jednocześnie wiążą się z osobami, z którymi podświadomie wcale nie chcą budować stałego związku. Uwielbiają żyć na skrajnych emocjach zakochania, tej jedności, która pojawia się w tym czasie, przy czym niekoniecznie same się zakochują, ale oczekują tego od aktualnego partnera. Rozkwitają wtedy jak zasuszony kwiat pustyni po kropli wody. Takie osoby mają w sobie jakiś magnes przyciągający ludzi potrafiących się kimś zaopiekować. Szybko przekraczają granice intymności, głębokości kontaktu, zwierzają się z najskrytszych tajemnic, bo to bardzo intensywnie buduje bliskość, zależność emocjonalną, więź. Funkcjonują w klimacie lekkiego pobudzenia, podniecenia, co bardzo przyciąga otoczenie. Jednak żadna z takich relacji na dłuższą metę, gdy kończy się okres zakochania, nie jest w stanie zapełnić ich wewnętrznej pustki. Znów są samotne, porzucone, nieszczęśliwe, niespełnione, źle trafiły i czują się doświadczone przez los. Księżniczki do uwalniania z wież samotności, mężczyźni jak z Casablanki. Nikt ich nie może uratować, i z tym niespełnieniem wędrują dalej przez swoje życie wysyłając sygnał S.O.S. do kolejnych osób, które wyłapując je fantazjują, że właśnie im się to uda.

Przy mocniejszym rysie tego typu bardzo często pojawiają się uzależnienia i kompulsywne zachowania, również zaburzenia jedzenia, szczególnie typu bulimicznego, lub żarłoczność. Jedzenie jest najprostszym uspokajaczem i zapełniając fizycznie ciało, daje chwilowe odczucie nasycenia emocjonalnego.

Widać z tego obrazka, jak sprzeczne oczekiwania osoba o tym typie charakteru stawiać może partnerowi – z jednej strony chce bezgranicznej miłości, bezwarunkowej akceptacji, z drugiej boi się uzależnienia od niego i odrzucenia, przez co sama jest odrzucająca po pierwszym trudniejszym momencie w relacji. Daje sygnały, które streścić można „potrzebuję cię – odejdź”.

Jak pisałam w poprzednim wpisie o charakterze narcystycznym, osoby takie mają albo rys tego typu jawny, albo komplementarny, wyparty, ale są to tylko dwa bieguny tego samego problemu.

Podobnie jest tutaj – na tym drugim, uzupełniającym charakter oralny biegunie mamy osobę do niej dopasowaną. Bywa to człowiek bardzo opiekuńczy, często pełni nawet taką rolę zawodową (pielęgniarka, opiekun społeczny, nauczyciel, lekarz) – ale niekoniecznie, bardziej chodzi o sposób funkcjonowania, który na pierwszym miejscu stawia kogoś innego. Taki ktoś najpierw zaspokoi potrzeby innych, pomoże bezinteresownie, wysłucha, zaciekawi się problemami nawet obcej osoby. Jest to rodzicielski styl funkcjonowania. W ten sposób tacy ludzie podnoszą swą samoocenę, czując się ważnymi i potrzebnymi. Nie potrafią wyrażać oczekiwań co do zaspokajania własnych potrzeb. Stoi za tym niskie poczucie własnej wartości. Osoba taka podświadomie uważa, że jeśli da z siebie bardzo dużo, w ten sposób otrzyma tyle samo i jej oralne potrzeby bliskości, troski, opieki zostaną zaspokojone. Najczęściej tak się nie dzieje, gdyż trafia na kogoś opisanego wyżej, zatem proces starania się o to, by coś dostać, trwa w nieskończoność. Jawnie i świadomie taki człowiek zaprzeczy, że cokolwiek robi po to, by coś uzyskać. Ciężko cokolwiek dać takiej osobie, bo nie formułuje potrzeb, nie przyjmuje pomocy, jedyne, co można, to być mu wdzięcznym. Powoduje to znaczne zaburzenie równowagi w braniu i dawaniu (szerzej to zjawisko ujęłam we wpisie „Ostatnia koszula”).

Pozornie są to osoby spełnione, jednakże tak skoncentrowane na dawaniu, że ciężko nie zauważyć, iż jest to również fiksacja oralna, tyle, że z odwróconym znakiem.

Opisałam dwa typy osób oscylujących na przeciwległych biegunach tego samego problemu. Tacy ludzie często łączą się w pary. Na pierwszy rzut oka powinni tworzyć związek idealny – potrzebą jednej jest dawać, drugiej brać, każda czerpie z tego osobiste korzyści emocjonalne.

Pierwszy partner wchodzi w związek z nadzieją na zapełnienie wewnętrznej pustki, zaspokojenie emocjonalnego głodu bliskości, a jego podstawowym lękiem jest to, że ta opieka może się skończyć.

Drugi partner chce pierwszego „wyleczyć”, ratować, „nakarmić”, i z przyjemnością patrzeć, jak on kwitnie w ich cieple, ale potem dostać tyle samo. Jego lęk dotyczy tego, że może przestać być potrzebny. Aby tego uniknąć, na wszelki wypadek nie chce niczego dla siebie, wypiera swe własne potrzeby dostawania, zapełniania jego wewnętrznej pustki.

Oboje partnerzy na początku takiego związku przeżywają ogromny wzrost poczucia własnej wartości – pierwszy, bo jest wart tego, by tak wiele dostać, drugi – bo potrafi tyle dać.

Widać jak na dłoni, że jest to odzwierciedlenie relacji rodzic – dziecko. Pierwszy jawnie szuka „matki” lepszej, niż własna, drugi ma postanowienie, że będzie rodzicem lepszym, niż byli jego rodzeni.

Gdzie tu pole do konfliktu?

Nic nie działa idealnie, a życie nie zatrzymuje się w miejscu, związki ewoluują. Po pierwszym zachłyśnięciu się taką bliskością i ważnością, stanem podobnym nirwanie, pierwszy partner znów jest „głodny” i żąda więcej. Poza tym, gdy emocje lekko opadną, ogarniają go wątpliwości, czy aby na pewno jest kochany tak, jak tego potrzebuje – totalnie, bezwarunkowo, w całości. Pragnie to potwierdzić i zaczyna często stosować to, co nazywam „testem na miłość” (więcej we wpisie o tym tytule). Partner funkcjonujący w roli dziecka zaczyna piętrzyć zadania, potrzeby, obserwując, czy są one spełniane, a jeśli nie, mówi – wiedziała/em, że mnie nie kochasz tak bardzo, jak mówiła/eś! W którymś momencie testu tego nie da się wypełnić i następuje eskalacja pretensji. Małżonek komplementarny w tej grze może wyłącznie zawieść, przy czym kojarzy się temu drugiemu ze złą, odrzucającą matką skupiając na sobie złość i żal. Partner w roli „matki” nie dość, że się stara, dodatkowo nie otrzymuje w zamian tego, czego potrzebuje, popada dokładnie w te same uczucia – żal, złość, bezradność. Poczucie własnej wartości obydwojga spada w zastraszającym tempie. Zaczyna się lawina wzajemnych oskarżeń o to, jak drugie się zmieniło, obwiniania za niewdzięczność, brak uwagi, ciepła, wrażliwości na drugą osobę. „Tyle ci dałam, a ty jesteś wciąż niewdzięczny, niczego nie umiesz docenić!”. „Całe życie się tobą opiekuję, wciąż jesteś chora, narzekasz, płaczesz, ileż się można tobą opiekować, udajesz!”. „Poświęciłam dla ciebie wszystko, a ty odrzucasz mnie niczym śmieć!”. „Jestem dla ciebie nieważny i nic nie warty, nigdy mnie nie doceniałaś!”

Idealny związek chwieje się w posadach. Partner zależny jest jeszcze bardziej głodny bliskości i troski, partner komplementarny odczuwa to samo pragnienie – wdzięczności. Zawiedli się wzajemnie oboje, żadne z nich nie zaspokoiło potrzeb drugiego. Nikt tu nie jest bardziej winny. Oboje łączy to samo uczucie – ciągła tęsknota. Stęsknienie tętniące, bliskie głodu, łez w oczach – za bliskością.

Podsumowując warto powiedzieć, że partnerzy w tej koluzji rozumieją miłość jako opiekę. Oboje nieświadomie zgadzają się z tym, że jedno z nich tę opiekę daje, drugie bierze, zaspokajając w ten sposób obopólny oralny głód.

Jak wiele jest par tak funkcjonujących, zapewne widzimy wokół siebie, to bardzo powszechny problem. Często powtarzam, iż gdyby wniknąć głęboko w to, o co ludzie w życiu się kłócą, widać wyraźnie, że są to dwa obszary – władza oraz branie i dawanie. O władzy będzie w następnym wpisie.

Dziś – jak widać, było o trudnej sztuce wzajemnego dawania i obopólnego brania. O ukrytych, nieświadomych, zatem i niewerbalizowanych oczekiwaniach.

Każdy chce i potrzebuje brać, tylko mniej czy bardziej się do tego przyznaje. Jeden popełnia błąd biorąc żarłocznie, garściami, drugi popełnia błąd w tym, iż deklarując (nieprawdę), iż nic nie potrzebuje, oczekuje, że dostanie mimo to, i wtedy będzie to dla niego więcej warte.

Dziś nie opisałam żadnego konkretnego przypadku, mimo, iż podczas pisania tego tekstu miałam przed oczami wręcz kalejdoskop przewijających się postaci. Trudny był to wybór, zatem zostawiłam czytelnikowi przyjemność badania, na ile widzą we własnym związku, w swoim zachowaniu takie cechy.

Tajemnica leży w tym, iż z pustego nie da się nalać. Jeśli ktoś w dzieciństwie nie dostał wystarczającej (niekoniecznie musiało być to 100%) porcji miłości, uwagi, troski zaspokajającej jego potrzeby, jest nieustannie głodny, tylko mniej czy bardziej to ukrywa. Powszechnym błędem (popełnianym nieświadomie) jest oczekiwanie, że związek zaspokoi te braki, że partnerzy wzajemnie nakarmią się tą potrawą, której brakło im w dzieciństwie. Nie do siebie wzajemnie powinni kierować te oczekiwania…..

Koluzja, gra partnerów na gruncie wspólnej nieświadomości, niczym taniec – jak jeden stawia nogę w przód, drugi musi w tył. Ale potem trzeba te kroki postawić jak w lustrzanym odbiciu, aby się wspólnie nie przewrócić lub nie wyprowadzić wzajemnie na manowce. Ze zdumieniem słucham czasem ludzkich historii na ten temat, i nie umiem się oprzeć wrażeniu, że sytuacje różnią się jedynie imionami bohaterów i dekoracjami zewnętrznymi, które są mało ważne. Zadziwiające, jak gra im do tańca dokładnie ta sama muzyka….

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s