NIEMOŻLIWE

Czasem słyszę opowieści, przy których mogę tylko ze smutkiem, zadumą i zrozumieniem kiwać głową.

Dwoje ludzi, którzy potrafią rozmawiać o wszystkim. Godzinami opowiadają sobie historie swojego dzieciństwa, wyczuwają wszelkie emocje, dzielą się najtrudniejszymi uczuciami. Dbają o siebie, robią sobie zakupy, przekomarzają się w sklepie jak dzieci, opowiadają dowcipy, bajki, dzielą się snami jak jedzeniem. Kreują nowe rzeczywistości, planują, snują wizje radosne, nostalgiczne, każde. Razem gotują i grają w gry komputerowe. Wyjeżdżają wspólnie, wędrują, włóczą się po zapomnianych uliczkach, odkrywają tajemnice. Przybiegają z aspiryną, gdy któreś jest chore. Nie są parą.

Przynajmniej nie w powszechnym tego słowa rozumieniu. W jakimś sensie są zakochani. Ale ona jest wiele lat starsza. To kobieta od dawna gotowa na związek, ale on jeszcze niedawno był chłopcem, męskość dojrzała to dla niego perspektywiczny, ale wciąż nieodkryty teren. Tego nie da się przyspieszyć.

Oboje dobrze wiedzą, że gdyby spróbowali razem budować związek pełnowymiarowy, ten, który mają teraz, rozpadłby się. Ona uruchomiłaby te tłumione oczekiwania do niego jako do partnera. On by ich nie umiał jeszcze spełnić, nie dorósł do tego. Ona by się czuła zawiedziona, on by czuł, że zawodzi. On jest zachwycony jej dojrzałością, ona jego chłopięcym urokiem. Mogą być ze sobą tylko w taki sposób.

Inny obrazek. Dwoje ludzi z różnych kultur. Ona Europejka, on muzułmanin. Oboje światli, wykształceni, spotkali się na jakimś sympozjum. Uczucie wybuchło jak wiosenna burza. On ma wrażenie, że dotknął cudu, jej uroda delikatnej blondynki, zupełnie inne spojrzenie na świat, niż u kobiet z jego kultury, jej wolność, niezależność, przy tym ciepło, fantazja są czymś, co go zaczarowało. Ona w tym mrocznym mężczyźnie widzi tajemnicę, siłę, fundament i oparcie. Mimo pochodzenia z dwóch różnych światów mają tę samą wrażliwość, ich emocje grają na tych samych strunach. Spotykają się czasem, spędzają czas na intensywnych rozmowach i jeszcze intensywniejszym milczeniu nasyconym bliskością, mają odczucie, jakby oddychali tym samym powietrzem. Są stale w kontakcie tocząc długie rozmowy przez wszystkie dostępne komunikatory, mówią sobie rzeczy, których nie powiedzieli nigdy nikomu. Między nimi jest tylko czułość i delikatność, niczym nieograniczona chęć dawania siebie w poczuciu totalnej akceptacji. Rozmawiają o istocie kobiecości i męskości. On odkrywa absolutnie nowe tereny swych uczuć będąc z nią, gdy ona cierpi z powodu comiesięcznego bólu brzucha i uczy go dotykiem dłoni łagodzić jej napięcie. Coś wcześniej dla niego niewyobrażalnego. On wprowadza ją w świat, w którym mężczyzna nigdy nie złamie słowa i zobowiązania, bo honor jest jak powietrze. Ona pokazuje mu, jak być z kobietą, która płacze, nie uciekać, nie uważać, że to wyłącznie jej intymna sprawa. On tworzy ramy takiej pewności w relacji, że ona ma odczucie, jakby nigdy nie mogła poczuć się bezpieczniej. Nie mówią o miłości, nie uprawiają seksu, nie są parą, choć żadne z nich nie wyobraża sobie wejścia w inną relację. Tę część swych uczuć wyrażają muzyką, którą wciąż się ze sobą dzielą. W niej jest cała tęsknota, samotność, która znika podczas wspólnego bycia, wszystkie magiczne, niewyrażalne słowa.

Wiedzą, że nigdy nie będą razem, bo gdyby zdecydowali się na to, on nie odnajdzie się w jej kulturze i rodzinie, ona w jego. Dzieli ich pod tym względem przepaść nie do pokonania. Podobnie, jak w pierwszej historii, realne życie przyniosłoby takie oczekiwania i potrzeby, których nie potrafiliby wzajemnie spełnić. Mogą tylko być ze sobą w taki sposób.

Trzecia historia. Kobieta i mężczyzna gdzieś tam, kiedyś się spotkali. Oboje już dojrzali, po ciężkich chwilach w życiu, wiedzieli, co jest ważne i już dojrzeli do tego, by nie skupiać się w życiu na drobiazgach, tylko widzieć rzeczy najważniejsze. Uczucie pojawiało się stopniowo, ale wzrastało w siłę i moc. On silny, typ wilka stepowego, który jeśli zwiąże się z kobietą, to najmocniej jak potrafi i na zawsze. Ona, zagubiona lekko w przerastającej ją rzeczywistości umiała zobaczyć w tym mężczyźnie wierność sobie, przekonaniom i ideałom, tę jego totalną spójność będącą źródłem ogromnej siły. Nie wybuchł tu zachwyt jak wiosenna burza, ale relacja nabierała mocy jak wino. Z każdym spotkaniem, nie wyrażając tego, czuli, że są coraz bliżej, wręcz bosko, boleśnie blisko w taki sposób, w jaki potrafią tylko osoby będące częściami tej samej układanki. Pasowało do siebie absolutnie wszystko. Brakowało im przy sobie tchu – nie z hormonalnego pożądania, tylko z poczucia, jakby każde z nich odnalazło kawałek siebie w tym drugim, że dopiero razem mogą czuć się pełnią i sobą tak naprawdę. Oboje w drugim znalazło katalizator najlepszej wersji siebie. Ale nigdy się nie zwiążą, przynajmniej nie przez wiele następnych lat. On ma pracę, która wymaga od niego totalnej dyspozycyjności i sprawia, że codziennie ryzykuje wszystkim. Wie, że nie zafundowałby takiego strachu swojej kobiecie, musiałby zrezygnować. A to byłoby dla niego zdradą wszystkiego, co budował przez wiele lat, co stanowi do teraz oś jego życia. Ona nigdy nie zechciałaby przyjąć od niego takiego poświęcenia.

Pokazałam trzy historie, na pozór bardzo różne, a tak naprawdę w jednej warstwie identyczne. Czasem tak bywa, że spotykają się w życiu osoby, które swą istotą, emocjonalnością i wrażliwością pasują do siebie idealnie, jak dwie części tej samej, rozsypanej przez zawieruchę życiową układanki. Trzy wielkie miłości nienazywane tak słowami, trzy pary nie będące parami, i które nigdy nie zbudują wspólnego życia. Ludzie z niepogadzalnych ze sobą obszarów. Związki istniejące, ale niemożliwe. Mogące istnieć wyłącznie w jakiejś bańce przestrzeni obok realności, w alternatywnej rzeczywistości. W tradycyjnym sposobie widzenia świata jako czterowymiarowego one są bez szans. Trzy wymiary materialne i liniowy czas dają nam tylko jedną opcję. W takim świecie wspólne życie tych ludzi przyniosłoby im mimo olbrzymich uczuć, jakie ich łączą, zbyt dużo cierpienia i rezygnacji. Czasem miłość i bliskość to za mało. Świat stawia własne warunki.

Najnowsza teoria wszystkiego, M-teoria mówi o jedenastu wymiarach. Cztery dobrze nam znane i siedem, mówiąc potocznie, „spakowanych” jak pliki w komputerze.

Czasem mam wrażenie, że tacy ludzie, którzy w swych niemożliwych związkach dotykają najczulszych własnych strun, olbrzymiej, nigdy nie do zrealizowania w czterech wymiarach bliskości, sięgnęli dalej, niż inni. Udało im się „rozpakować” któryś z tych siedmiu wymiarów niedostępnych nam na co dzień. Potrafili zawiesić swoją nierealną bliskość w innej warstwie życia, do której mają wstęp tylko oni. I realizują swój związek w alternatywnej rzeczywistości.

Fizycy szukają potwierdzenia M-teorii we wzorach matematycznych, a ja czasem mam wrażenie, że życie podsuwa nam na co dzień jej potwierdzenie pod nos, byleby tylko chcieć je zobaczyć.

One thought on “NIEMOŻLIWE

  1. Miałam kiedyś takiego przyjaciela. Bo był niby tylko przyjacielem.
    Dziś wiem że było to niby. Teraz jestem z kimś innym. Ale czasem o nim myślę.
    Szkoda że to wszystko takie zakręcone i trudne

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s