ZBYT DOROSŁE DZIECI cz.II.

Ten tekst jest kontynuacją poprzedniego, dotyczy parentyfikacji, czyli odwrócenia ról w rodzinie, kiedy to dziecko delegowane jest do zadań i funkcji ponad jego siły.

Parentyfikacja może mieć wymiar i/lub instrumentalny oraz emocjonalny. Ta pierwsza „oznacza troskę o fizyczną egzystencję rodziny. Może ona przybierać różne formy: zarabiania pieniędzy, opieki danej osoby nad jej rodzeństwem lub chorym rodzicem, sprzątania w domu, robienia zakupów dla rodziny, gotowania, pisania lub tłumaczenia dokumentów itp”. Dodajmy, że nie chodzi tu o drobne obowiązki, jakie dziecko musi mieć, tylko o całkowite przejecie odpowiedzialności za pewne obszary, do których dziecko nie dorosło.

„Parentyfikacja emocjonalna natomiast dotyczy zaspokajania przez dziecko emocjonalnych i społecznych potrzeb jego opiekunów. Dziecko może być więc opiekunem rodzica cierpiącego na depresję lub chorego psychicznie, powiernikiem lub pocieszycielem jednego z rodziców, może tez podejmować mediacje w konfliktach małżeńskich lub dawać emocjonalne wsparcie jednemu z opiekunów lub obydwojgu. Dziecko może także przyjmować rolę rodzinnego kozła ofiarnego, może być kontenerem na trudne emocje opiekuna, rodzinnym sędzią lub wreszcie partnerem.”

W rodzinie innej kobiety zaobserwować można sytuację, w której objęła ona opieką oboje rodziców, i przekroczyła ona wymiar jedynie emocjonalny. Jest to również starsza córka w rodzinie. U ojca wystąpił objaw, jakim jest alkoholizm, prócz tego epizody hazardowe. Matka również, jak w poprzednim przykładzie, funkcjonowała jak osoba niezaradna, podporządkowana pomysłom i woli męża. Moja pacjentka od dzieciństwa czuła się porzucona emocjonalnie, miała mało opieki i wsparcia, zatem bardzo szybko wyciągnęła wnioski, iż musi być silna, zaradna, absolutnie samodzielna i dodatkowo wspierająca rodzinę. Odkąd pamięta opiekowała się swą niewiele młodszą siostrą, pracowała od 15 r.ż. z nią dzieląc się swymi skromnymi zarobkami. Od tego momentu nie korzystała z żadnych dodatkowych pieniędzy dawanych jej przez rodziców, żyjąc zasadą, iż zawsze musi liczyć wyłącznie na siebie. W efekcie tak przeżyła swe dotychczasowe dorosłe życie – w absolutnej niezależności od nikogo, będąc silną ponad miarę, potrafiąc zrobić i załatwić wszystko, nawet niemożliwe. Ma opinię osoby, dla której nie istnieją żadne przeszkody, niesamowicie pracowitej, niezniszczalnej. Rodzice próbowali swych szans w życiu, zakładali jakieś interesy, ale na skutek wielu zaniedbań stracili wszystko popadając w poważne długi. Teraz każde z nich wykonuje swą skromnie wynagradzaną pracę, a te ogromne sumy zadłużenia spłaca od kilku lat ich starsza córka. Jest to temat tabu w rodzinie, o tym się nie mówi, jakby to z jednej strony było oczywiste, z drugiej wstydliwe, i zapewne dla rodziców takie jest, ale istnieje milcząca umowa, iż tego zagadnienia się nie porusza. Mimo to moja pacjentka dalej okazjonalnie finansuje im większe wydatki, wspiera także swą siostrę.

Efektem tak silnej parentyfikacji był rzecz jasna sposób nawiązywania relacji, głównie z mężczyznami. Pieniądze w tej rodzinie były symbolem zarówno troski, opieki, jak i emocjonalnie zawsze wiązały się z problemami i zależnością. Takich partnerów zatem wybierała sobie owa kobieta, pozornie silnych, tak, jak ona, co było alternatywą dla słabego ojca, ale po niedługim czasie okazywało się, iż są słabi, niezaradni, pogrążeni w długach, albo niezarabiający. Ona wkraczała w sytuację ratując ich i mając silne wizje i pragnienia wdzięczności z ich strony, oraz odczuwając to jako gwarancję, iż jej nie zostawią. Owszem, nie zostawiali, ale po niedługim czasie to ona zaczynała odczuwać najpierw niepokój i żal do nich, potem narastającą wściekłość i gniew, co w efekcie sprawiało, iż te związki rozpadały się w niezwykle silnych emocjach. Kopiowała w nich pragnienia uzyskania tego, czego nie dostawała od rodziców, choćby docenienia i poczucia ważności, jak i używała pieniędzy do uzależnienia mężczyzn od siebie, gdyż ten środek znała jako sposób na okazywanie troski.

Teraz u schyłku terapii większość aspektów tej historii można nazwać przeszłością, dziewczyna jest w związku, w którym nie istnieją tego rodzaju zależności, przestała wszystkim, jak i sobie, wszystko udowadniać, wreszcie pozwala sobie na słabości i bycie zwyczajnym człowiekiem, w swej rodzinie zaczyna zajmować miejsce córki, a nie opiekunki. Ale zobowiązania finansowe pozostaną jej jeszcze na kilka lat, od tego uciec, niestety, się nie da. Zamiana ról w rodzinie miewa bardzo długie ręce.

Dorosłe osoby, które w dzieciństwie uległy parentyfikacji, dopóki nie uświadomią sobie tego faktu i jakoś z nim nie poradzą (np. na terapii), tkwią w niej nadal. Są w pewnym sensie w stanie ciągłego wyczulenia na komunikaty i oczekiwania ze strony rodziców, w ciągłym poczuciu obowiązku reagowania na nie, w nieustannym czekaniu na to, co się może pojawić. Niejednokrotnie poświęcają swej rodzinie pochodzenia znacznie więcej emocjonalnej uwagi i czasu, niż tej,którą założyli.

Młoda kobieta z udaną rodziną, mężem, małym dzieckiem i drugim w perspektywie, ze spokojnym aktualnym życiem wciąż jest kłębkiem nerwów zajęta nieustannymi dysputami telefonicznymi z siostrami i matką. Poświęca jej sprawom większość swego czasu sprawdzając informacje, omawiając najlepsze wyjścia z trudnej materialnie i prawnie sytuacji. Są momenty, kiedy ze stresu nie może spać, odreagowuje na swej rodzinie, bywa tym stanem tak zmęczona, że nie ma siły wstać z tapczanu. Powodem, dla którego wciągnięte są w temat matka i córki jest, w oczach matki, konieczność ratowania jej przed ojcem. Kobieta ta od początku swego małżeństwa uwikłana jest w konflikt i współuzależnienie, absolutnie podporządkowana agresywnemu mężowi, nie zmieniła tego już ponad 30 lat. Teraz, pragnąc uzyskać od córek wymierną pomoc, która jej ułatwi pewne okoliczności, lecz obciąży dzieci, obiecuje, iż „jeśli tylko one…” (pomogą, załatwią, wezmą na siebie, zobowiążą się, podpiszą itd.), to ona już na pewno od ojca odejdzie. Nikt w to nie wierzy. Moja pacjentka powoli orientuje się w rozmiarach swego uwikłania w sprawy rodzinne i w tym, iż wbrew jej woli są to główne tematy, na których się skupia i które przeżywa. Ale zapewne daleko jeszcze do postawienia granic.

Ważny i częsty jest jeszcze jeden rodzaj odwrócenia ról. Czasem objawia się ono tak, iż dziecko ma z rodzicem, głównie z matką, kontakt idealny, bardzo ciepły, serdeczny, bliski, np. dzwonią do siebie praktycznie codziennie zwierzając się ze wszystkiego. Takie dziecko pełniło rolę „jedynego słoneczka, jedynego pocieszyciela”, w zasadzie stanowiło i stanowi jedyny sens życia rodzica i centrum jego uwagi. Skutkuje to tym, iż poza faktem tego, ze relacja naprawdę jest ciepła i serdeczna, dorosłe dziecko czuje się niejako w obowiązku dzielić się z matką wszystkim, co się dzieje w jego życiu, gdyż ona nie posiada swojego. Codziennie dziecko daruje z siebie matce prezent.

Jedną z osób, u której parentyfikację w aspekcie emocji w relacjach rodzinnych widać nadzwyczaj wyraźnie, jest ok. 30 -letnia kobieta, wykształcona, samodzielna, energiczna, z gronem przyjaciół, ale samotna jeśli idzie o związki damsko – męskie, co ma swoje usadowienie w relacji z ojcem.

Problem zamiany ról w rodzinie mimo, iż zawsze dotyczy trójkąta matka-ojciec-dziecko, uwidacznia się najczęściej w relacji z jednym z rodziców, a drugie jest w tle (albo zupełnie nieobecne). Tak, jak pisałam, dzieci biorą na siebie rolę ratownika wobec rodzica, którego spostrzegają jako słabszego, bezradnego, nieszczęśliwego. W tej rodzinie matka funkcjonuje jako osoba niezaradna i całkowicie uzależniona od męża. Słabo zarabia, nie ma przyjaciół, nie zrobiła prawa jazdy, funkcjonuje między dość przeciętną pracą, a domem. Ojciec popija, bywa agresywny słownie, robi awantury o drobiazgi, konflikt między małżonkami trwa chyba od daty ich ślubu. Jest to mieszanina dystansu oraz wybuchających tego rodzaju konfliktów, w których ojciec agresywny jest czynnie, a matka ma postawę bierno – agresywną. To równie silny rodzaj agresji, choć po wierzchu interpretowany jako bycie ofiarą, osobą skrzywdzoną, ranioną latami bez powodu, która w efekcie wciąż unika relacji, płacze. Na taką matkę reagowała silnie moja pacjentka, jako starsze dziecko, które widziało ją w takich emocjach odkąd pamięta. Wcieliła się zatem w rolę córki idealnej. Takiej, która zawsze pomoże mamusi, zatem nawet jako 5-latka nie chodziła na podwórko bawić się z koleżankami, tylko pomagała mamie w kuchni, rozbawiała ją, z biegiem lat stała się powiernicą matki jeśli idzie o wszystkie jej sprawy, także relacje z jej ojcem. To ona była osobą, do której mama kierowała swe żale, to ona ją wspierała, pocieszała, w efekcie nienawidząc swego ojca i nim pogardzając. Zlała się w jedność psychiczną z matką, odzwierciedlała jej uczucia wobec męża. To, co od niej często słyszę w trakcie terapii, to zdanie „kto, jak nie ja”. To ona musi pocieszyć, wysłuchać, doradzić, wesprzeć, bądź w jej imieniu załatwić coś z ojcem.

Efektem jej zlania się z matką jest to, że dodała jej sił, sprawiła, iż w tej koalicji, gdzie z jednej strony są trzy kobiety (bo i jej młodsza siostra, która jednak uwikłana jest znacznie słabiej), a z drugiej jeden mężczyzna, zapewne nierzadko bezradny wobec takiej siły.

Skutkiem takiego pomieszania ról jest ciągłe zobowiązanie do pomocy, wspierania, poczucie winy, jeśli tego nie robi, a jednocześnie podskórna ciągła wściekłość i bezradność wobec matki. Wobec ojca jest to bardzo silna niechęć granicząca momentami z nienawiścią i pogardą. Łatwo zgadnąć, że z takimi doświadczeniami ciężko jej znaleźć partnera, często bywali to mężczyźni sporo starsi, z którymi nie miała szansy na zbudowanie związku.

Taki stan rzeczy na skutek terapii ulega wyraźnej zmianie. Zrozumiała, iż matka przez długie lata małżeństwa zrobiła wiele, by wyglądało ono właśnie tak. Nie wykorzystała w zasadzie żadnych szans na rozwój, jakie niosło jej życie, nie zdecydowała się na zbudowanie jakichkolwiek relacji poza rodziną, skazała się na swego rodzaju izolację. Nigdy z mężem wprost o tych problemach nie porozmawiała, nie postawiła warunków, a zapytana wprost, czemu się nie rozwiodła, skoro miała taką możliwość, powiedziała, że nigdy tej możliwości nie miała, a teraz jej się nie chce. Przyjęła na całe życie perspektywę i pozycję osoby zależnej i ubezwłasnowolnionej, będącej ofiarą swego męża. Daje jej to zarazem jego ochronę w życiu, ale i dystans, jako, że uczuć dawno tam nie ma i brak ochoty na bliskość. Owszem, miała prawo tak wybrać i w taki sposób ułożyć swe życie, szkoda tylko, iż córka była (i jeszcze nadal matka czyni te próby) używana do rozładowywania jej napięcia, pocieszania, wspierania i utwierdzania w przekonaniu, iż to ojciec jest winny.

Terapeutyczne jest przywrócenie równowagi w spostrzeganiu odpowiedzialności rodziców za tę sytuację. Jeśli dojrzy, iż mają ją oboje, po równo, matka winna jest wykorzystywaniu jej jako swego opiekuna, a ojciec zaniedbań i braku ochrony, przestanie pełnić tę rolę. Oczywiście, w tej rodzinie bywają również miłe i ciepłe momenty bliskości z obydwoma rodzicami. Kobieta ta nie ma wątpliwości, iż matka ją kocha, teraz czekamy na moment, w którym pozwoli samej sobie poczuć, że kocha ją także ojciec.

Na koniec chciałam nieco złagodzić temat, gdyż po przeczytaniu obydwu tekstów o parentyfikacji większość osób zapewne mogłaby wyciągnąć wnioski, iż towarzyszy im ten problem. Przypuszczalnie nie zawsze to prawda. Istnieje również pojęcie zdrowej parentyfikacji.

Pisałam już o tym, że jeśli kryzys bądź choroba w rodzinie jest chwilowa, nawet kilkumiesięczna, kiedy to w tym czasie dziecko przejmuje odpowiedzialność za wiele aspektów fizycznych życia rodziny (choćby sprzątanie, pomaganie), jak również za aspekty emocjonalne (odwiedziny w szpitalu, pocieszanie, zabawianie rodzica, poprawianie mu nastroju piątką w szkole itd.), nie musi to, i najczęściej nie przynosi żadnych szkód. Dziecko wyrabia w sobie empatię i poczucie obowiązku, dowiaduje się wiele na temat swoich mocnych stron i zalet. Ważne, aby te zadania nie były ponad siły i aby istniała odwracalność sytuacji.

Drugim aspektem jest wolny wybór. Jeśli rodzic oczekuje pewnych świadczeń fizycznych lub emocjonalnych, ale jasne jest, że dziecko bez konsekwencji może odmówić, nie dzieje się w tej sytuacji nic złego. Oczywiste jest też to, iż z biegiem czasu dziecko powinno mieć swoje obowiązki w domu oraz zwiększający się aspekt odpowiedzialności za pewne obszary, co skutkuje wychowaniem zdrowego dorosłego. Z biegiem lat, gdy rodzice się starzeją, dorosłe dziecko powoli przejmuje na siebie pewne funkcje opiekuńcze i jest to sytuacja absolutnie zdrowa.

Nie każdą okoliczność, kiedy dziecko wyręcza rodzica bądź go pociesza nazwać można parentyfikacją destrukcyjną – na szczęście.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s