ODWAGA DO SZCZĘŚCIA

Szczęście to coś, o czym najczęściej marzymy. Uczucie, jakie jest najpowszechniejszym obiektem wszelkich życzeń z okazji świąt, urodzin, imienin, innych pomniejszych okazji. Słowa „nie wiem, czego ci życzyć, po prostu bądź szczęśliwa” to jedne z najczęstszych. Spotykają się z uśmiechem aprobaty – bo zawierają w sobie wszystko. Spełnienie marzeń, zdrowie, radość, realizację planów, dobre relacje z innymi i ze sobą, i wszystko inne, co możemy pod pojęciem szczęścia pojmować. Idealne życie. Kto je ma? Mało kto? Nie wiem, czy dużo, czy mało, ale się zdarza.

Ostatnio rozmawiałam w dość krótkim czasie z dwiema kobietami. Są w zbliżonym wieku, chwilkę przed 30-tką.

Jedna z nich wychowana w sielskiej małomiasteczkowej atmosferze wielopokoleniowego domu, w którym było miejsce na dziadków, ciocie, kuzynów, gdzie dzieci otaczane były mądrą miłością wzrastała w poczuciu bezpieczeństwa i przekonania, że świat jest dobry. Zdolna, ładna, skończyła wymarzone studia, zawsze wspierana przez rodzinę. Owszem, los nie oszczędził jej w jednej kwestii, u brzegu dorosłości odebrał ojca, a żałoba gdzieś w głębi duszy trwa do teraz. Ale osoba, która wychowywana była w stabilności emocjonalnej jest sobie w stanie z taką stratą poradzić – w końcu dotknie ona kiedyś nas wszystkich. Dziewczyna na studiach poznała chłopaka, który stał się fundamentalnym elementem jej życia, połączyła ich miłość, wspólne plany na życie. Nie ma w tym związku żadnych zgrzytów, które by stawiały go pod znakiem zapytania, ich wzajemna pewność siebie, odczucie zaufania są wielkie i nienaruszalne.

W trakcie studiów robiła wiele ciekawych rzeczy, wyjeżdżała, poznawała świat, ale wreszcie je skończyła z lekkim opóźnieniem. Przyszedł czas dorosłości, wyboru miejsca zamieszkania (dość daleko od rodzinnego miasteczka), podjęcia pierwszej poważnej pracy, urządzania pierwszego nie-studenckiego mieszkania, tylko docelowego, przynajmniej na kilka lat, domu. Domu, który zaczęła tworzyć ze swym ukochanym mężczyzną. Czas planowania ślubu, dzieci, kolejnych kroków życia, o których zawsze marzyła. Spotkało ją spokojne szczęście, którego zawsze pragnęła. Być zdrową, w kochającym się, pełnym zaufania związku, pracować w wybranym zawodzie za godziwe pieniądze, budować tak samo ciepłą rodzinę, jak ta, z której pochodziła. Oprócz tego poznawać świat, mieć czas na wypoczynek, nie harować od rana do nocy. Wszystko jej się spełniło, nie ma ani jednego niezrealizowanego marzenia o życiu.

I dokładnie w tym momencie zapadła na niewyjaśnione zaburzenia chorobowe, ataki lęku, silne objawy somatyczne paraliżujące jej funkcjonowanie, pracę, skupiające całą jej uwagę na sobie. Wszelkie badania medyczne pokazały jasno, że nie ma żadnego medycznego schorzenia. Psychosomatyka. Choroba emocji.

Druga dziewczyna. Jej losy są dość podobne do tej pierwszej. Rodzina pochodzenia nie była tak idealna, bo ojciec miewał okresy picia, ale jego choroba jest opanowana. Zapewne zostawiła emocjonalne ślady we wszystkich, ale ciężko mówić o wielkich traumach w jej życiu. Ma bardzo wspierająca matkę, ojciec również aktualnym swym życiem naprawia błędy poprzednich lat.

Ta młoda kobieta zawsze była bardzo zdolna, pilna i pracowita, nic zatem dziwnego w tym, iż skończyła takie studia, jakie chciała. Oprócz tego zawsze miała mnóstwo energii na zajęcia dodatkowe, rozwój, języki, a że nie brakowało jej zapału, zdobyła mnóstwo umiejętności. Potem był czas szukania wymarzonej pracy. Włożyła w to mnóstwo wysiłku, krok po kroku metodycznie realizowała swój plan, aż znalazła. Równo z początkiem roku rozpoczęła dokładnie taką pracę, o jakiej marzyła.

Jej życie osobiste też zbliżone jest do losów Kopciuszka – trzy lata samotności i czekania na księcia z bajki. Oczywiście, jak to z takimi marzeniami bywa, trzeba je urealnić, wiedzieć, że mityczne i idealne postacie nie istnieją – ale nie w jej wypadku. Równo rok temu poznała takiego kogoś. Wymarzony mężczyzna, miłość z obu stron rozwijała się równo, mocno, intensywnie, zbudowali stabilny, dobry związek. Wymarzyli sobie wspólne życie, rodzinę, bycie razem. Realizują to po kroczku. Kupili mieszkanie, dokładnie takie, jakie chcieli, już widzą swe dzieci baraszkujące w piaskownicy. Właśnie odbyły się bajkowe zaręczyny i planują ślub. Oczywiście, taki, jakiego oboje chcieli. Dziewczyna jest absolutnie szczęśliwa i twierdzi, ze wszystkie jej marzenia właśnie się spełniają.

I w trakcie tej realizacji szczęścia w sposób nagły i niezrozumiały zapadła na tajemnicze dolegliwości. Szczegółowe badania medyczne pokazały jedno – jest absolutnie zdrowa. Wszystko, co się z nią dzieje, jest psychosomatyczne. To nie ciało choruje, to emocje.

Obie dziewczyny pracują intensywnie nad swymi lękami. Przedzierają się przez trudne wspomnienia, przez swe obawy i strachy. Każdy w życiu ich doświadcza, natomiast one ze zwielokrotnioną mocą przeżywają gigantyczny lęk przed takim szczęśliwym życiem. Jedna z nich ma ataki paniki, że to wszystko straci, że narzeczonemu stanie się krzywda, a ona go nie uratuje, nie ochroni. Druga swój stres umiejscowiła w pracy, ale to tylko zasłona dymna, tak naprawdę w pewnym sensie życie wymknęło jej się spod kontroli. Wiedziała zawsze, na czym polega zwyczajność, ciężka praca, układała swe życie tak, by było maksymalnie przewidywalne. O takich losach marzyła, ale jak jej się to wszystko przytrafiło, nie potrafi tego udźwignąć.

Obie kobiety łączy to, że w momencie, kiedy mogłyby żyć pełnią życia, cieszyć się nim w niepohamowany wręcz sposób, intensywnie przeżywać najszczęśliwsze chwile, zachowują się, jakby to szczęście zamroziły, odkładały na później. Tylko do kiedy? Do ślubu? Do wprowadzenia się do tego idealnego mieszkania? Do czasu narodzin dzieci? Nie, żaden z tych wyraźnych punktów nie jest tym, w którym czują, że już mogłyby sobie pozwolić na szczęście.

Pierwsza z nich wciąż fantazjuje o swym dzieciństwie, powrocie do niego, jak gdyby chciała nie tylko zatrzymać czas, ale i go cofnąć. Powrót do wieku lat 5 jest niemożliwy, mimo iż coś ją tam wciąż zatrzymuje. Ale w jakimś sensie zamraża czas, gdyż póki nie będzie się dobrze czuła, nie będą niczego dalej realizowali. Zatrzymała najszczęśliwszy czas życia w miejscu. Tyle, że nie umie się nim cieszyć.

Druga robi coś podobnego, tyle, że skupia się na pracy, w której obiektywnie rzecz biorąc jest doskonale. I również – póki lepiej się nie poczuje, nie wykona pewnych kroków. Ona też sprawiła, że jej świat zastygł w miejscu.

Obydwie zachowują się tak, jakby mówiły „nie będę się cieszyć, aby nie zapeszyć”.

W tej opowieści nie chodzi wyłącznie o te dwie kobiety. Ludzi, którzy wiedzą, co mogłoby ich uszczęśliwić, ale tego nie realizują, nie biorą od rzeczywistości, choć mogliby, jest mnóstwo.

Czasem przy takich historiach myślę sobie, jak ogromną trzeba mieć siłę do udźwignięcia własnego szczęścia. Do powiedzenia – tyle lat czekałam, marzyłam, pragnęłam, planowałam i tęskniłam, a teraz wreszcie jest. I rzucenia się w jego wir, ale też i spokój, jaki niesie. Pozwolenia mu przepływania przez siebie, pełnego odczuwania wszelkich emocji, jakie towarzyszą takiemu czasowi. Odważnego spojrzenia w przyszłość taką, jaką aktualny stan zapowiada. Czasem mi się zdaje, że niektórym ludziom łatwiej jest słuchać życzeń „bądź szczęśliwa”, niż faktycznie taką być.

Że szczęście wymaga odwagi – teraz pozwalam sobie na nie dokładnie na tak wielkie, jakie ono jest, mimo iż za rok, za miesiąc, jutro, lub za minutę może się skończyć, bo przecież i tak w życiu bywa, a tego właśnie dziewczyny się boją. Nie da się szczęścia zaoszczędzić na później, to byłoby jak zaklinanie rzeczywistości. Jakby chciały dostać gwarancję, że jeśli sobie na nie pozwolą, ono się nie skończy.

Banałem jest oczywiście, że takich gwarancji nie ma, każdy to wie. Ale też nieprzeżywanie swego życia w pełni tu i teraz przed niczym nie chroni, nie porozkładamy sobie siłą woli cząsteczek aktualnego szczęścia na każdy kolejny dzień aż do jego końca.

Nie dokonujemy świętokradztwa wobec jutra pozwalając sobie na tę pełnię dziś.

Okazuje się, że czasem szczęście wymaga większej odwagi, niż cierpienie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s